Tarnów: śmierć tak częsta jak rzadko kiedy

0
3813
Tablice ogłoszeniowe w Tarnowie szczelnie wypełniają nekrologi. Jeden z nich dotyczy Stanisława Czermaka, długoletniego ratownika medycznego tarnowskiego pogotowia, który zmarł na covid-19
Tablice ogłoszeniowe w Tarnowie szczelnie wypełniają nekrologi. Jeden z nich dotyczy Stanisława Czermaka, długoletniego ratownika medycznego tarnowskiego pogotowia, który zmarł na covid-19
REKLAMA

W Tarnowie notuje się coraz większą liczbę zgonów, ale tylko niewielka część z nich ma związek z covid-19. Umierają przede wszystkim starsze osoby, które już wcześniej miały mniej lub bardziej poważne schorzenia. Ta niepokojąca statystyka zapewne ma związek z niekorzystną w mieście demografią.

Niedawno stacja TVN, ale nie tylko ona, zwróciła uwagę na gwałtownie rosnącą liczbę zgonów w całym kraju. Redakcja posłużyła się dwoma przykładami z Małopolski: Tarnowa i Gorlic. W październiku ub. roku w Tarnowie odnotowano 93 zgony, w tym samym miesiącu roku bieżącego już 166. Czy tak obfite żniwo śmierć zbiera wśród chorych na covid-19?
Przyjrzeliśmy się bliżej tym alarmującym danym. Oparliśmy się na oficjalnych informacjach Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Krakowie. Z raportu opublikowanego na koniec października br. wynika, że od początku pandemii w Tarnowie odnotowano 20 zgonów, ale ani jeden z nich nie miał związku wyłącznie z koronawirusem. Dwudziestu mieszkańców miasta zmarło z powodu współistnienia covid-19 z innymi schorzeniami. Warto też przytoczyć inne dane: od marca do połowy listopada zakażenie koronawirusem stwierdzono u 2,5 tys. tarnowian.

REKLAMA

Przerwane leczenie
Pomijając wspomnianą czarną dwudziestkę, w październiku tego roku aż 146 zgonów w Tarnowie było spowodowanych chorobami, które nie miały jakiegokolwiek związku z epidemią. Co mogło być przyczyną aż tak dużego wzrostu? Przypomnijmy tylko, że owa niepokojąca sytuacja dotyczy całego kraju. Odnosi się do niej w mediach społecznościowych m. in. dr med. Zbigniew Martyka, ordynator oddziału chorób zakaźnych w Szpitalu Powiatowym w Dąbrowie Tarnowskiej, pisząc: Bezsensowne restrykcje oraz zrujnowanie funkcjonowania służby zdrowia na wiosnę tego roku owocuje dzisiaj wzrostem zgonów o 40 proc.! To jest przytłaczająca liczba. Dzisiaj umierają najsłabsze osoby, które wcześniej były pozbawione leczenia w szpitalach. W październiku odchylenie liczby zgonów wyniosło ponad 13 tysięcy! W tym samym okresie liczba zgonów ze stwierdzonym zakażeniem SARS-CoV-2 (proszę nie mylić ze zgonami z powodu choroby COVID-19) wyniosła 3,1 tysiąca osób. Te liczby pokazują dobitnie, że mamy do czynienia ze znacznym wzrostem śmiertelności z powodu przerwanych lub zaniechanych terapii onkologicznych, zawałów, udarów i powikłań innych, dotychczas normalnie leczonych chorób. Jak już wielokrotnie mówiłem, terapia okazała się gorsza niż choroba. To niestety jeszcze nie koniec.
Polski Instytut Ekonomiczny podał, że od sierpnia do końca października tego roku przewidywana liczba zgonów w kraju przed wybuchem pandemii miała wynosić 91,6 tys., wzrosła jednak do 106,4 tys. Oficjalnie na skutek koronawirusa zmarło 3,1 tys. osób; czy możliwe jest, by pewna część tego rodzaju zachorowań została pominięta w statystyce?

Będzie gorzej
Może być jeszcze gorzej niż jest, ponieważ tworzenie kolejnych miejsc w szpitalach dla zakażonych koronawirusem, którzy mają ciężkie objawy, odbywa się najczęściej kosztem innych oddziałów i zatrudnionego tam personelu. Jak wiadomo, Tarnów należy do miast, w których ratowaniem zdrowia i życia ludzi zajmują się już przeszkoleni strażacy ratownicy – w sytuacji, gdy brakuje karetek pogotowia. Czasem ich brakowało, ponieważ godzinami czekały z chorymi przed SOR-em. Niedawno odnotowano trzy zgony osób, do których pogotowie nie dojechało w porę, dojechali tylko strażacy. Trudno jednak w tej chwili jeszcze stwierdzić, czy nawet szybka interwencja zespołu ambulansu reanimacyjnego byłaby w stanie zapobiec śmierci tych osób. Na szczęście dzisiaj wydolność pogotowia ratunkowego w Tarnowie jest już znacznie większa, gdyż bardziej wydolny stał się SOR.

Tarnów od lat ma trudną sytuację demograficzną, a średnia wieku jego mieszkańców jest wyższa od przeciętnej wojewódzkiej. Być może dlatego liczba zgonów w Tarnowie w obecnym czasie jest tak wysoka i zwraca uwagę w kraju.
Każdego roku w mieście nad Białą umiera średnio 1000-1200 osób. Najwięcej zgonów notuje się wśród osób, które mają ponad 70 lat. To aż 70,4 proc. wszystkich przypadków śmierci w Tarnowie. Do tej pory głównymi przyczynami zgonów były choroby układu krążenia i choroby nowotworowe, podobnie jak w całej Polsce. Przyczyny te mają 75-procentowy udział w zgonach. Ten rok będzie jednak pod tym względem szczególny. Przede wszystkim zmieni się – zdecydowanie na niekorzyść – statystyka śmierci.

Komu pomóc, komu nie
Najgorsze, co może się wydarzyć, to segregacja pacjentów, w stosunku do których są marne rokowania. Niekoniecznie tym kryterium musi być ich metryka, choć też tak bywa. Dość szokujące informacje nadeszły w ostatnich dniach ze Szwecji, kraju, w którym system ochrony zdrowia jest na wysokim poziomie. A mimo to, jak ustalili tamtejsi dziennikarze, szwedzkie szpitale otrzymały wytyczne, aby w przypadku braku miejsc na oddziałach intensywnej terapii segregować pacjentów według ich wieku biologicznego zamiast kalendarzowego oraz liczby i rodzaju chorób, na jakie cierpią. Według gazety „Ekuriren”, mimo że w Szwecji nie było kłopotu z liczbą łóżek czy respiratorów, to odpowiedzialne za służbę zdrowia regiony stosowały selekcję prewencyjną.
W Polsce wygląda to trochę inaczej. Już w sierpniu, gdy fala zachorowań na covid-19 zaczęła w Małopolsce prędko wzrastać, dyrektor Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie oficjalnie poinformował, że lekarze muszą decydować, których pacjentów przyjąć na leczenie w oddziałach, a których z powrotem odesłać do domu. Jak można się domyślać, w normalnej sytuacji ci drudzy również pozostaliby w szpitalu. Od początku pandemii w woj. małopolskim w szpitalach zmarło 930 osób chorujących na covid-19, a poza lecznicami 124.

Tlenu, tlenu!
Szpital w Kielcach – ale czy tylko on? – błaga ozdrowieńców, którzy przeszli chorobę covidową, o oddawanie osocza, gdyż już teraz trzeba wybierać, którym pacjentom zaaplikuje się poszukiwany lek. Kilkanaście dni temu w szpitalu w Brzesku zmarł ratownik medyczny z Tarnowa, który nie doczekał się podania deficytowego w całym kraju osocza krwi.
W Polsce system ochrony zdrowia jest na skraju załamania. Dowodem tego jest nie tylko niedostatek personelu i miejsc w szpitalach, ale – ostatnio – także tlenu medycznego niezbędnego dla ciężko chorych.
Niemal cała uwaga systemu opieki zdrowotnej skierowana jest więc na walkę z pandemią, czemu zresztą trudno się dziwić, ale zaniedbania na innych polach w ochronie zdrowia staną się kulą śniegową, która tocząc się z góry będzie rosła w oczach. Tak jak rośnie liczba zgonów, z którymi koronawirus nie ma nic wspólnego.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o