Uniewinniona, bo…

0
236
REKLAMA

Mija dokładnie rok od czasu, gdy pierwszy raz napisaliśmy o sprawie Mateusza, urodzonego w USA kilkuletniego chłopca, który po śmierci biologicznej matki adoptowany został przez małżeństwo z Tarnowa. Był już drugim adoptowanym przez nich dzieckiem – wcześniej do ich domu trafił Łukaszek.
Marii –lekarce i Ryszardowi, który jest nauczycielem akademickim, dobrze się powodziło, stać ich było więc na zagraniczne wyjazdy. Właśnie na Teneryfie, gdzie wyjechali na powitanie Nowego Roku, Ryszard pierwszy raz odkrył ponoć, że jego żona znęca się nad Mateuszem. Według jego relacji, gdy niespodziewanie wrócił do hotelowego pokoju, bo czegoś zapomniał, z przerażeniem odkrył, iż syn klęczy i liże prześcieradło, które w nocy pobrudził. Maria miała mu wyjaśnić, że czytała gdzieś, iż psu, jeśli się zsika na dywan, trzeba wkładać pysk w to miejsce, bo wtedy się oduczy… Później mężczyzna od chłopca miał systematycznie słyszeć o strasznych rzeczach, które się działy podczas jego nieobecności w domu. Lekarka miała wkładać głowę malucha do muszli klozetowej i grozić utopieniem, bić po głowie (podobno nawet zostawały ślady po pierścionku), nazywać syna diabłem, nie pozwalać mu oglądać bajek, niszczyć pamiątki po biologicznej matce… Raz nawet chłopiec zemdlał w przedszkolu, a lekarz stwierdził u dziecka wstrząs mózgu po pobiciu.
Gdy Ryszard opowiedział o wszystkim na policji i wyprowadził się z chłopcem z domu (młodszy został z Marią), kobieta została aresztowana, a następnie objęta dozorem policyjnym. Prokuratura postawiła jej zarzut fizycznego i psychicznego znęcania się nad Mateuszem od grudnia 2008 do 23 czerwca 2010 roku.
Przed sądem Maria przyznała, że starała się troszeczkę utemperować starszego syna, bo był dzieckiem bardzo energicznym i rozpuszczonym. Zazwyczaj był to jednak jeden klaps w pośladek. – Gdy byliśmy na Wyspach Kanaryjskich, to Mateusz przesikał materac. Zwróciłam mu uwagę, ale on odpowiedział, że i tak będzie sikał. Zdenerwowałam się i powiedziałam, aby powąchał plamę moczu, jak śmierdzi. Potem poszłam do łazienki – zeznawała przed sądem. – Owszem, stawiałam dzieci do kąta. Mateusz był stawiany w kącie na przykład za to, że pobił Łukasza. Młodszy syn stawał czasami w kącie z nim w ramach solidarności. Nie było jednak takiej sytuacji, abym wsadzała Mateuszowi głowę do muszli klozetowej. Nie wiem, skąd może wiedzieć o tego rodzaju zachowaniach.
Zdaniem przybranej matki, chłopiec nie mógł mieć odbitych na głowie jej pierścionków, bo ich nie nosi. Twierdziła, że zabraniała mu oglądać nie bajki, ale filmy kryminalne, zaś to mąż wmówił dziecku, że mama uważa go za potwora. Maria przekonywała sąd, że to ona jest ofiarą. – Pięściami to ja byłam bita przez męża. Ponadto zdarzało się, że mnie dusił, rzucał na podłogę – opowiadała. – Gdy zagroziłam mu rozwodem, oświadczył, że mnie zniszczy, że wszyscy dowiedzą się, jak traktuję Mateusza.
Świadkowie zeznawali, że Maria była wymagająca dla Mateusza, ale nie wszyscy dawali wiarę opowieściom Ryszarda o maltretowaniu dziecka. Niektórzy sugerowali, że mężczyzna celowo tworzy wokół Marii mit wyrodnej matki, odnoszą ponadto wrażenie, iż chłopiec mówi tak, jakby był wyuczony. Jedna z przedszkolanek opiekujących się Mateuszem dziwiła się, że Ryszard, przychodząc po chłopca, od razu wiedział, gdzie ten ma siniaka i że zrobiła mu to matka. Zwracało jej uwagę, że Mateusz opowiadał innym dzieciom, iż jego mama to Baba Jaga.
Chłopiec powtórzył przed sądem to, co mówił wcześniej przy biegłym psychologu w toku dochodzenia prokuratorskiego. Opowiadał o wkładaniu mu przez matkę głowy do muszli klozetowej i o innych sposobach karania. – W szkole mówię kolegom, że tata pisze książkę, a mama jest niedobra i mnie biła. Mówię kolegom, żeby wiedzieli. Pani nauczycielce też mówię, że mama mnie bije, żeby wiedziała. (…) Jak jeździłem z tatą na uniwersytet, to rozmawiałem z różnymi osobami i mówiłem im, że mama mnie biła, żeby oni wiedzieli – to niektóre fragmenty z zeznań Mateusza.
Sądowy psycholog po raz kolejny uznał, że dzieciak nie kłamie i nie fantazjuje. „Spełnia kryteria wiarygodności psychologicznej” – napisała w swojej opinii Aneta Wąsowska‑Sobków. Chłopiec jest pod wpływem ojca, ale nie jest manipulowany. Nie ma żadnych podstaw do kwestionowania wiarygodności jego zeznań.”
Prokurator żądał skazania lekarki na rok pozbawienia wolności z warunkowym zawieszeniem wykonania kary na okres 3 lat, ale sąd uniewinnił ją od czynów zarzucanych w akcie oskarżenia i kosztami postępowania obciążył Skarb Państwa.
– Sąd dał wiarę wyjaśnieniom oskarżonej, są one jasne i logiczne – uzasadnia swoją decyzję sędzia Mariusz Kosiniak. – Szczerze przyznała, że zdarzało się jej dać klapsa Mateuszowi i postawić go w kącie, gdy był niegrzeczny. Nie starała się przedstawić jako matka niestosująca tego rodzaju metod wychowawczych, a przecież mogło to być oceniane na jej niekorzyść.
Natomiast zeznania Ryszarda uznane zostały w dużej mierze za tendencyjne, a ponadto sąd zarzucił mu, że manipuluje faktami i wpływa na zeznania syna. – Mateusz jest dzieckiem bardzo inteligentnym, z bogatym zasobem słów, ale jest też pod olbrzymim złym wpływem ojca – uważa sędzia Kosiniak. – W swych spontanicznych zeznaniach nie powiedział ani jednego dobrego słowa o oskarżonej. Już w pierwszym zdaniu mówi, że mama jest niedobra, co świadczy o tym, że był instruowany przez ojca, że ma mówić o niej tylko złe rzeczy (…) O tym, że Mateusz jest odpowiednio nastawiany, świadczą też jego słowa, że babcia, czyli matka jego zmarłej biologicznej mamy, jest złodziejką, bo ukradła mu pieniądze. Przecież sześcioletnie dziecko nie interesuje się sprawami finansowymi, a tym bardziej nie nazywa dziadków złodziejami. Wiemy natomiast, że pretensje o sprawy finansowe do biologicznej rodziny Mateusza ma jego przybrany ojciec.
Wprawdzie biegła psycholog uznała, że chłopiec prawidłowo odbiera i przekazuje fakty, ale – w opinii sądu – wymowne jest też jej stwierdzenie, iż jest pod wpływem ojca. Według sędziego, nie ma podstaw do uznania, że miało miejsce zdarzenie z przytapianiem chłopca w muszli klozetowej, bo za dużo jest w nim sprzeczności i niedokładności. Brak jest wiarygodnych dowodów – poza zeznaniami samego chłopca – że był bity po głowie. „Niewątpliwie doszło do zdarzenia na Teneryfie, ale oskarżona nie zanurzała głowy w plamie moczu, a jedynie powiedziała do syna, aby ten powąchał, jak śmierdzi posikane prześcieradło i materac. Może nie jest to wychowawcze, to jednak nie wyczerpuje znamion znęcania” – napisał sędzia w uzasadnieniu wyroku.
Prokurator i procesowy pełnomocnik Mateusza będą się odwoływać od wyroku.
A kontrowersyjni przybrani rodzice podzielili się dziećmi – Mateusz jest z Ryszardem, a Łukasz z Marią. Postępowanie o ustalenie praw rodzicielskich przed Sądem Rodzinnym jest zawieszone do czasu uprawomocnienia się wyroku w sprawie karnej.
Losem chłopców zainteresowało się Biuro Rzecznika Praw Dziecka w Warszawie, ale jego działania koncentrują się na razie jedynie na wysyłaniu do tarnowskiego sądu pism o… kserokopie protokołów z kolejnych rozpraw.

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o