Zamieniać trawniki w dzikie łąki

0
245
Przestaniemy kosić trawniki? | fot. Tadeusz Koniarz
REKLAMA

Uważają one, że przycinanie traw w miastach nie ma sensu i z pewnego punktu widzenia jest nawet szkodliwe.
Długą skarpę, położoną wzdłuż ul. XVI Pułku Piechoty, na której stoi rząd wieżowców, obrasta różnego rodzaju roślinność. Od czasu do czasu wkraczają tutaj kosiarze ze swoim sprzętem i równo tną to, co napotkają na swojej drodze. Mieszkańcy z pobliskich bloków, z którymi rozmawialiśmy, są absolutnie przekonani, że tak powinno być.
– Trawę należy regularnie kosić, bo jak się z tym spóźniają, to chwasty sięgają tutaj po pas. I jak wtedy wygląda osiedle? Jak jakaś zapomniana wioska. Wstyd – takie głosy słychać najczęściej. – To, co nam tylko dokucza, to okropny hałas w dniach, w których trwa koszenie. Ten sprzęt jest tak głośny, że trzeba zamykać okna w mieszkaniach.
Niektórzy wspominają jeszcze o pyłkach roślin, które uczulają alergików i o groźnych insektach, które kryją się w głębokiej trawie. Nikt nie jest za tym, żeby ten teren pozostawić takim, jaki jest. Dzikim, naturalnym, bez ingerencji człowieka.

REKLAMA

„Chaszcze” w coraz większej cenie
Możliwe, że to się w przyszłości zmieni. W niektórych miastach w kraju część mieszkańców postuluje, żeby nie kosić osiedlowych trawników, zwłaszcza teraz, przy coraz częstszych anomaliach pogodowych, okresów wielkich upałów i pogłębiającej się suszy. W tej sprawie odzywają się też niektórzy naukowcy, jak np. dr Piotr Mędrzycki z Wyższej Szkoły Ekologii i Zarządzania w Warszawie. Uważa on, że regularne koszenie traw prosto prowadzi do zniszczenia miejskiej różnorodności biologicznej, co dokonało się już w wielu monokulturowych pod tym względem miastach europejskich. Dr Mędrzycki przekonuje: „Niemieccy czy holenderscy biolodzy są pod wielkim wrażeniem naszych trawników, uważanych przez wielu mieszkańców za nieestetyczne chaszcze. To przynajmniej kilkadziesiąt (według biologów ich liczba dochodzi do 200) niezwykle cennych przyrodniczo gatunków roślin, które oczyszczają powietrze i glebę z zanieczyszczeń, kumulują wilgoć i dają schronienie pszczołom i innym zapylaczom”.
Prof. dr hab. Piotr Kleczkowski z krakowskiej AGH zwraca też uwagę na olbrzymie ilości kurzu i pyłu, które towarzyszą akcjom wykaszania terenów zielonych.

Będziemy strzyc
– Nie zamierzamy wprowadzać żadnych zmian: jak kosiliśmy trawę do tej pory, tak będziemy kosić nadal, zgodnie z życzeniem większości mieszkańców – deklaruje Kazimierz Kępowicz, wiceprezes Tarnowskiej Spółdzielni Mieszkaniowej. – Ludzie mają na uwadze nie tylko estetykę. Boją się też siedlisk komarów i kleszczy, które znajdują w wysokiej trawie przyjazne dla siebie rewiry. Na działanie tych owadów narażone są także psy, które zapędzają się w trawę.
W TSM firma, która wygrała przetarg, dokonuje wykoszeń kilka razy w roku. Spółdzielnia twierdzi, że są to liczące się koszty, ale ze względu na tajemnicę handlową nie zdradza szczegółów. Jeden z portali ogrodniczych podaje, że koszenie trawy i łąk kosiarką rotacyjną kosztuje w tym roku w Tarnowie ok. 173 zł w przeliczeniu na powierzchnię 1 ha, ale nie wiadomo, na ile ta cena może mieć związek z realiami w przypadku umów zawieranych z firmami przez spółdzielnie mieszkaniowe. TSM dysponuje łącznie 44 hektarami terenów, które wymagają użycia kosiarek.
– Nie wyobrażam sobie, żeby przestać wykaszać trawę na osiedlach, tam, gdzie są dzieci, gdzie biegają psy – mówi Roman Kusek, prezes Spółdzielni Mieszkaniowej „Jaskółka” w Tarnowie. – Umowa, którą mamy z firmą, przewiduje wykaszanie pięć razy w roku. Nic mi nie wiadomo, żeby ktoś z mieszkańców chciał się temu przeciwstawić.

Wzorzec z Ameryki
W dziale utrzymania zieleni w Przedsiębiorstwie Usług Komunalnych w Tarnowie pod nieobecność kierowniczki rozmawiamy z jednym z pracowników.
– Jesteśmy za wykaszaniem trawników, to oczywiste, bo mamy z tego dochody, ale nie tylko w tym rzecz – mówi. – Pamiętam, że w latach 90. wiele osób oglądających telewizję zachwycało się widokiem niskich trawników choćby w USA, myślę, że już jesteśmy coraz bliżsi takiego modelu. Trawę przycina się po to, by teren uchodził za zadbany, żeby zyskiwała na tym estetyka otoczenia, również po to, żeby uniemożliwić rozwój szkodliwym owadom, komarom czy kleszczom. Bo przecież kleszcz bytuje także w wysokiej, na ponad metr, trawie. Nie jest też prawdą, że podczas długotrwałych upałów i suszy wysycha tylko nisko ścięta trawa. To samo dotyczy wysokiej i ona też wygląda wtedy nieciekawie. Osobiście podoba mi się tworzenie w miastach tak zwanych łąk kwietnych, które zauważyć można choćby w Krakowie.

Pochłoną trochę upału
Można przypuszczać, że gdyby przeprowadzić ankietę wśród mieszkańców Tarnowa, ogromna większość podzieliłaby te argumenty. Możliwe jednak, że znaleźliby się i tacy, którzy postulują, aby trawę przycinać tylko w pasach dróg, na boiskach, w miejscach piknikowych i w ogródkach, w których bawią się dzieci. Zdaniem obrońców miejskiej trawy, w czasie szybko dokonujących się zmian klimatycznych zielone tereny z bujną i bogatą roślinnością wkrótce staną się naturalnym bogactwem i dwukrotne skoszenie w ciągu sezonu powinno stanowić maksimum. Wysoka trawa może także obniżać temperaturę powietrza w miastach, co też ma pewne znaczenie. Tegoroczne lato nie jest pomyślne dla miejskiej roślinności. W wielu miejscach Tarnowa, w centrum i na dużych osiedlach, straszy widok wypalonych połaci traw. To, czego nie dokonała kosa, dokonało – ale o wiele brutalniej – rozżarzone słońce.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o