Turysta z maską na twarzy

0
348
Branża turystyczna straci z powodu chińskiego wirusa
REKLAMA

Do tej pory wszystko było jasne. Każdy, to wybierał się na urlop i gdzieś dalej wyjeżdżał, dobrze wiedział, co należy ze sobą zabrać. Zapasową odzież, kosmetyki, ewentualnie lekarstwa itp. Dzisiaj do stałego zestawu bagażu zaczynają dołączać specjalistyczne maseczki jako ochrona przed wirusami. Zdarzają się już jednak tacy, którzy w obawie o swoje zdrowie rezygnują z eskapady do dalekich krajów, tracąc nawet kilka tysięcy złotych.
– Jesteśmy branżą, która zdecydowanie reaguje na nadzwyczajne sytuacje w świecie. To jest dla nas problem – mówi Anna Kubala, właścicielka biura podróży Światowit w Tarnowie. – Do dzisiaj jeszcze wspominamy Tunezję w 2015 roku, gdy doszło tam do zamachów terrorystycznych. Bardzo popularny wśród turystów kierunek nagle zanikł. Trzeba było czekać chyba ze trzy lata nim wszystko powróciło do normy. Żyjemy w czasach, gdy nigdy nie wiadomo, co i gdzie wydarzy się coś niepokojącego, dlatego pod tym względem nasza branża przeżywa okres niepewności.
Teraz tę niepewność powoduje groźny dla zdrowia, ale i życia, koronawirus, który najpierw pojawił się w Azji, w Chinach.
– Chiny były obiecującym dla nas kierunkiem, ponieważ oferta była interesująca i powoli taniała. Od chwili pojawienia się tam koronawirusa nikt nas nawet nie zapytał o możliwość wyjazdu do Chin – dodaje Anna Kubala.

REKLAMA

Ciągle czekamy…
Rozmawiamy kilka dni po tym, jak nadeszły alarmujące wieści z Włoch. Koronawirus zaatakował ten kraj z niespodziewaną mocą. To bardzo zła informacja dla branży turystycznej. Główny Inspektor Sanitarny odradza Polakom wyjazd do Italii. Marek Kamieński z Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Agentów Turystycznych w rozmowie z PAP powiedział, że w związku z tą sytuacją trudno na razie przewidzieć straty, gdyż zimą nie jest to popularny kierunek: „Teraz są to indywidualne wyjazdy klientów, nawet nie ma wycieczek objazdowych po tym kraju. Ewentualny problem może zacząć się wiosną, jeśli epidemia koronawirusa się utrzyma. (…) Kierunek chiński jest bardzo rzadkim kierunkiem, gdzie klienci wyjeżdżają teraz. Dopiero kwiecień i maj będą tym głównym sezonem wyjazdowym”.
– Nie wiemy, co nas czeka. Czytamy aktualne komunikaty, obserwujemy, co się dzieje. Zobaczymy, czy włoska epidemia zostanie zduszona w zarodku, czy się rozszerzy. Zdani jesteśmy na dalszy rozwój wydarzeń – podkreśla Stanisław Franiak, menedżer biura podróży Barbara Travel w Tarnowie.

Nadzwyczajna okoliczność
Menedżer przyznaje jednocześnie, że niektórzy klienci zrezygnowali z podróży do Chin, gdzie sytuacja jest najtrudniejsza, obierając w zamian inne cele podróży. Część zrezygnowała również z przyczyn logistycznych; od pewnego czasu loty z i do Chin zostały zawieszone.
Wspomniany Marek Kamieński: „Wszelkie tego typu zdarzenia, jak katastrofa samolotu czy wirus, natychmiast odbijają się na turystyce. Taka jest, niestety, kolej rzeczy. To oczywiście po jakimś czasie się odbuduje, ale dzisiaj można powiedzieć, że turystyka traci, nie tylko ta wyjazdowa”.
Klienci, którzy już zapłacili za zorganizowaną wycieczkę, zdają sobie sprawę z tego, że w razie rezygnacji z planowanej atrakcji mogą być problemy z odzyskaniem zapłaty. Są tego świadomi, decyzję muszą podejmować na własne ryzyko. Powód rezygnacji musi mieścić się w postanowieniach kontraktu zawartego z biurem podróży, jeśli klient chciałby odzyskać całą wpłatę. Czy zagrożenie koronawirusem jest wystarczającym powodem do żądania zwrotu kosztów za odwołaną podróż? Już w tej kwestii pojawiają się różne, niekiedy sprzeczne opinie. Jedna z nich mówi, że jeśli wyjazd dotyczy Chin, w których niebezpieczeństwo zarażenia się osiągnęło najwyższy stopień, to jest nadzieja na zwrot zapłaty. Wtedy takie zagrożenie można byłoby potraktować jako „nieuniknioną i nadzwyczajną okoliczność”. W przypadku innych krajów, może z wyjątkiem niektórych regionów Azji i Włoch, szanse odzyskania zainwestowanych pieniędzy byłyby raczej niewielkie, choć trudno obecnie przewidzieć, jaki ostatecznie będzie zasięg koronawirusa.
Mimo wszystko niektórzy turyści, nie czekając na to, co się zdarzy w przyszłości, sami wolą zmienić swoje plany wycieczkowe, choć bywa to kosztowne.

Pożegnanie z Dubajem
– Mieliśmy przypadek małżeństwa, które zrezygnowało z podróży do Dubaju. To był dla nich wydatek kilku tysięcy złotych, ale postanowili, że z powodu koronawirusa nie będą ryzykować. Dubaj to wielki międzynarodowy port lotniczy, przesiadkowy, węzeł licznych połączeń z różnymi krajami Azji, stąd pojawiające się obawy. Ale wcześniej mieliśmy już grupę, która była w Dubaju, niedawno polecieli też turyści do Wietnamu, choć z pewnymi wątpliwościami. Inna nasza grupa ma jechać jesienią na Sycylię, ale już było zapytanie o koronawirus – opowiada Danuta Górczak, kierowniczka tarnowskiego biura podróży Gromada.
– Wielu z tych turystów, którzy nie chcą zmieniać swoich planów, zaopatruje się przed wyjazdem w maseczki specjalistyczne – mówi Anna Kubala. – Dużo rozmawiamy o potrzebie zachowania zasad higieny, a zwłaszcza o konieczności częstego i dokładnego mycia rąk.
Specjaliści oceniają, że z powodu chińskiego wirusa straty w turystyce będą liczone podwójnie. To nie tylko problem krajowych biur podróży. To także problem miast, które dotychczas licznie odwiedzali goście z Azji. Ekonomiści mBanku szacują, że Polska może stracić na tym nawet 1 mld zł. Do Tarnowa też coraz częściej przyjeżdżają azjatyccy turyści, mając na uwadze także pobliskie Zalipie, ale przychody z tego tytułu na razie nie są znaczące.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o