Wojna wokół parkingu

0
145
parking-wojna
REKLAMA

Pierwsza awantura nastąpiła już dwa lata temu, gdy na dojeździe do bloków przy ul. Szujskiego, graniczącym z blokiem przy ul. Pułaskiego, pojawił się znak: zakaz ruchu z wyjątkiem służb miejskich. Wielu mieszkańców podniosło raban, ponieważ miało utrudniony dojazd do miejsca zamieszkania. W Urzędzie Miasta Tarnowa interweniowali zarządcy znajdujących się tam budynków: Tarnowska Spółdzielnia Mieszkaniowa i ZBM.
Centrum Usług Ogólnomiejskich UMT broniło się wówczas, że urzędnicy działali w związku z postulatem grupy mieszkańców budynku przy ul. Pułaskiego 64, którzy domagali się zlikwidowania istniejących w pobliżu miejsc parkingowych i zastąpienia ich zieleńcem. Po dokonaniu wizji lokalnej i analizie planu zagospodarowania przestrzennego miasto postanowiło przywrócić pierwotną funkcję placu na osiedlu, którego jest właścicielem, umieścić na ulicy odpowiednie znaki zakazu i urządzić tam wspomniany zieleniec.
Prędko się okazało, że był to dopiero początek ostrego sporu, który trwa do dziś.

REKLAMA

Spaliny, kurz i hałas
W ubiegłym roku skrzyknęli się mieszkańcy zainteresowani budową w tym miejscu wyasfaltowanego parkingu i za pośrednictwem Rady Osiedla nr 2 „Strusina” doprowadzili do zmiany zasad ruchu na osiedlu oraz do rozpoczęcia prac budowlanych. Prace zostały rozpoczęte i zakończone wczesną jesienią tego roku. Ta strona argumentuje, że inwestycja była niezbędna ze względu na małą liczbę miejsc parkingowych w pobliżu bloków i że jest to racja większości, a opór w tej sprawie stawia „śladowa ilość” lokatorów.– Parkingu przed naszymi oknami żądali ludzie, którzy nigdy na naszym miejscu nie zgodziliby się na coś takiego – twierdzi jedna z mieszkanek bloku przy ul. Pułaskiego. – Oni przed swoimi oknami mają duże, ładnie ogrodzone zieleńce, a nam przychodzi teraz wąchać spaliny i znosić hałas. Teren, na którym parkują pojazdy, jest mały, akustyczny, otoczony zabudową, a więc pozbawiony właściwej wentylacji.
Przeciwnicy parkingu wciąż powołują się na stanowisko byłego dyrektora Centrum Usług Ogólnomiejskich, Jacka Kułagi, z 2012 roku, w którym stwierdza się, że pierwotną funkcją działki przy ul. Pułaskiego 64, zagospodarowanej pod miejsca postojowe, jest zieleniec i ta funkcja powinna zostać przywrócona. W piśmie CUO jest adnotacja, iż parkowanie pojazdów na tym terenie następuje bez zgody właściciela działki.
– Długo potem zabiegaliśmy o to, by miasto wykonało prace na rzecz utworzenia zieleńca zgodnie z jego decyzją, ale ze strony urzędników zawsze była jakaś wymówka – opowiada kobieta od początku sprzeciwiająca się budowie parkingu. – Jeszcze w lipcu 2013 r. dyrektor CUO zapewniał mnie, że podtrzymuje swoją decyzję, lecz podziało się tak, że dziś zamiast zieleńca mamy parking!


Wasi i nasi chorzy
W sporze tym obie strony używają także podobnych argumentów. Zwolennicy parkingu podnoszą, że inwestycja potrzebna była również dlatego, by jedna z niepełnosprawnych mieszkanek mogła mieć specjalne miejsce postojowe. Inicjatywę poparł przedstawiciel Zarządu Budynku Mieszkalnych. Oponenci od razu dali ripostę: „Pani (…) nie jest osobą niepełnosprawną, nie porusza się na wózku inwalidzkim, mieszka w II klatce bloku 64 przy ul. Pułaskiego, w związku z tym bliżej ma do miejsc dla osób niepełnosprawnych (…) na odcinku Pułaskiego 60‑66, gdzie znajdują się 4 miejsca postojowe dla niepełnosprawnych, z czego tylko 2 są użytkowane”.
Przeciwnicy parkingu też od razu przejawili troskę o swoich chorych lokatorów, dla których „możliwość wyjścia do okna jest jedyną formą, ponieważ są to osoby niepełnosprawne, mające problem z poruszaniem się. Niestety, i z tego nie mogą korzystać, ponieważ smród spalin, kurz uniemożliwiają otwieranie okien(…) ”
Tarcia o to, kto w grupie swoich zwolenników ma więcej chorych i nieszczęśliwych, i komu parking ułatwi albo utrudni życie, nie zakończyły kłótni. Już się wydawało, że dopiero zdecydowana akcja Rady Osiedla „Strusina”, która pozyskała od miasta fundusze i doprowadziła tej jesieni do zbudowania parkingu, zakończy sprawę. Nic z tego. Pokonani nie zamierzają ustępować i twierdzą, że przegrali tylko pojedynek, a wojna ciągle jest nierozstrzygnięta.

Będzie rozbiórka?
– Nie możemy się nadziwić, że publiczne pieniądze, którymi dysponowała „Strusina”, zostały wydane na nielegalną inwestycję. Ten parking jest nielegalny, to samowola budowlana! Poszło na nią 35 tys. zł, które miała do dyspozycji Rada Osiedla, i jesteśmy pewni, że wkrótce będzie trzeba ten parking wyburzyć.
Do Powiatowego Inspektoratu Nadzoru Budowlanego w Tarnowie dotarło pismo, w którym niektórzy mieszkańcy bloku przy ul. Pułaskiego 64 domagają się „rozbiórki obiektu budowlanego”.
– Nie ma jeszcze decyzji w tej kwestii. Postępowanie jest w toku. Na razie wiadomo tylko, że nie było zezwolenia na budowę parkingu przy Pułaskiego 64 – informuje Roman Górski, powiatowy inspektor.
Wszystko wskazuje na to, że już niebawem rozpocznie się nowa zacięta polemika. Dwie strony sporu będą toczyć dyskusję, co jest parkingiem, a co nim nie jest.
– Inwestycja przy Pułaskiego nie jest parkingiem w rozumieniu prawa budowlanego i nie podlega ona jego rygorom – twierdzi Stefan Wrona, radny miejski i przewodniczący Rady Osiedla nr 2 „Strusina”. – Nie ma pasów wyznaczających wydzielone miejsca dla pojazdów, to jest raczej plac postojowy. Domagała się go znakomita większość mieszkańców i Rada Osiedla odpowiedziała na to zapotrzebowanie. Pytam, czy wcześniej, gdy stały tu samochody w kałużach i błocie, wszystko było w porządku? Nie rozumiem tych, którzy się sprzeciwiają. Zresztą są to raptem dwie czy trzy osoby.
Co więc zbudowano na Pułaskiego? Parking czy plac postojowy? Jaka jest między nimi różnica, jakie obowiązują formalne wymogi?

Przytłaczająca większość
Opozycja względem „parkingowców” oczekuje od nadzoru budowlanego sprawdzenia kompletności projektu budowlanego i posiadania przez inwestora wymaganych – ich zdaniem – opinii, pozwoleń i sprawdzeń.Ponieważ opozycja przekonuje, że powstał parking na co najmniej 7 samochodów osobowych, pisze o konieczności zachowania właściwej, określonej w prawie budowlanym odległości od „okien pomieszczeń przeznaczonych na stały pobyt”.Można się spodziewać, że inspektorzy budowlani wkrótce przyjdą pod blok przy Pułaskiego z metrem i pomierzą, co trzeba.
Sytuację komplikuje odmienne od dotychczasowego stanowisko Centrum Usług Ogólnomiejskich UMT, już pod wodzą Stefana Piotrowskiego.
– Gdyby pan się przeszedł wzdłuż ul. Pułaskiego, zobaczyłby pan, ile tam obok bloków stoi samochodów. W tym rejonie jest niedostatek miejsc dla pojazdów jak na większości tarnowskich osiedli – mówi dyrektor Piotrowski. – Poza tym w omawianym przypadku nie chodzi jednak o ruchliwą drogę tranzytową, lecz o parking, z którego w ciągu dnia raz czy dwa razy wyjeżdża się lub wjeżdża. To nie powinno być uciążliwe dla mieszkańców, zwłaszcza że rząd posadzonych tui będzie rodzajem ekranu akustycznego. Z rozmów z przewodniczącym Wroną wynikało, że przytłaczająca większość mieszkańców z pobliskich bloków chce parkingu i to także nie jest dla nas obojętne.
– Niech się ci z miasta zapytają ludzi, czy na pewno wiedzieli, co podpisują – odpowiadają z Pułaskiego 64. – Bo słyszymy teraz, że nie za bardzo.
We wszystkich monitach kierowanych do tarnowskich urzędów „antyparkingowcy” nieustannie podkreślają: „prosimy o umożliwienie nam spokojnego mieszkania w naszych domach”.

REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments