Woda poszła w kanał. Kto zapłaci?

0
84
Po wielkiej awarii rurociągu
REKLAMA

To była jedna z największych tego typu awarii w Tarnowie w ciągu ostatnich lat. Z przewierconej rury wydostało się w niekontrolowany sposób ponad 5 tys. metrów sześciennych wody.
– Oczekujemy odszkodowania od firmy, która wykonując prace w rejonie wiaduktu kolejowego, doprowadziła do uszkodzenia rurociągu – mówi Tadeusz Rzepecki, prezes Tarnowskich Wodociągów. – Uwzględniamy przy tym koszty dotyczące naprawy nitki, wody, która z niej wypłynęła oraz koszty związane z oczyszczeniem tej wody, która przedostała się do kanalizacji. Winę za sytuację ponosi wykonawca robót. Jest on ubezpieczony.
Tarnowskie Wodociągi szacują, że łączny rachunek będzie opiewał na kilkadziesiąt tys. zł. Na razie nic nie wskazuje na to, by na tym tle doszło do sporu między stronami. Firma prowadząca prace nie uchyla się od winy.
Ile wodociągi „zarobią” na wodzie, która wypłynęła z rurociągu.
– W tym przypadku mamy na uwadze kwotę kilkunastu tysięcy złotych, ale trudno mówić o jakimkolwiek „zarobku”. Po pierwsze, nie o to w tym chodzi, po drugie, ta ilość wody, mimo że obserwatorom mogła wydać się wielka, w skali naszego przedsiębiorstwa nie odgrywa większego znaczenia. Nie ma istotnego przełożenia na budżet spółki. W ciągu roku sprzedajemy 8‑9 mln metrów sześć. wody – wyjaśnia prezes Rzepecki i dodaje, że awarie sieci wodociągowej zawsze się zdarzały i będą zdarzać. Jednak uszkodzenie nitki w rejonie linii kolejowej należało do największych w ostatnim czasie w Tarnowie. Ulicami Ziai, Tuchowską czy Dąbrowskiego wartko płynęła rzeczka. Woda podeszła aż w okolice sądu, a pod wiaduktem nad ul. Tuchowską przejazd stał się niemożliwy. Uszkodzenie nie było banalne, ponieważ dotyczyło fragmentu magistrali transportującej wodę ze zbiornika zlokalizowanego na Górze Św. Marcina.
– Był to rurociąg magistralny, czyli taki, który ma średnicę 400 mm, stąd taki duży wypływ wody. Od strony sądu i od strony zbiornika na „Marcince” rurociąg ten po przebudowie ma już średnicę 600 mm.
Woda zalała nie tylko ulice, ale wdarła się do niektórych prywatnych garaży, piwnic. Były straty.
– Rozmawialiśmy z właścicielami, przekazując im namiary na towarzystwo ubezpieczeniowe, w którym ubezpieczona jest firma wykonująca roboty kolejowe.
Prezes Rzepecki mówi, że w ciągu ostatnich lat w mieście odnotowano cztery duże awarie, dwie z nich spowodowane były podczas robót związanych z modernizacją linii kolejowej.
– Takich sytuacji można uniknąć, jeśli weźmie się pod uwagę nasze zalecenia. Firmom, które prowadzą prace ziemne, zalecamy na przykład wykonanie wykopów kontrolnych. To zabiera 2‑3 godziny, więc niekiedy wyjaśniają, że się spieszyli, że zabrakło czasu. Czasem firmy nie mają precyzyjnych map geodezyjnych, które odwzorowywałyby na przykład głębokość posadowienia rurociągu. Podczas prac wskazany byłby nasz nadzór, ale nie wszyscy o to dbają.
W Tarnowie całkowita długość sieci wodociągowej wynosi ponad 1000 kilometrów. W ciągu roku z różnych przyczyn dochodzi do ok. 100 awarii. Zdaniem kierownictwa spółki, nie jest to dużo. Coraz nowsza i nowocześniejsza sieć ogranicza ryzyko awarii. Większą część uszkodzeń odnotowuje się na przyłączach wodociągowych, na posesjach.
Najwięcej awarii jest zimą, gdy w ciągu doby następują duże wahania temperatury. Wtedy, jak wyjaśniają specjaliści z Tarnowskich Wodociągów, ziemia „pracuje”, a wraz z nią znajdująca się tam sieć. To często prowadzi do uszkodzeń.

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o