Zabił żonę, później siebie

0
128
REKLAMA

Był piątek, 7 września, około godziny 15. Do jednego z domów w tarnowskiej dzielnicy Krzyż przyszedł Wojciech S. Kilka godzin wcześniej mężczyzna zatelefonował do mieszkającej tam ostatnio u swojej matki, 21‑letniej żony i wprosił się na wizytę. W pewnym momencie między rozmawiającymi małżonkami doszło do ostrej kłótni. Wściekły 27‑latek chwycił nóż i zadał kobiecie kilkanaście śmiertelnych ciosów, przy okazji drasnął w policzek również matkę dziewczyny, usiłującą powstrzymać zięcia. Potem wybiegł z domu.
Wkrótce mundurowi ruszyli śladem mordercy, w niedzielę wysłano za nim list gończy z dokładnym rysopisem i zdjęciem. – Przez cały weekend, zarówno w dzień, jak w nocy, mężczyzny poszukiwało kilkudziesięciu policjantów z psami tropiącymi. Zaglądali nie tylko w miejskie zakamarki, ale przeczesywali też okoliczne pola i lasy. Powiadomiliśmy również inne jednostki policji w kraju – relacjonuje Olga Żabińska, rzeczniczka KMP w Tarnowie.
Tymczasem z niedzieli na poniedziałek, około 30 minut po północy, policja została poinformowana, iż jakiś mężczyzna wyskoczył z okna na dziesiątym piętrze jednego z bloków na tarnowskim osiedlu. Po sprawdzeniu tożsamości desperata okazało się, że to właśnie poszukiwany 27‑latek.
Dlaczego doszło do tragedii? Odpowiedzi na to pytanie być może uda się uzyskać podczas prokuratorskiego śledztwa. Jednak już teraz przypuszcza się, że motywem zbrodni mogła być zemsta, odwet lub chęć odegrania się na 21‑latce za wydarzenie, do jakiego doszło w Tarnowie przed miesiącem. Na początku sierpnia kobieta poinformowała policję, że mąż zepchnął z łóżka ich 15‑miesięcznego synka. Młodzi małżonkowie przez jakiś czas żyli oddzielnie, ale w lipcu tego roku postanowili wynająć mieszkanie na jednym z tarnowskich blokowisk. W nocy z 7 na 8 sierpnia chłopczyk płakał, dlatego matka zabrała go do łóżka, w którym spała z mężem. Płacz obudził ojca, który miał zepchnąć dziecko na podłogę. Matka podniosła malucha i położyła na łóżku, wtedy mężczyzna otwartą dłonią uderzył chłopca w twarz. Kobieta zawiadomiła lekarza, a w efekcie o incydencie dowiedziała się też policja i prokuratura.
W rodzinie nigdy wcześniej nie dochodziło do znęcania się nad synem, policja nie musiała tam interweniować. Wszystko wskazywało na to, że wydarzenie mogło być tylko jednorazowym incydentem. Ojciec usłyszał wówczas zarzut spowodowania lekkich obrażeń ciała u syna, ale podczas przesłuchania w prokuraturze nie przyznał się do pobicia. 27‑latek nie był wcześniej karany, od miesiąca pozostawał pod dozorem policji i miał zakaz zbliżania się do dziecka. Jego żona wyprowadziła się do swojej matki, a on mieszkał w Zbylitowskiej Górze.

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o