Tarnowskie promowanie

0
145
promocja-tarnowa
REKLAMA

Samorządy prześcigają się w oryginalnych pomysłach na promocję swoich regionów, choć zazwyczaj chodzi o to, by za wszelką cenę zaistnieć nawet tylko na krótki czas. Wójt pewnej gminy wybił monetę ze swoim wizerunkiem, spółka miejska w Jaworznie wymyśliła kampanię „Gdzie jest moja kupa” i stworzyła aplikację na smartfony, za pomocą której można śledzić drogę, jaką pokonują miejskie nieczystości…
W pogoni za sławą gminy i miasta płacą wielkie pieniądze, ale promocyjne kampanie nie zawsze przynoszą pożądane rezultaty. Ci najwięksi: Łódź, Poznań, Warszawa i Wrocław przeznaczają na działania marketingowe 20 mln zł rocznie, biedniejsze ośrodki od kilkudziesięciu do kilkuset tysięcy złotych. Np. Suwałki przeznaczyły w ubiegłym roku na promocję 200 tys. zł, ale Płock aż 11 mln złotych.
Ile wydaje na promocję Tarnów? Blisko 1,1 mln złotych rocznie, lecz w tej kwocie są również pieniądze przeznaczone na działania promocyjne organizacji pozarządowych. W efekcie samo miasto wydaje na marketing ponad 900 tys. złotych. – Nie jest to duża kwota – przekonuje Maria Zawada-Bilik, szefowa Wydziału Marki Miasta UMT. – Na dodatek co roku mamy coraz mniej pieniędzy na ten cel, powoli zbliżamy się już do poziomu z 2007 roku.
Głównie brak funduszy powoduje, że Tarnowa nie stać na jedną dużą kampanię promocyjną, jak chociażby umieszczenie w centrum Warszawy wielkich billboardów zachęcających do odwiedzenia dawnego grodu Leliwitów. Nawet trzeba było zrezygnować z udziału w programie „Dzień Dobry TVN”, gdyż stacja podniosła stawki. Tarnowskie akcenty pojawiają się natomiast podczas realizowanej w naszym mieście „Listopadowej Nocy Kabaretowej”, emitowanej na antenie TVP, samorząd ma „swój” cykliczny program „W ciepłym mieście”, nadawany przez telewizję Kraków, podczas „Pogody wyjazdowej” w TVN 24 i TVN Meteo, a także w Radiu Kraków. Obecność Tarnowa w mediach elektronicznych i Internecie szefowa magistrackiego wydziału zalicza do najbardziej udanych kampanii marketingowych miasta. – To się opłaca, jest po prostu cenne – mówi. – W dwudniowym programie „Pogoda wyjazdowa” nasze miasto można oglądać aż 18 razy. W przeliczeniu na czas antenowy to spory zysk, ale trzeba też pamiętać, że audycje telewizyjne bardzo dobrze są odbierane przez widzów. Niejednego mogą zaciekawić i zachęcić do przyjazdu.
Z tą promocją bywa czasem dziwnie. Największym ponoć do tej pory wydarzeniem promującym Tarnów był ubiegłoroczny koncert grupy Scorpions, który przyćmił inne dotychczasowe imprezy, a promocyjne zyski dla miasta oszacowano na ponad cztery miliony złotych, chociaż nikt nie potrafił logicznie uzasadnić, na jakiej podstawie. W podobny sposób na 2‑3 mln zł oblicza się promocyjne zyski z Forum Inwestycyjnego, choć nawet tarnowianie imprezy nie za bardzo kojarzą. Podobno marketingowe efekty przynosi też jedyna w Polsce akcja „Flaga na samochód”, bo niedawno zainteresowały się nią dwie ogólnopolskie stacje radiowe.
Promocja to też różnego rodzaju gadżety, choć znawcy tematu twierdzą, że połowa z nich nigdy nie jest trafiona. Gdy Maria Zawada-Bilik zaczęła szefować tarnowskiej promocji, odrzuciła wszystkie dotychczasowe gadżety. – Zaczęliśmy je kompletować od nowa, biorąc pod uwagę fakt, że gadżet nie może być bezużytecznym przedmiotem – mówi. – Nie wystarczy zwykły flakonik, to powinna być rzecz, która czegoś nauczy albo ze względu na swą estetykę wywoła przyjazne emocje.
W tym roku na tarnowskie pamiątki przeznaczono 175 tys. złotych, ale kubki, koszulki, parasole muszą być naprawdę dobrej jakości. Na t‑shirtach z Tarnowa pojawiają się grafiki lub reprodukcje znanych miejscowych artystów, odblaski na rowery winny spełniać swą rolę, a parasol nie może zepsuć się podczas pierwszego spaceru w deszczu. Czołowy ponoć tarnowski „hit gadżetowy” – herbatka „Tarninówka” jest napojem o słabym kolorze i ledwo wyczuwalnym smaku, ale – jeśli wierzyć magistrackim urzędnikom – robi furorę wśród turystów, którzy może bardziej cenią legendę związaną z tarniną niż inne walory. Postanowiono jednak pójść tym tropem i poszerzyć gamę pamiątek z tarniną. Najpierw pojawiła się alkoholowa nalewka, a niedawno do kolekcji dołączyły kubki i smycze z wizerunkiem krzewu, który ponoć porastał kiedyś Górę Św. Marcina. Dobrą przyszłość wróżą specjaliści od miejskiej promocji również „tarnowskim precelkom” pochodzącym z jednej z miejscowych cukierni, a ponieważ Tarnów już od dawna promuje się jako „polski biegun ciepła”, będzie powiększana gama pamiątek związanych z tym hasłem. – Chcemy nawet stworzyć w mieście specjalne miejsce, które byłoby gorące przez cały rok, nawet zimą – dodaje szefowa wydziału marki, nie zdradzając więcej szczegółów.
Choć przyszłość promocji Tarnowa zależy przede wszystkim od zasobności budżetu, urzędnicy dostrzegają obszary, które trzeba marketingowo wykorzystać: pobliskie winnice, biegun ciepła, historię miasta, sport… Sporo trzeba również poprawić: przyjezdnym wciąż nie podoba się Burek, a autokary z turystami nadal nie mają gdzie parkować. – Do zrobienia jest jeszcze dużo, mamy wiele planów, ale musimy stąpać po ziemi i realnie oceniać nasze możliwości – przyznaje Maria Zawada-Bilik.

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o