Wyszli z domu i…

0
138
zaginieni
REKLAMA

Dotyczy to zwłaszcza osób, które kiedyś wyjechały za granicę. Po innych wciąż nie ma śladu. Zachodzi obawa, że w niektórych przypadkach sprawy związane z tajemniczym zniknięciem nigdy już nie będą rozwiązane.
– Zgłoszenia o zaginięciu osób przyjmujemy dość często, ale zwykłe są to zaginięcia krótkotrwałe – mówi Paweł Klimek, rzecznik prasowy Komendy Miejskiej Policji w Tarnowie. – W zasadzie w 90 procentach udaje się odnaleźć tych ludzi. Na naszych listach zaginionych znajdują się osoby, które zniknęły w niewyjaśnionych okolicznościach i do dzisiaj nie wiadomo, co się z nimi dzieje.
Komendy policji w Tarnowie, Bochni, Brzesku i Dąbrowie Tarnowskiej obecnie poszukują 14 mieszkańców regionu, którzy w różnych latach zaginęli bez wieści. Niektóre poszukiwania trwają już bardzo długo, a część zebranych informacji może być niepokojąca, jak na przykład te, które odnoszą się do Gugi C., obywatela Rumunii, rocznik 1948. Latem 1998 roku przyjechał on do Tarnowa i udał się po gotówkę do banku przy ul. Krakowskiej. Świadkowie zauważyli, że gdy Rumun wychodził z budynku, podeszło do niego trzech mężczyzn i wepchnęło go do zaparkowanego samochodu osobowego. Marka pojazdu jest nieznana, wiadomo tylko, że miał polskie rejestracje. Samochód prędko odjechał i do dzisiaj nie wiadomo, co działo się potem…

REKLAMA

Wszystko bierzemy pod uwagę
Teraz opinię publiczną elektryzuje nagłe zniknięcie 34‑letniej Grażyny Kuliszewskiej z Borzęcina, która, mieszkając i pracując w Londynie, na początku stycznia tego roku odwiedziła rodzinne strony. Spotkała się tam m.in. ze swoim mężem i synkiem, którzy razem przyjechali z Anglii na święta, a później, gdy miała jeszcze w planach pożegnać się przed powrotem do Londynu z ojcem, zaginęła. O sprawie tej już pisaliśmy.
– W śledztwie zakładane są różne wersje wydarzeń i na dziś żadnej nie można wykluczyć. Informacji na temat zaginięcia, które mogłyby decydować o przełomie w sprawie, na razie nie ma – informuje Mieczysław Sienicki, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Tarnowie.
Równie tajemnicze jest zniknięcie 18‑letniej Joanny Matjaszek, która zaginęła w listopadzie 2000 roku, gdy od swojego chłopaka w Niwce pod Tarnowem wracała do domu w Brzesku. Po latach poszukiwań policja przyjęła założenie, że dziewczyna została zamordowana, lecz jej zwłok również nie udało się odnaleźć. Długi czas w kręgu osób, które mogły stać za zniknięciem Joanny, znajdował się jej narzeczony. Niedawno sprawę przejęli policjanci z krakowskiego Archiwum X.


Wyjechali i zamilkli
Charakterystyczne jest to, że pośród wielu zaginięć są historie ludzi, którzy w przeszłości wyjechali za granicę, zwykle w celach zarobkowych, i kontakt z nimi się urwał. Nikt nie wie, co dzieje się z Jolantą z Dąbrowy Tarnowskiej, która w latach dziewięćdziesiątych podjęła pracę we Włoszech i od 1996 roku nie daje znaku życia. Nie wiadomo również, jakie losy są Katarzyny z Tuchowa, Anety z Woli Rzędzińskiej czy Józefa z Siedliszowic. Pierwsza wyjechała do Włoch i od prawie 6 lat nie kontaktuje się z rodziną, druga przebywała we Francji; najpierw odwiedzała rodzinną miejscowość, a od 2015 roku komunikowała się z bliskimi tylko przez Internet, ostatni raz w październiku 2017. Józef zarabiał w Anglii i od pięciu lat jego los pozostaje nieznany. Podobnie jak Andrzeja z Tarnowa, który w czerwcu 2017 roku oddalił się z miejsca pracy w Niemczech i nikt już go więcej nie widział.
– W takich sytuacjach nawiązujemy międzynarodową współpracę z policją i instytucjami zagranicznymi, aby móc ustalić pewne fakty – mówi rzecznik tarnowskiej policji. – Przyczyny zaginięć mogą być różne i wynikać z różnych sytuacji życiowych. W tego typu historiach czy to na terenie naszego, czy innego kraju zabójstwo lub uprowadzenie rzadziej wchodzą w grę, częściej już wypadek, samobójstwo albo naturalna śmierć. Bywa, i to nierzadko, że ludzie znikają, gdyż chcą zniknąć. Z jakichś powodów zamierzają rozpocząć nowe życie w nowym miejscu czy z nowym partnerem, dlatego zrywają wszelkie kontakty z dotychczasowym otoczeniem. Zapadają się po ziemię.

Nie mówcie, gdzie jestem
Czasem zapadają się pod ziemię na zawsze, a czasem tylko na pewien okres.
– Po prawie 15 latach poszukiwań odnaleźliśmy mężczyznę uważanego za zaginionego, który przez ten okres przebywał nie tak daleko od Tarnowa w województwie śląskim – opowiada Paweł Klimek. – Mężczyzna wyjaśnił nam, że rozpoczął w swoim życiu nowy etap i nie chce, aby ktoś z rodziny o nim wiedział. Zgodnie z obowiązującymi przepisami osoby, które kiedyś zgłaszały zaginięcie, poinformowaliśmy tylko, że ich bliski się odnalazł, jest cały i zdrowy, lecz nie chce się ujawnić. Ma do tego prawo, a my jako policja to prawo musimy uszanować.
Niedawno żona jednego z mieszkańców podtarnowskiej miejscowości zgłosiła, że zaginął jej nieco ponad 70‑letni mąż. Zgłoszenie nastąpiło po dwóch miesiącach od dnia, w którym – jak ustalono – mężczyzna wsiadł do swojego samochodu i odjechał w nieznanym kierunku. Także w tym przypadku policja podejrzewa, że nie jest to typowe zaginięcie. Dość często skomplikowane relacje rodzinne są przyczyną takich zdarzeń.
Ale sporą liczbę zaginięć trudno jest racjonalnie wytłumaczyć. Ktoś pewnego dnia wyszedł z domu, niczego nie zabierając, i już nie powrócił. Przepadł jak kamień w wodę. Nikt z rodziny i znajomych nie znajduje przyczyn, dla których do tego doszło. Zupełnie inną sprawą jest, gdy znika dziecko; wtedy policja szybko wdraża specjalną procedurę poszukiwawczą. Zdarza się, że nastolatki zwyczajnie uciekają z domów, potem się odnajdują. Obecnie w regionie tarnowskim na policyjnej liście zaginionych nie ma ani jednej niepełnoletniej osoby.

Jasnowidz mało wie
Rodzina, bliscy i przyjaciele często podejmują działania na własną rękę. Zagraniczny znajomy Grażyny Kuliszewskiej zaoferował nagrodę w wysokości 100 tys. zł za pomoc w jej odnalezieniu, w tej sprawie i podobnych wynajmowani są jasnowidze. Ich udział w poszukiwaniu zaginionych ludzi bywa kontrowersyjny, a jak wynika z oficjalnych statystyk policyjnych, efekty ich pracy są nikłe. Dlatego sporym zaskoczeniem w kraju było powołanie przez prokuratora z Katowic w 2013 roku jasnowidza jako biegłego do „przeprowadzenia eksperymentu w celu ustalenia miejsca pobytu”.
Być może lepiej w takich przypadkach nawiązać współpracę z organizacjami, które specjalizują się w poszukiwaniach osób zaginionych. Do najbardziej znanych należy warszawska fundacja ITAKA, która m.in. przyjmuje zgłoszenia o zaginięciach, podejmuje swoje działania, pomaga zorganizować poszukiwania na własną rękę i zapewnia pomoc prawną oraz psychologiczną. Co roku w całej Polsce ginie bez śladu 15 – 20 tysięcy osób, czyli trzy miasteczka wielkości Tuchowa. Większa część poszukiwań ma szczęśliwy finał, ale sporo rodzin nigdy już nie dowie się, co się stało z ich bliskimi.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o