Tarnowski ksiądz zakładnikiem w Afryce

0
140
Ksiadz-Mateusz-Dziedzic
REKLAMA

Diecezja tarnowska słynie z ogromnej liczby misjonarzy pracujących w różnych zakątkach globu. Obecnie ok. 40 kapłanów prowadzi misje w Afryce, głównie właśnie w Republice Środkowoafrykańskiej, a także w krajach Ameryki Południowej – m.in. w Peru, Ekwadorze, Brazylii.
W tak niebezpieczne rejony trafił pięć lat temu pochodzący z Wyskitnej koło Grybowa ks. Mateusz Dziedzic. Wyświęcony został w 2001 roku, dziś ma 38 lat. Zanim zdecydował się na wyjazd, pracował w parafiach w Smęgorzowie i podtarnowskim Skrzyszowie.
– Ksiądz Mateusz został posłany do Afryki w 2009 roku. Pracował najpierw na placówce w Bagandou, gdzie staraniem diecezji tarnowskiej powstał szpital, potem przeszedł do diecezji Bouar, a ostatnio poproszono go o objęcie probostwa w misji Baboua, niedaleko pogranicza z Kamerunem, gdzie pracuje z ks. Leszkiem Zielińskim, również misjonarzem z diecezji tarnowskiej. Republika Środkowoafrykańska to kraj o powierzchni dwukrotnie większej od naszego kraju, to zupełnie inne pojęcie odległości. To także kraj niebezpieczny, pełen grup, które nękają mieszkańców wiosek, napadają na przejeżdżające samochody – mówi ks. dr Krzysztof Czermak, wikariusz biskupi ds. misji.
To właśnie z Afryki dotarły do diecezji tarnowskiej niepokojące wieści – ks. Mateusz Dziedzic został uprowadzony przez miejscowych rebeliantów. Prawdopodobnie porwania dokonało ośmiu umundurowanych mężczyzn z karabinami maszynowymi.
– Zdarzenie było zaskoczeniem. Rebelia, która w różnych odsłonach ciągle tam trwa, nie znała tego rodzaju wydarzeń, by rebelianci wdzierali się na plebanię i uprowadzali misjonarzy. Wiemy, że w nocy z 12 na 13 października na teren parafii Baboua wkroczyli „ludzie Miskine’a”, generała więzionego w Kamerunie, i uprowadzili księdza Mateusza. Chcieli porwać obu pracujących tam kapłanów, ale po długich negocjacjach i z woli księdza Mateusza, który jest proboszczem, zabrali tylko jego. Ksiądz Leszek został i dzięki temu mógł od razu wsiąść w samochodów i pojechać do ks. Mirosława Gucwy, pracującego w Afryce ponad 20 lat, wikariusza generalnego w diecezji Bouar, który od razu wszczął alarm – mówi ks. Czermak.
Ks. Mateusz nie jest pierwszą osobą porwaną z zamiarem wymiany za więzionego przywódcę rebeliantów – dołączył do wcześniej uprowadzonych ok. 20 Afrykańczyków. Zapewne rebelianci są przekonani, że przetrzymując Europejczyka i misjonarza, mogą więcej zyskać.
Z ks. Mateuszem udało się nawiązać kontakt telefoniczny.
– Ku mojemu zaskoczeniu ksiądz Mateusz się odezwał. Rebelianci wypożyczyli mu telefon komórkowy i pozwolili skontaktować się z wybraną osobą. Zadzwonił do mnie. W jego głosie słyszałem spokój; mówił, że jest dobrze traktowany i że jest trzymany jako okup. Byłem tym telefonem bardzo zaskoczony, ale chyba jeszcze bardziej ucieszony, że się odezwał, że mówi spokojnie, nie opisuje tego wydarzenia w kategoriach tragedii – relacjonuje ks. Czermak.
Według księdza Leszka Zielińskiego, grupa, która uprowadziła ks. Mateusza, to Front Demokratyczny na Rzecz Ludności Środkowoafrykańskiej czy też ugrupowanie o nazwie Zgromadzenie Demokratyczne Ludu Środkowej Afryki, a porywacze przebywają ok. 25 km od Baboua. Jedynym ich żądaniem jest odzyskanie wolności przez ich przywódcę, który przebywa w więzieniu w Kamerunie. Wtedy wypuszczą księdza Mateusza.
W polskim MSZ powołano specjalny zespół, który zajmuje się sprawą porwanego misjonarza. Ministerstwo współpracuje w tej sprawie również z Konferencją Episkopatu Polski. Pojawiły się już pierwsze informacje o wysłaniu przez Republikę Środkowoafrykańską delegacji rządowej do Kamerunu, która weźmie udział w rozmowach na temat porwanego polskiego księdza.
Księdzu Mateuszowi dostarczono już leki i wodę zdatną do picia oraz ubrania. Misjonarz zapewnia, że czuje się dobrze. Od kilku dni parafia w Baboua jest ochraniana przez pięciu żołnierzy ONZ z Kamerunu. Zapewniają bezpieczeństwo ks. Zielińskiemu i pozostałym przebywającym tu ludziom.
O modlitwę w intencji uwolnienia ks. Mateusza poprosił w specjalnym komunikacie bp tarnowski Andrzej Jeż. W minioną niedzielę zorganizowano w Tarnowie, zaplanowaną już wcześniej, tzw. niedzielę misyjną. Jej częścią był marsz misyjny, który przeszedł ulicami miasta. Modlono się w intencji pokoju i prześladowanych chrześcijan, a w sposób szczególny o uwolnienie ks. Mateusza Dziedzica.

REKLAMA

Misjonarze trafiają zwykle tam, gdzie poziom biedy jest dla nas niewyobrażalny. W swoich działaniach skupiają się nie tylko na ewangelizacji, ale również na rozwiązywaniu problemów miejscowej ludności, by jej życie czynić bardziej ludzkim. Dzięki misjom powstają szkoły, przedszkola, szpitale, niewielkie punkty zdrowia, budowane są studnie, organizowane rozmaite programy żywnościowe adresowane do najmłodszych.
Zanim misjonarze wyruszą w teren, konieczne jest poświęcenie ok. 10 miesięcy na przygotowanie się do wyjazdu.
– Przygotowanie prowadzone jest w Centrum Formacji Misyjnej w Warszawie. Tam jest czas m.in. na poznanie kultury kraju, do którego misjonarz zostanie posłany, zagadnień związanych z medycyną tropikalną czy wreszcie języka, np. francuskiego lub hiszpańskiego. W krajach afrykańskich używa się wielu języków, dialektów i misjonarz już na miejscu poznawać musi język ludzi, do których trafi. W Republice Środkowoafrykańskiej językiem narodowym jest sango i nauczyć się go można tylko na miejscu – mówi ks. Czermak. – Przygotowanie prowadzone w Warszawie ma swoje limity, nie da się przewidzieć i podać gotowych rozwiązań wszelkich sytuacji. Misjonarze wiedzą o zagrożeniach, wyjeżdżają przecież często do krajów, gdzie już trwają konflikty zbrojne i są tego zagrożenia świadomi. Nie ma dziś terenów bezpiecznych. Misjonarze mogą wiedzieć o możliwych zagrożeniach, a na miejscu stykają się z konkretną rzeczywistością, wobec której podjąć trzeba działania.
Konfrontacja nie zawsze ma szczęśliwe zakończenie. Według różnych danych, co roku na całym świecie ginie co najmniej kilkanaście osób zaangażowanych w działalność misyjną. Również diecezja tarnowska straciła na misjach kilku kapłanów. W 1998 roku w Republice Konga zamordowany został tarnowski misjonarz ks. Jan Czuba; kilka lat wcześniej w Peru zamordowano dwóch misjonarzy franciszkanów, a wśród nich pochodzącego z diecezji tarnowskiej o. Zbigniewa Strzałkowskiego. Wreszcie dwadzieścia lat temu właśnie w Republice Środkowoafrykańskiej w Bangui zamordowany został kleryk Robert Gucwa ze Stowarzyszenia Misji Afrykańskich, także wywodzący się z diecezji tarnowskiej.

REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments