Z czyjej winy zginął policjant?

0
88

Jednak po przeprowadzeniu eksperymentu procesowego, przeglądnięciu nagrań ulicznego monitoringu i zapoznaniu się z opinią biegłego prokuratorzy nie zgodzili się z prezentowaną przez mężczyznę wersją zdarzeń.
Do tragicznego wypadku doszło pod koniec października ubiegłego roku. W sobotę nad ranem z jednej z dyskotek w Tarnowie wyszło dwóch mężczyzn. Wsiedli do stojącego w pobliżu audi A3, na ul. Starodąbrowskiej kierowca rozpędził auto i zamiast jechać ruchem okrężnym pojechał przez środek tymczasowego ronda przy skrzyżowaniu z ul. Słoneczną. Samochód uderzył w betonowe ogrodzenie, przeskoczył rondo i dachował pomiędzy pasami dla pieszych a progiem zwalniającym na ul. Starodąbrowskiej koło cmentarza żydowskiego. Auto zaczęło się palić z powodu poważnych uszkodzeń. Jeden z mężczyzn zginął na miejscu, drugi, 39‑latek, trafił do szpitala. Był pijany, miał 2,1 prom. alkoholu w wydychanym powietrzu. Szybko okazało się, że w audi spłonął Dariusz K., tarnowski policjant.
Sprawą zajęła się Prokuratura Rejonowa w Dąbrowie Tarnowskiej. Piotr K., który przeżył wypadek, od początku przekonywał, że to nie on prowadził samochód. Wprawdzie przyznał, że na początku siedział za kierownicą audi, ale na chwilę przed zdarzeniem – na światłach u zbiegu ulicy Lwowskiej ze Starodąbrowską – zamienił się z kolegą miejscami. Z jego relacji wynikało, że policjant chciał się przejechać sportowym autem. – Co się działo potem, nie pamiętam – przekonywał.
Z tą wersją nie zgodzili się prokuratorzy. Podczas eksperymentu procesowego wykazano, że podejrzany nie był w stanie przesiąść się zza kierownicy na fotel pasażera w ciągu zaledwie dziesięciu sekund.
– Nagrania z dwóch kamer monitoringu wskazują, że do zamiany miejsc w samochodzie na skrzyżowaniu Lwowskiej ze Starodąbrowską dojść nie mogło. Przez cały czas postoju na czerwonym świetle auto miało włączone światła „stop”. Jak wiadomo, świecą się one tylko wtedy, gdy kierowca naciska pedał hamulca. Zaciągnięcie hamulca ręcznego nie powoduje ich uruchomienia. Zatem fizycznie niemożliwym było, również z technicznego punktu widzenia, dokonanie zamiany miejsc w samochodzie – wyjaśnia Witold Swadźba, zastępca prokuratora rejonowego w Dąbrowie Tarnowskiej.Wersję podejrzanego podważył również biegły zajmujący się rekonstrukcją wypadków drogowych, który ustalił, że Piotr K. mógł się wydostać z audi po wypadku jedynie od strony kierowcy, a siły działające podczas zdarzenia nie mogły spowodować zamiany miejsc osób w samochodzie.– Wersja podawana przez podejrzanego jest nieprawdziwa. Mamy wszelkie podstawy przyjąć, że to Piotr K. był osobą prowadzącą samochód na rondzie – dodaje prokurator.
Kierowca audi jechał szybko, przekraczając dozwoloną prędkość. Tuż przed rondem samochód miał na liczniku 70‑80 kilometrów na godzinę, a w chwili uderzenia o betonowe elementy – 60‑70 km.
Piotr K. przebywa w tymczasowym areszcie już od listopada. Najprawdopodobniej w maju dąbrowska prokuratura skieruje do sądu akt oskarżenia. Za spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym w stanie nietrzeźwości mężczyźnie grozi do 12 lat więzienia.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o