Walczyć z pietruszką nie będziemy…

0
88
Krzysztof-Tomasik
REKLAMA

Stanął Pan na czele jednej z najmniej lubianych formacji, której likwidację co jakiś czas postulują różne gremia. Pan tymczasem chce być niczym Chuck Norris – strażnik Teksasu: skuteczny, szybki i sprawiedliwy. Czym Pan zaskoczy tarnowian?
Nowym podejściem straży miejskiej do swoich obowiązków. Trudno się nie zgodzić z prezydentem Tarnowa, który niedawno stwierdził, że straż nie może być wyłącznie represyjna, powinna być za to bardziej obywatelska. Stąd pomysł na różne kampanie informacyjne, na przykład upowszechniające bezpieczne poruszanie się w strefach zamieszkania, gdzie kierowcy często lekceważą przepisy. Nie zabraknie działań profilaktycznych adresowanych nie tylko do dzieci, ale też seniorów, tak by na przykład przedstawiciele starszego pokolenia nie padali ofiarą oszustów oferujących za grube pieniądze „cudowne” kołdry, poduszki i suplementy diety.
Zależy mi na tym, by strażnicy sprawnie podejmowali interwencje, żeby wykonywali swoją pracę z pełnym zaangażowaniem. Dlatego ważne jest, by sami uczestniczyli w szkoleniach dotyczących między innymi: sposobów walki ze stresem, asertywności i radzenia sobie w trudnych sytuacjach, budowania dobrej relacji z mieszkańcami.
Przez ostatnie osiem lat kierował Pan Strażą Miejską w Bochni. Zyskał Pan medialny rozgłos, wprowadzając patrole rowerowe oraz żółte i czerwone karki dla sprawców wykroczeń drogowych. Te same rozwiązania zaczną obowiązywać również w Tarnowie?
Tak. Bocheński program zyskał wielu naśladowców, między innymi w Lublinie, Jeleniej Górze, Gdańsku i Olsztynie. Jestem przekonany, że sprawdzi się również w Tarnowie. Już w tym miesiącu zaczniemy wręczać kartki kierowcom naruszającym przepisy ruchu drogowego, nawiązując do sportowych zasad fair play. Za pierwsze przewinienie żółta kartka – ostrzeżenie, za drugie przewinienie czerwona kartka, czyli mandat karny. To potwierdza, że nie jesteśmy nastawieni tylko na karanie. Żółte kartki staną się namacalnym dowodem pouczeń. Już nie zadziała tłumaczenie w rodzaju: „Panie strażniku to był mój pierwszy raz.” Nazwiska posiadaczy żółtych kartek automatycznie trafiać będą do naszej bazy danych.

REKLAMA

W Bochni system kartkowy obowiązuje od kilku lat, nadal jednak wielu kierowców łamie przepisy, a samochody parkujące na chodnikach to prawie norma. Czy ta akcja ma więc sens? Kiedy zobaczymy efekty?
Program jest skuteczny, trzeba jednak wziąć pod uwagę to, że rotacja samochodów jest ogromna, a strażnik miejski nie może być wszędzie. Nie mamy czarodziejskiej różdżki, robimy to, co do nas należy, a reszta zależy od zmiany świadomości samych kierowców.
Podobno w Tarnowie chce Pan pójść jeszcze dalej. Będą nie tylko ostrzegawcze kartki, ale również… amnestia mandatowa. Odpuszczenie grzeszków ma być sposobem na ocieplenie wizerunku miejskiego strażnika?
Jeżeli wystarczy pouczenie, to nie ma potrzeby nakładać mandatu. Mandaty powinny być ostatecznością, przecież wykroczenie to nie przestępstwo. Warunek jest jeden. Przyłapany na drogowym występku kierowca sam musi przyznać się do winy, wtedy mandat zostanie mu darowany. Akcja organizowana będzie kilka razy w roku. Nie mogę zdradzić kiedy, aby nikt z premedytacją nie łamał przepisów. Amnestia to z naszej strony gest dobrej woli i mam nadzieję, że po anulowaniu kary mieszkańcy już tych samych błędów popełniać nie będą.
Wspomniał Pan z entuzjazmem o patrolach rowerowych. Pana poprzednik Tadeusz Pawlik był odmiennego zdania. W rozmowie z TEMI mówił, że podczas interwencji rower mógłby okazać się tylko balastem i że tego rodzaju patrole mają sens w dużych miastach, bo umożliwiają łatwe poruszanie się po zakorkowanym centrum. Zamiast rowerów tarnowscy strażnicy posiadają trzy służbowe skutery.
12 maja zaczniemy testować cztery rowery elektryczne dostarczone przez jednego z polskich producentów. Patrole rowerowe mają wiele zalet, przede wszystkim poruszają się bezszelestnie. W ten sposób kontrolować chcemy tereny rekreacyjne i turystyczne, czyli takie, gdzie często nie może wjechać radiowóz, a strażnik na rowerze szybciej dotrze na miejsce niż patrol pieszy. Poza tym tak wyposażeni funkcjonariusze będą, siłą rzeczy, bliżej mieszkańców. Planujemy na przykład lekcje w terenie, strażnicy na rowerach pojawiać się mają w parkach, na placach zabaw i osiedlowych skwerach, by rozmawiać z dziećmi o ich bezpieczeństwie.
Informacje dotyczące zagrożeń czy odpowiedzialności karnej straże miejskie publikują na swoich stronach internetowych. Problem w tym, że tarnowska straż takiej strony nie ma.
Strona internetowa również wystartuje w maju. Będziemy za jej pośrednictwem informowali o naszej codziennej pracy, ale też oczekiwali na reakcje mieszkańców. Zgłaszanie interwencji ułatwi specjalny formularz. Pojawi się ankieta, która będzie wyznacznikiem naszych działań na przyszłość. Strażnik to funkcjonariusz publiczny, więc każdy będzie wymieniony z imienia i nazwiska, dołączone zostaną fotografie.
Siedziba straży przy ulicy Nadbrzeżnej Dolnej to budynek stary. Będzie przeprowadzka?
Prezydent miasta szuka odpowiedniego rozwiązania. Zrezygnowano z remontu i adaptacji budynku przy ulicy Kochanowskiego ze względu na ogromne koszty sięgające siedmiu milionów złotych. Jedna z koncepcji przewiduje budowę nowej siedziby wspólnie z tarnowską Strażą Graniczną.
Jak dobrze zna Pan Tarnów?
Tu się urodziłem w 1977 roku i nadal tutaj mieszkam z rodziną. W 2002 roku zacząłem pracować w Tarnowie jako strażnik miejski do czasu, aż w 2007 roku wygrałem konkurs na komendanta Straży Miejskiej w Bochni. Cieszy mnie, że zostałem ciepło przyjęty przez dawnych kolegów.
Co Pan powie tym, którzy nadal twierdzą, że straż miejska jest nikomu niepotrzebna.
Wystarczy podać, jak często mieszkańcy kontaktują się ze strażnikami, prosząc o pomoc. W 2014 roku tarnowscy strażnicy ujawnili 11 tysięcy wykroczeń. To na pewno odciążyło miejscową policję, która ma ważniejsze sprawy na głowie.
Widziałam strażników podczas akcji na Burku. Karali mandatami osoby handlujące na chodniku przysłowiową pietruszką.
Jestem przekonany, że ta interwencja spowodowana została tym, że ktoś do straży zadzwonił, skarżąc się na rolników zajmujących bezprawnie chodnik. W takiej sytuacji strażnik musi zareagować, chociaż wie, że narazi się na nieprzychylne komentarze postronnych obserwatorów. Sprawy by nie było, gdy obywatel X czy Y przychylniejszym okiem spojrzał na babcię sprzedającą łuskany groch i nie wzywał nas na miejsce. My też mamy ważniejsze sprawy i z własnej inicjatywy walczyć z pietruszką nie będziemy.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o