Tarnowianie „wyciekają” z miasta

0
255
wyludnianie2
REKLAMA

„Wyciekanie” miasta poza jego granice jest groźnym dla niego zjawiskiem, ale chyba w Tarnowie przez niektórych bagatelizowanym.
Niedawno w kolejnym numerze periodyku „Biznes Trendy Małopolska” Janusz Sepioł, architekt, główny projektant planu zagospodarowania woj. małopolskiego, były marszałek województwa, przedstawił swoją obszerną pracę pt. „Miasta się kurczą”. Pisze w niej o ogólnoeuropejskim i ogólnopolskim trendzie, o znanych jego przyczynach, ale sporo miejsca poświęca również wątkom lokalnym.
Autor, prześledziwszy skalę odpływu ludności w miastach Małopolski na przestrzeni ostatnich dwóch dekad, wymienia te ośrodki, których problem wyludniania dotyka najbardziej: Andrychów, Gorlice, Brzeszcze, Tarnów, Proszowice, Wolbrom, Zakopane.
„Najbardziej niepokojącym aspektem jest fakt, że zjawiskiem kurczenia się miast dotknięte są najbardziej ośrodki duże, które winny pełnić w regionie wiodącą rolę: Tarnów, Oświęcim, Chrzanów” – stwierdza Janusz Sepioł.

REKLAMA

Odpływu nie widać?
Można jednak odnieść wrażenie, że w Tarnowie ten problem nie jest doceniany. Byłem niedawno na spotkaniu Romana Ciepieli, prezydenta miasta, z mieszkańcami jednego z osiedli, podczas którego wyraźnie zasygnalizował on, że rozpowszechniane informacje o tym, że Tarnów wyludnia się w dramatycznie szybkim tempie i dzieje się z tego powodu tragedia, są przesadne. Prezydent powołał się na dane, z których wynika, że wprawdzie miastu ubywa mieszkańców, ale za to rośnie w siłę aglomeracja miejska, czyli sąsiednie gminy, do których tarnowianie się przeprowadzają.
Równie uspokajające informacje przekazał ostatnio w rozmowie z RDN Małopolska Stanisław Sorys, wicemarszałek woj. małopolskiego, który powiedział, że „odpływu ludności nie widać, jeśli spojrzymy na miasto razem z jego ościennymi gminami”.
Problem jest jednak bardziej skomplikowany. Po pierwsze, tarnowianie uciekają nie tylko za miedzę. Migracja zarobkowa, połączona z wyjazdami do polskich metropolii lub za granicę, jest w przypadku Tarnowa na tyle duża, że i ona wyraźnie wpływa na statystykę. Przykładowo w 2016 roku udział wymeldowań z miasta z powodu przeprowadzki do innego kraju wynosił 20 procent. Statystyka, która dotyczy przenosin do dużych miast w Polsce, nie jest znana.

Stale na minusie
To prawda, gro mieszkańców przeprowadza się do swoich domów zbudowanych w pobliskich gminach, ale przecież zjawisko to, zwane dezurbanizacją, dotyka większości dużych ośrodków w Polsce. Również często porównywanego do Tarnowa, 84‑tysięcznego Nowego Sącza. Ale w Nowym Sączu tendencja spadku ludności została zahamowana, z różnych powodów zresztą, a w Tarnowie nie. Istota problemu polega na tym, że Tarnów od lat odznacza się – jak to określają statystycy – ujemnym saldem migracji stałej. Przekładając to na zwykły język: chodzi o nadwyżkę wymeldowań nad zameldowaniami.
O ekonomicznych i społecznych skutkach wyludniania się miasta, które będą rozłożone w czasie, już kiedyś tu pisałem. Po raz kolejny chcę jednak zwrócić uwagę, że uznanie, iż wiadomość o tym, że chociaż mieszkańcy Tarnowa uciekają z miasta, to przecież całkiem niedaleko, nie może być pocieszająca. Najważniejsze jest to, ilu mieszkańców liczy konkretne miasto, czy liczby te mówią o jego rozwoju, czy o postępującej stagnacji, w jakim stopniu określają jego atrakcyjność, a nie to, jak zasobna w ludność jest okolica. Nawet jeśli tę okolicę dumnie nazwiemy aglomeracją. Bo, jak pisze Janusz Sepioł, „wyciekanie” bardzo ważnej funkcji miasta, jaką jest mieszkalnictwo, poza jego granice jest dla niego bardzo groźne.

Dzień dobry, tu starość
Przy okazji przemilcza się fakt, że wskutek tak dużej migracji, która dotknęła głównie młodych mieszkańców, dziś statystyczny tarnowianin jest najstarszym mieszkańcem Małopolski. Jego średnia wieku wynosi 43 lata, w Nowym Sączu – 39.
Prawdą jest, że władze samorządowe powinny mieć konkretny program, który prowadziłby do spowolnienia niekorzystnych tendencji. Prawdopodobnie nie uda się ich całkiem zahamować choćby dlatego, że rynek tarnowski jest dla młodych ludzi mało atrakcyjny: preferuje niższe kwalifikacje i mało płaci. Najlepiej wykształceni, najbardziej kreatywni i odważni uciekają stąd. Póki w Tarnowie nie zjawią się inwestorzy, którzy zgłoszą zapotrzebowanie na młode ambitne kadry i którzy docenią – przede wszystkim finansowo – ich kwalifikacje, niewiele się zmieni.
Janusz Sepioł słusznie twierdzi, że zarządzanie miastami o malejącej liczbie mieszkańców jest trudne i wymaga namysłu: jak uruchomić tkwiący ciągle potencjał, na czym oszczędzać, w co inwestować, jak ukierunkować rewitalizację, jak wykorzystać ten kapitał ludzki, który jeszcze pozostaje na miejscu.
Być może zbliżająca się kampania wyborcza do samorządów wznowi w Tarnowie dyskusję na ten temat. Być może pojawią się nowe pomysły i nowe koncepcje, a także interesujące diagnozy. Czasu jest coraz mniej. W 1996 roku Tarnów miał 122,4 tys. mieszkańców, dziś już 109 tysięcy.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o