Wydrukuję sobie… pensję

0
97
fot. Adam Łabno

Zdarzają się też przypadki fałszowania pieniędzy przez miejscowych „marzycieli”, jak na przykład ostatnio w Zakliczynie.
Jak niedawno pisaliśmy, policja zatrzymała kobietę i mężczyznę, oboje w wieku 20 lat, którzy na terenie gminy Zakliczyn wprowadzali do obiegu fałszywe banknoty. W obrocie znalazło się sześć banknotów 100‑złotowych i jeden 10‑złotowy. Podrobione zostały przy pomocy domowego sprzętu komputerowego.
– Widziałem te banknoty i jestem zaskoczony, że ktoś mógł się dać na nie nabrać. Od prawdziwych różniło je w zasadzie wszystko: papier, barwa, faktura, zapach, nie wspominając już o specjalnych zabezpieczeniach – mówi Paweł Klimek, rzecznik prasowy tarnowskiej policji.Takich przypadków w całym kraju jest niemało. Wielu wydaje się, że komputer, skaner i drukarka już wystarczą, by mieć w mieszkaniu fabryczkę pieniędzy. Lekka, czysta robota, a jakie efekty, prawda?
– Pamiętam też podobną historię z okolic Ciężkowic – dodaje rzecznik policji. – Tam również pojawiły się kiepsko podrobione banknoty.

REKLAMA

Festyn fałszywek
Wtedy chodziło o 19‑latka ze Zborowic, który posłużył się najprostszą z metod: skanował – „pięćdziesiątki” i „dwudziestki”, a zeskanowane obrazy kopiował na domowej drukarce. I znowu zaskoczenie: kilku sprzedawców z okolicy nie zauważyło, że ma do czynienia z fałszywkami. To rozzuchwaliło młodego człowieka. Sprawa się wydała dopiero podczas letniego festynu, gdy po zabawie okazało się, że wielu właścicieli stoisk handlowych ma w kasach wątpliwe pieniądze. Wtedy do sprawy wkroczyła policja i wyszło na jaw, że w proceder dystrybucji fałszywek od dłuższego czasu zaangażowanych było 10 osób, także spoza Małopolski.
Całkowitą amatorszczyzną wykazała się też 21‑letnia mieszkanka Dębicy. W jej domu policjanci zabezpieczyli całe kartki formatu A4 zadrukowane banknotami o nominałach 10, 20, 50 i 100 zł. Dwadzieścia siedem stuzłotówek było już wyciętych nożyczkami i pewnie czekały na zakupy w sklepach. Kobieta tłumaczyła się, że do drukowania pieniędzy zmusiła ją trudna sytuacja materialna.
Kilkanaście lat temu głośnym echem odbiła się w Tarnowie historia grupki licealistów, młodych, zdolnych uczniów z tzw. dobrych domów, którzy wykorzystywali sprzęt komputerowy do produkcji imitacji banknotów. Zabawa nie trwała długo.

Jakie łatwe pieniądze…
Ostatni krajowy rekord w amatorskim podrabianiu banknotów padł w Policach koło Szczecina. 21‑latka w wolnych chwilach wydrukowała w domu… 65 tysięcy złotych. Nie wiadomo, ile z tej kwoty poszło w świat.
– Dość często trafiają do nas pojedyncze fałszywe banknoty, które przynoszą pracownicy banku albo sprzedawcy, którzy wcześniej nie rozpoznali podróbek. Pochodzenie tych pieniędzy jest nieznane – mówi rzecznik Komendy Miejskiej Policji w Tarnowie.Pokusa jest duża. Kilka prostych trików i już z drukarki sypią się różnokolorowe banknoty. W Wałbrzychu owej magii uległ również… funkcjonariusz policji.– Technologia druku nie zmienia się od lat, ale została znacznie udoskonalona – mówi Marcin Ramian, prezes firmy zajmującej się dystrybucją sprzętu poligraficznego w Tarnowie. – W dostępnych drukarkach, także tych popularnych, można drukować obrazy w wysokiej rozdzielczości, z zachowaniem dużej ilości szczegółów. Sprzęt szybciej i ciszej pracuje, a ten najnowszej generacji ma wiele dodatkowych funkcji. Lepszy jest także papier, jak i materiały popularnie zwanetuszami, co również ma wpływ na jakość wydruku. Każda technika ma jednak swoje wady i zalety. Drukarka laserowa zapewnia dobrą jakość, lecz może powodować, że wydruk będzie się błyszczał, w przeciwieństwie do drukarki atramentowej, bo tam tusz jest wchłaniany przez papier. W każdym razie sprzęt jest już całkiem niezły i tanieje, co zwiększa dostępność do niego.

Tajemnica pięciu kółek
Niewykluczone więc, że rozmaici domowi producenci banknotów wpadli na pomysł szybkiego zarobku zafascynowani nowymi możliwościami technicznymi. Większość z nich liczyć na brak odpowiednich kwalifikacji ze strony niektórych sprzedawców i na łut szczęścia.Oczywiście, na świecie fałszerze opanowali metody, które pozwalają zrobić banknoty na takim poziomie, że od oryginalnych można odróżnić je tylko po przeprowadzeniu specjalistycznych ekspertyz, ale tutaj jest mowa o amatorskiej produkcji chałupniczej. Ona nigdy się osiągnie choćby zbliżonego poziomu.Jeśli nawet sam wydruk jest na oko dość wierny oryginałowi, to zawiodą pozostałe elementy. Oprócz znanych składników ochronnych – znaków wodnych, hologramów czy nitek zabezpieczających – każdy nowo wprowadzany banknot na świecie ma także inne, sekretne zabezpieczenia. Zwykle o tym jest cicho, ale niedawno portal Bankier.pl podał, że waluta z niektórych państw ma nadrukowane małe kolorowe kółeczka. Kilkanaście lat temu ktoś odkrył, że ten dodatkowy znak uniemożliwia podjęcie pracy przez urządzenia kopiujące. Wyświetla się wówczas ostrzegawczy komunikat: kopiowanie banknotów jest nielegalne. Owszem, można drukować, ale wyłącznie w wersji czarno – białej. Kolory odpadają.Dość głośne było zdarzenie w warszawskiej redakcji Newsweeka, która chciała umieścić na okładce tygodnika zdjęcie franka szwajcarskiego. Nic z tego. Wszystkie redakcyjne drukarki odmówiły współpracy, podobnie jak program graficzny.Wymieniony portal informuje, że w Polsce w obiegu są dwa rodzaje banknotów NBP – jeden, najnowszy, z owym tajemniczym znakiem, i drugi bez.
– Za podrabianie pieniędzy często biorą się ludzie bardzo młodzi, którzy nie mają świadomości, jak poważnego przestępstwa się dopuszczają. Kary mogą być bardzo surowe – przypomina Paweł Klimek. – Tak było w przypadku Zakliczyna.
Fałszowanie pieniędzy i wprowadzanie ich w obieg w Polsce jest przestępstwem podlegającym karze od 5 do 25 lat pozbawienia wolności. Sądy rozpatrując tego rodzaju sprawy, podkreślają, iż przestępstwo to godzi w możliwości rozwoju kraju i grozi zaburzeniem bezpieczeństwa jego obrotu finansowego.

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o