Problem ten szczególnie się uwidacznia w takich miastach, jak Tarnów. Przypomnijmy, że na tle powiatów i miast grodzkich w Małopolsce ludność w Tarnowie jest statystycznie najstarsza – średnia wieku mieszkańca wynosi ponad 43 lata, a proces starzenia się ludności w tym mieście cały czas się pogłębia. Jedna piąta tarnowian jest już w wieku powyżej 65 lat. Co to oznacza w praktyce? Ano to, że ci ludzie coraz częściej potrzebują pomocy lekarskiej. Niektórzy już słono za nią płacą, gdyż nie mają innego wyjścia.
– Któregoś dnia wyczułam guzek na piersi – opowiada pani Krystyna z Tarnowa. – Starałam się nie wpadać w panikę, bo wiem, że większość takich zmian jest na szczęście niezłośliwa. Mimo to niepokój pozostał, ale żeby go przerwać, musiałam nieźle zapłacić. Aby przyspieszyć diagnozę, poszłam do prywatnego gabinetu USG. Tam zapłaciłam 130 zł. Konieczne było jeszcze wykonanie w innym gabinecie biopsji, żeby się upewnić, co do wstępnej diagnozy, zresztą taka jest teraz procedura. Za biopsję i badania histopatologiczne zapłaciłam 300 złotych. A gdybym tych pieniędzy nie miała?…
Pilne? Czekaj 27 dni
Podobnych opowieści jest więcej i znane są chyba już w każdej rodzinie. Wielu pacjentów w ostatnich latach musiało skorzystać z usług prywatnych gabinetów medycznych, ponieważ w publicznej służbie zdrowia, gdy potrzebowali konsultacji specjalisty, zwykle odbijali się od ściany.
Z internetowych wyszukiwarek można się dowiedzieć, jak długo musimy dziś czekać na konsultacje specjalistów w Tarnowie. Z danych, które pochodzą z końca września, wynika, iż w przychodniach na wizytę u kardiologa trzeba czekać najkrócej 80 dni, bywa że może to trwać nawet 4 miesiące. Okulista już w tym roku nas nie przyjmie; musimy poczekać co najmniej 250 dni, w jednej z przychodni najbliższy termin to… 1 października 2020 r.
Ortopeda przyjmie nas w miesiąc, neurolog w ciągu 70 dni, fizjoterapeuta najprędzej po miesiącu, reumatolog zaproponuje termin grubo po Nowym Roku, urolog podobnie – po 100 dniach, endokrynolog umówi się z nami najwcześniej w marcu 2020. Rok trzeba czekać na konsultację u gastroenterologa. Dużo łatwiej dostać się do chirurga ogólnego, pulmonologa czy laryngologa.
– Potrzebowałam pomocy dermatologa, pilnie, ale w jednej z przychodni w Tarnowie powiedziano mi, że pilne przypadki czekają do 27 dni! – relacjonuje pani Jadwiga. – Dzwoniłam do innych przychodni i tam przyjęli mnie dużo prędzej. Czasem warto dzwonić w różne miejsca.
Tu sto, tam dwieście…
W sytuacji, gdy do niektórych specjalistów trzeba czekać nawet rok, pozostają płatne gabinety. Wizyta u dermatologa to wydatek 80 – 100 zł, u kardiologa przeciętnie 120 – 170 zł, bez badań oczywiście. Gdyby przyszło wykonać echo serca, konieczna będzie dopłata 120 zł. Chirurg naczyniowy za konsultację i badanie USG przepływów naczyniowych pobierze ok. 200 zł, konsultacja u neurochirurga kosztuje 150, u laryngologa 100 – 150, a ortopeda po zbadaniu kończyny za pomocą USG zainkasuje 190 zł. Za plombę zęba u lekarza stomatologa zapłacimy od 60 do 150 zł, ale skomplikowane leczenie kanałowe może wynieść kilka razy więcej.
– Jeszcze kilka lat temu, kiedy potrzebowało się interwencji lekarza, w gabinetach prywatnych sprawę załatwiało się szybko, niekiedy od ręki. Dziś do bardziej znanych lekarzy też trzeba czekać tygodniami – dopowiada pani Jadwiga. – To już jest pełna klęska.
Znacznie ograniczony jest dostęp także do specjalistycznych badań, bez których trudno postawić prawidłową diagnozę. W Tarnowie funkcjonują dwa rezonanse magnetyczne. Tylko dwa. Nic więc dziwnego, że tworzą się kolejki. Zwykle czas oczekiwania nie jest krótszy niż dwa miesiące. W ciągu kilku dni można zrobić sobie takie badanie prywatnie, ale np. w przypadku rezonansu głowy wyniesie to prawie 600 zł. Na badanie tomografem czeka się krócej, na ogół półtora miesiąca, jeśli chce się szybciej, trzeba zapłacić 190 – 250 zł.
– Mój lekarz na skierowaniu na badania tomografem napisał: pilne! Pani z rejestracji prawie się uśmiała. Powiedziała, że teraz prawie wszystkie zlecenia są pilne, bo tak piszą lekarze, żeby pomóc pacjentowi ominąć kolejkę – mówi pan Ryszard.
Prywatne USG – jamy brzusznej, tarczycy, nerki czy pęcherza moczowego – kosztuje średnio 90 – 100 zł, choć – jak pokazuje przypadek pani Krystyny – może to być wyraźnie więcej. Gastroskopia to koszt 250 – 300, a kolonoskopia 420 zł. Z tym, że co roku jest szansa na bezpłatne badania kolonoskopijne prowadzone w przychodniach w ramach państwowego programu profilaktycznego.
Miliardy wysupłane z portfeli
Polacy na wizyty w prywatnych gabinetach lekarskich wydają już 30‑40 mld zł rocznie, z każdym rokiem coraz więcej. Pod tym względem zdecydowanie wyróżniają się na tle innych krajów europejskich.
– Wielu moich kolegów zainwestowało w lokale i drogi sprzęt, by rozwinąć prywatną praktykę, gdyż było słusznie przekonanych, że problem publicznej ochrony zdrowia w Polsce długo nie będzie rozwiązany – komentuje jeden z tarnowskich lekarzy. – Aby tak się stało, potrzebni są kompetentni urzędnicy i dużo większe nakłady. W Polsce brakuje politycznej odwagi, by wyciągnąć od podatnika na ten cel więcej pieniędzy, co w perspektywie i tak wydaje się nieuniknione. Oczywiście, brakuje też specjalistów, bo ktoś przed laty tego nie przewidział, choć nie było to trudne, i nie zwiększył zawczasu puli miejsc na wydziałach lekarskich. Z braku kadry na pół gwizdka pracuje na przykład niedawno otwarty oddział psychiatryczny w Szpitalu im. św. Łukasza, zresztą, jak głosi wieść, w szpitalu szykują się też inne poważne zmiany, bo większość placówek w Polsce w tych warunkach zwyczajnie nie wyrabia.
Albo gorzej, albo tak samo
Za to prywatna służba zdrowia ma się nieporównywalnie lepiej. Ponieważ korzysta z niej coraz więcej pacjentów, śmiało podnosi ceny, ale prawdą jest też, że i ona ma coraz większe koszty. W ciągu roku w skali ogólnopolskiej usługi lekarskie poszły w górę prawie o 6 procent, znacznie ponad oficjalny wskaźnik inflancji.
Prawdopodobnie w najbliższych latach będzie albo jeszcze gorzej, albo – biorąc pod uwagę bardziej optymistyczną wersję – wszystko zostanie po staremu. Polski pacjent zdany jest na dodatkowe płacenie. Dr med. Jarosław Biliński, wiceprezes Okręgowej Izby Lekarskiej w Warszawie, która zorganizowała akcję „Polska to chory kraj”, ma pomysł, jak w przyszłości pomóc dojonemu z pieniędzy pacjentowi: „Po przekroczeniu maksymalnego czasu oczekiwania państwo do jakiegoś limitu zwracałoby obywatelowi pieniądze, które wydał na prywatną ochronę zdrowia. Czyli ustalałoby, że np. konsultacja neurochirurga kosztuje rynkowo 150 zł, i do takiego limitu zwracałoby obywatelowi pieniądze – nawet, jeżeli wydał 500 zł, bo konsultował się u profesora. To byłoby fair”.
Na razie nie jest fair. I długo nie będzie.
![Intensywne deszcze dały się we znaki mieszkańcom Tarnowa i regionu [ZDJĘCIA] Lokalne podtopienia](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/08/Lokalne-podtopienia-4-218x150.jpg)
![Ulica Batorego prawie gotowa [ZDJĘCIA] Batorego sierpień](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/08/Batorego-sierpien-10-218x150.jpg)




![Sierpniowe wycieczki enomeleksem także do gminy Ryglice [ZDJĘCIA] Enomeleks gmina Ryglice](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/08/Enomeleks-gmina-Ryglice-4-218x150.jpg)

















