Wodomierz, który liczy śmieci

4
358

Kiedy do Polski wkraczała tak zwana rewolucja śmieciowa i kiedy niektóre gminy rozważały, czy nie powiązać opłaty za wywóz śmieci z ilością zużywanej w gospodarstwie domowym wody, wielu śmiało się na głos. Dla niejednego wydawało się to nawet zabawne. Bo co ma wspólnego jedno z drugim – woda ze śmieciami? Oczywiście nic. Ale żarty się skończyły, gdyż coraz częściej samorządy sięgają po tę metodę, w tym także Tarnów.
Nikt nie jest w stanie udowodnić, że istnieje jakiś związek między ilością wody, którą zużywa się w domach, a ilością odpadów, które są tam wytwarzane. Gdyby było inaczej, trzeba byłoby przyjąć, że ci, którzy częściej się myją, więcej śmiecą. Taka teza nie jest jednak do obrony, bo nie ma w niej logiki.
Ale, jak się okazuje, to nic nie szkodzi. Związek między ilością wody, a ilością śmieci zachodzi na całkiem innej płaszczyźnie. To coraz bardziej popularna w polskich gminach metoda naliczania opłat za wywóz odpadów. Ona ma również swoją logikę, lecz zupełnie inną niż powinna mieć. Ale po kolei.

Jeden z czterech
Kiedy prawie siedem lat temu rozpoczynano w kraju rewolucję śmieciową, przyjęto, że gminy będą mogły odwołać się do czterech wariantów ustalania podstawy opłat za transport odpadów z posesji. Wtedy większość gmin starała się podejść do sprawy „logicznie”. Uznano – wszak nie bez racji – że najbardziej logiczna będzie opłata zależna od liczby domowników. Przecież wiadomo, że im więcej ludzi w mieszkaniach, tym więcej wytworzonych odpadów, choć – oczywiście – to także nie musi być regułą.
Bardzo skrytykowana została wtedy metoda zależna od powierzchni mieszkania. Mogłoby z niej wynikać, że śmieci produkuje mieszkanie jako takie, metry kwadratowe, a nie przebywający tam lokatorzy. Osoba, która samotnie zajmowałaby np. lokal o powierzchni 60 metrów, płaciłaby więcej od czterech osób mieszkających na 48 metrach.
Małe uznanie znalazła w oczach samorządowców także inna opcja – jedna stawka dla wszystkich gospodarstw domowych – bo i ona wydała się szczególnie niesprawiedliwa. Już wtedy często budziła rozbawienie wersja wodno – śmieciowa, chociaż nieliczne samorządy – jak na przykład Szczecin – przyjęły ją już na samym początku. Być może od razu przewidziały to, co niedługo potem miało się wydarzyć.

Metoda tropicielska
Większość gmin zdecydowała się na wariant powiązany z liczbą domowników, jako najbardziej sprawiedliwy, także Tarnów. Nie przypuszczano jednak, że wraz z tym wariantem pojawią się na dużą skalę oszustwa. Brano pod uwagę, rzecz jasna, iż nie wszyscy właściciele mieszkań złożą zgodne z prawdą deklaracje, ale mało kto przewidział, że „szara strefa” będzie aż tak rozległa. W Tarnowie zameldowanych jest ok. 107 tysięcy mieszkańców, lecz deklaracje śmieciowe obejmują 87 tysięcy. Ktoś powie, że przecież wielu zameldowanych przebywa poza Tarnowem – na studiach czy pracując w innych miastach, także za granicą. To prawda, ale różnice w tej statystyce jednak zaskakują, poza tym podobne „braki” występują również w tych miastach Polski, do których często przyjeżdża się po pracę i po wiedzę.
Kiedy więc system zagospodarowania odpadów przestał się w Polsce bilansować (Tarnów dopłaca kilka milionów zł), gminy zaczęły myśleć o jego uszczelnieniu. Najbardziej skuteczny pod tym względem wydał się wariat zależny od zużycia wody w mieszkaniach. I to jest właśnie ta logika samorządowa, logika „tropicielska”, która zakłada, że już nikt nie ukryje się ze swoimi śmieciami, bo zdradzi go od razu… wodomierz. Wprawdzie to nic nie ma wspólnego ze zdrowym rozsądkiem, ale zmierza do ograniczenia wspomnianej szarej strefy.
Doświadczenia krajowe wskazują także, że regionalne izby obrachunkowe różnie podchodzą do uchwał samorządowych, które ożeniły śmieci z wodą. Na przykład na Mazowszu RIO zakwestionowała naliczanie opłat śmieciowych w oparciu o historyczne wskazania wodomierzy (za ubiegły rok).

W przypadku jednej z podwarszawskich gmin RIO uchyliła rozwiązanie wymagające założenia przez właścicieli posesji podliczników, jeśli zamierzali oni podlewać ogródki i trawniki. Gmina chciała, aby zużywana w tym celu woda nie miała wpływu na opłatę śmieciową, lecz RIO wyraziła zdanie, że samorząd ma prawo wybrać metodę, ustalić opłatę, ale nie ma prawa określać wyjątków.

4
Dodaj komentarz

2 Liczba komentarzy
2 Odpowiedzi
1 Obserwują
 
Komentarze z największą ilością reakcji
Najbardziej negatywny komentarz
4 Autorzy komentarzy
  Ustaw powiadomienia  
NAJNOWSZE NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Powiadom o
Robert

Bardzo dobry pomysł, zużycie wody jednoznacznie świadczy o ilościach osób produkujących śmieci. W moim bloku ponad połowa lokatorów mieszka bez jakiegokolwiek meldunku.

Krzys

I jak się myć, w dobie koronowirus