Tęsknota za… izbą wytrzeźwień

0
294
pijani
REKLAMA

Działa tylko placówka, która jest jej namiastką. Dlatego z pijanymi jest poważny kłopot. Nie zawsze wiadomo, co z nimi zrobić.
– Niedawno na ul. Bóżnic kompletnie pijana kobieta, na wpół zamroczona, pod murem budynku załatwiała swoje potrzeby fizjologiczne, częściowo obnażając się, potem swoimi odchodami zabrudziła elewację. To był niesamowity widok, patrzyły na to także dzieci – opowiada nasz czytelnik, który mieszka w pobliżu tego miejsca. – Ponieważ ktoś zadzwonił do straży miejskiej, zjawił się radiowóz, ale pijanej i brudnej kobiety nie zabrano. Jeden ze strażników miał powiedzieć, że nie dysponują w tej chwili odpowiednim do przewozu takich osób samochodem, a ten, którym przyjechali, zostałby zanieczyszczony.
Krzysztof Tomasik, komendant Straży Miejskiej w Tarnowie, wyjaśnia, że za spowodowanie zanieczyszczenia kobieta została ukarana mandatem w wysokości 100 zł, ale nie została przez strażników zabrana, ponieważ po podjętej interwencji i dodatkowym pouczeniu usiadła na ławce i zachowywała się spokojnie.
Problem z osobami nietrzeźwymi jednak cały czas istnieje. Czytelnik twierdzi, że o takie widoki jak ostatnio na ul. Bóżnic nietrudno, co wzbudza zdumienie wśród często pojawiających się tutaj wycieczek żydowskich – w pobliżu znajduje się zwiedzany przez nie budynek dawnej żydowskiej łaźni.Od siedmiu lat w Tarnowie nie ma izby wytrzeźwień. Miasto nie chciało już dokładać do tej placówki średnio ok. 1,5 mln zł rocznie. Po tym czasie losy dawnej izby
komplikowały się.Najpierw przejęło ją stowarzyszenie „Ponad barierami”, z którym magistrat rozwiązał umowę. Powodem tego były stwierdzone podczas kontroli nieprawidłowości w prowadzeniu placówki. Na pewien okres została ona zamknięta, a nietrzeźwi byli przewożeni do policyjnej izby zatrzymań. Później prowadzenia punktu podjął się Polski Komitet Pomocy Społecznej, lecz i to nie trwało długo. Teraz pieczę nad placówką, którą finansuje samorząd miejski, sprawuje Tarnowskie Towarzystwo Profilaktyki Społecznej. Punkt dysponuje 10 miejscami, dyżury również ma lekarz.
– Aby nietrzeźwy mógł u nas zostać, musi wyrazić na piśmie zgodę – informuje Alfred Krzanowski, kierownik Punktu Opieki nad Osobami Nietrzeźwymi, zwanego w skrócie PONON‑em. – Pobyt u nas jest za darmo.
Tu nie ma przymusu jak w dawnej izbie wytrzeźwień, gdyż miasto – jak tłumaczą jego władze – chciało mieć placówkę, która obchodziłaby się ludźmi w sposób humanitarny. Można zatem nie tylko odmówić przyjęcia do PONON‑u, ale też w dowolnej chwili obudzić się, wstać z łóżka i wyjść. Niektórzy wychodzą, będąc ciągle w stanie alkoholowego upojenia. Zdarza się, że niedługo potem znowu są podejmowane wobec nich interwencje służb porządkowych.
Zapytaliśmy komendanta Tomasika, co dzieje się z pijanymi, którzy ze względu na swój stan nie mogą świadomie podejmować decyzji o pozostaniu w punkcie albo z takimi osobami, które w wystarczającym stopniu kontaktują, lecz nie wyrażają zgody na trzeźwienie przy ul. Tuchowskiej.
– Nie pamiętam, by ktoś, kto został tam przez nas przywieziony, odmówił takiej zgody. Osoby, z którymi nie ma kontaktu, transportowane są na badania lekarskie, a zachowujące się agresywnie przekazywane policji.
Paweł Klimek, rzecznik prasowy tarnowskiej policji, mówi, że do izby zatrzymań w Komisariacie Centrum trafiają przede wszystkim te nietrzeźwe osoby, które dopuściły się wcześniej wykroczenia, przestępstwa lub w inny sposób powodowały zagrożenie.
– Są to głównie osoby przejawiające agresję, które wszczęły awanturę domową, także sprawcy przemocy.Jeśli policja wzywana jest do pijanego, który na przykład śpi na przystanku lub leży na chodniku, decyzję w sprawie jego losów podejmuje oficer dyżurny. Człowieka takiego albo zabiera straż miejska, albo trafia on do policyjnej izby zatrzymań. Tam po zakończeniu pobytu wystawiany mu jest rachunek do zapłaty wynoszący 160 zł.– Osobę taką można zatrzymać w naszych celach maksymalnie do 24 godzin. Jeśli w tym czasie nie zdąży ona całkowicie wytrzeźwieć, to i tak trzeba ją wypuścić, gdyż decydują o tym obowiązujące przepisy prawa – wyjaśnia rzecznik policji.
Zawsze, kiedy zachodzi potrzeba, nietrzeźwy, którym „zaopiekowała” się policja, jest przewożony przez funkcjonariuszy na badania do lekarza. Dla policjantów jest to zajęcie mocno absorbujące i odrywa ich od innych zajęć.
Szpitalny Oddział Ratunkowy w Szpitalu Wojewódzkim im. św. Łukasza wciąż postuluje, aby w mieście na nowo uruchomić izbę wytrzeźwień, gdyż duża liczba pijanych pacjentów, którzy trafiają do SOR, zakłóca jego pracę. Z kolei zasady funkcjonowania takich placówek, do których pijani przewożeni są przymusowo, często poddawane są krytyce przez organizacje zajmujące się prawami człowieka. W Polsce po 1989 roku znaczną część izb zamknięto, ale w wielu miastach jeszcze przetrwały, m.in. w Nowym Sączu, Krakowie, Przemyślu i Rzeszowie. Prowadzą je lokalne samorządy.

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o