Zdrowych wsadzają do psychiatryka?

fot. Tadeusz Koniarz

– „To może spotkać każdego z nas, szczególnie jeśli mieszka się w Tarnowie. W tym mieście ekipa Onetu odkryła niezwykły proceder” – tak zaczyna się reportaż „Tarnowski schemat”, wyemitowany na internetowym portalu 28 stycznia. W materiale dziennikarze przedstawiają „proceder”, według którego policja, prokuratura i sąd w Tarnowie próbują umieszczać w zakładzie psychiatrycznym zdrowe osoby, bo te – jak sugerują autorzy reportażu – skonfliktowały się z miejscowym establishmentem. Materiał wzbudza ogromne emocje, dlatego postanowiliśmy przyjrzeć się faktom podanym przez dziennikarzy portalu. Nie zamierzamy jednak nikogo oceniać, pozostawiamy to naszym czytelnikom.

Zdaniem dziennikarzy Onetu policja, prokuratura i sąd w Tarnowie próbują umieszczać w zakładzie psychiatrycznym zdrowe osoby. Dlaczego? Bo te miały skonfliktować się z miejscowym establishmentem. Autorzy reportażu tak opisują wspomniany proceder: (…) zaczyna się od osoby, która z jakichś powodów nie jest wygodna dla lokalnego establishmentu. Może to być ktoś, kto podpadnie miejscowemu urzędnikowi albo posiada atrakcyjną działkę. Osobą tą zaczyna interesować się policja, prokuratura lub inny urząd. Sprawa idzie do sądu, a ten kieruje taką osobę na przymusowe badanie psychiatryczne. Wyznaczeni przez sąd psychiatrzy orzekają chorobę psychiczną i zalecają zamknięcie w zakładzie psychiatrycznym lub domu pomocy społecznej.
Taka sytuacja – zdaniem Onetu – dotknęła braci S. z podtarnowskiej wsi oraz mieszkankę Tarnowa, Katarzyną G., z zawodu specjalistkę prawa międzynarodowego.

Od kłótni sąsiedzkiej do psychiatryka
Wszystko zaczęło się od sporu sąsiedzkiego z tarnowskim policjantem Dariuszem M. o zakłócanie ciszy nocnej w bloku. – Cała historia miała swój początek we wrześniu 2015 roku, kiedy przyjechałam w odwiedziny do mojej mamy. Skarżyła się na to, że od dłuższego czasu u sąsiada są głośne imprezy, przez to nie może spać itd. No i faktycznie, okazało się, że ma rację. Pan nie reagował na upomnienia, więc zaczęłam dzwonić na policję z prośbą o interwencję. Bezskutecznie. Imprezy dalej się odbywały – opowiada Katarzyna G.
Dziennikarze Onetu dowodzą, że policjant Łukasz W. (jeden z funkcjonariuszy przyjmujących zgłoszenia dotyczącego nocnych imprez) skierował do tarnowskiej KMP wniosek o ukaranie Katarzyny G. za bezzasadne wzywanie funkcjonariuszy. Miesiąc później komendant policji w Tarnowie obalił zarzuty mundurowych i przeprowadził rozmowę dyscyplinującą z policjantem W. Jednak Dariusz M. zawiadomił prokuraturę o bezzasadnym wzywaniu policji przez Katarzynę G. i jej matkę. W policyjnej notatce stwierdził, że prowadził w sprawie pani Katarzyny wiele czynności, m.in. dotyczących Niebieskiej Karty, czyli przemocy w rodzinie. Tymczasem – jak wynika z dokumentacji ośrodka pomocy społecznej – policjant nie tylko nie prowadził procedury Niebieskiej Karty wobec Katarzyny, ale w ogóle nie realizował takich procedur. Mimo to notatka policjanta trafiła do oficjalnych dokumentów tarnowskiego wymiaru sprawiedliwości.
– Kobiety zostały wezwane na badania psychiatryczno-psychologiczne. Znowu – jak w przypadku braci S. – biegli zdiagnozowali u obu pań tyleż ciężkie, co identyczne przypadłości: „chorobę psychiczną”, „urojenia”, „patologiczne zmiany w mózgu” i zalecili umieścić je w zamkniętym zakładzie psychiatrycznym – kontynuują autorzy reportażu. Na tej podstawie Prokuratura Rejonowa w Tarnowie miała skierować do sądu wniosek o umieszczenie kobiet w zakładzie psychiatrycznym, a sąd przyjął ten wniosek i wszczął sprawę. W 2017 roku sąd postanowił umieścić w szpitalu psychiatrycznym Katarzynę G.
Skąd pewność, że kobieta jest zdrowa? Dziennikarze Onetu mówią wprost: Pani Katarzyna przebadała się u najlepszych polskich specjalistów, w tym u dr. Jerzego Pobochy – założyciela Polskiego Towarzystwa Psychiatrii Sądowej.
To jednak nie wszystko. Kolejny akt dramatu – jak sugerują autorzy reportażu – rozegrał się w nocy z 30 na 31 marca 2018 roku, kiedy podczas kolejnej próby interwencji u hałasującego policjanta Katarzyna G. została pobita. Jeszcze tej samej nocy udała się z matką na policję, gdzie złożyła doniesienie na policjanta Dariusza M. – Kobiety zostają zatrzymane siłą przez policjantów na ulicy i ponownie przewiezione na komisariat. Tam funkcjonariusze konfiskują im telefony i tablet z nagraniami z nocnej imprezy, a następnie zawiadamiają pogotowie. Karetka przewozi kobiety do Szpitala św. Łukasza w Tarnowie, gdzie lekarz wypisuje dokument, że Katarzyna G. była leczona psychiatrycznie – twierdzą dziennikarze portalu.
Katarzyna G. nie jest w stanie kontynuować kariery za granicą. – Mając takie postępowania, ma się rozregulowane życie prywatne i zawodowe. To oznacza, że nie mogłam się podjąć udziału w niektórych projektach, ponieważ mam przedstawione zarzuty. Non stop pojawiają się policjanci. Posunęli się również do tego, że przychodzą pod drzwi mieszkania mojej mamy o godz. 6:30 rano, wyprowadzają mnie w kajdankach z mieszkania. Byłam kilkakrotnie zatrzymywana. Od kilku lat po prostu… nie mamy życia – mówi pani Katarzyna dziennikarzom Onetu.

Byłem nagrywany…
Dariusz M. to policjant z kilkunastoletnim stażem z Komendy Miejskiej w Tarnowie, który ma w pracy dobrą opinię. Występuje też w piłkarskiej reprezentacji tarnowskich funkcjonariuszy, zdobywając w rozgrywkach resortowych prestiżowe laury. W rozmowie z nami przekonuje, że nie urządzał w swoim mieszkaniu libacji.
– Zdarzało mi się zapraszać znajomych do domu, żeby wspólnie oglądnąć mecz w telewizji i przy okazji wypić jakieś piwo, tak, jak to zwykle bywa przy takich okazjach. I właśnie od jednego z takich zdarzeń zaczęła się cała historia, od tego czasu pani G. twierdziła, że zakłócam w bloku ciszę nocną i zaczęła systematycznie interweniować – opowiada. – W jedną z niedziel, było to ok. godziny 16, odwiedzili mnie znajomi z dziećmi. Dzieci jak to dzieci, było je słychać, ale nic nadzwyczajnego się nie działo. Nagle do drzwi zapukali strażnicy miejscy, informując, że otrzymali powiadomienie o zakłócaniu w moim mieszkaniu spokoju. O interwencję straży prosiła pani G.
Dariusz M. mówi, że wraz z upływem czasu problem eskalował. Twierdzi, że był przez panią G. nieustannie nagrywany, również jego znajomi, mimo że tego nie chcieli. – Wszyscy mieliśmy tego dosyć, a dzisiaj wielu moich znajomych, w obawie przed panią G., nie chce mnie już w domu odwiedzać.
Któregoś dnia doszło do dramatycznego zdarzenia na klatce schodowej. Do Dariusza M. przyszła z wizytą jego koleżanka. Według jego relacji, w czasie rozmowy do mieszkania policjanta natarczywie dobijała się Katarzyna G. W końcu drzwi otworzyła koleżanka, a wkrótce między paniami doszło do ostrej wymiany zdań, która szybko przerodziła się w szamotaninę. Dariusz M. twierdzi, że jego znajoma została napadnięta, Katarzyna G. uważa, że to ona została pobita. – Nigdy nie pobiłem ani nie próbowałem pobić pani G. ale kiedy podczas zajścia na klatce schodowej zaczęła szarpać moją znajomą za włosy, musiałem stanąć w jej obronie, chwytając panią G. za nadgarstek. Ale jej nie uderzyłem.
Dariusz M. mówi, że konflikt z Katarzyną G. zmienił jego prywatne życie. – Chciałbym, żeby skończyła się już ta udręka, związana także z wielokrotnymi przesłuchaniami i składaniem przeze mnie wyjaśnień w różnych miejscach, także poza Tarnowem. Pech chciał, że jestem policjantem, bo gdyby ta sprawa dotyczyła nie policjanta, ale hydraulika, kierowcy czy murarza, nikt tak by się nią nie interesował.

Wizja, jak z koszmaru
O komentarz w tej sprawie poprosiliśmy komendanta wojewódzkiego policji w Krakowie. Generał zapoznał się z reportażem Onetu, ale w jego imieniu odpisał mł. insp. Sebastian Gleń, rzecznik prasowy krakowskiej KWP. Do rzecznika odesłał nas także Wydział Prasowy Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji. Natomiast Ministerstwo Sprawiedliwości w ogóle nie zareagowało na naszą prośbę wyjaśnienia sprawy.
Jakie jest stanowisko krakowskiej policji w sprawie materiału opublikowanego w Onecie?
– Komenda Wojewódzka Policji w Krakowie dementuje nieprawdziwe, wręcz absurdalne informacje w nim zawarte, a w szczególności dziennikarskie rewelacje dotyczące funkcjonowania w tarnowskiej Policji (również „prokuratura i sąd”) rzekomego „procederu” zamierzonego „wsadzania do zakładu psychiatrycznego zdrowych osób” – czytamy w odpowiedzi mł. insp. Sebastiana Glenia. – Zarzuty wobec policjantów, jednostek policji kierowane w tym dziennikarskim materiale nie polegają na prawdzie. Brak jest podstaw, by na tej bazie wszczynać postępowania wyjaśniające wobec podległych policjantów. Nadto, część kwestii była już wyjaśniana. Z przekazanych informacji nie wynika, aby policjant Dariusz M. naruszył dyscyplinę służbową. Nie został też ukarany za przestępstwo lub wykroczenie – nie było zatem podstaw do karania go, czy też wyciągania jakichkolwiek konsekwencji dyscyplinarnych.
W dalszej części pisma rzecznik pisze: Na wstępie materiału reporterzy Onetu prezentują widzowi, że „niewygodna” osoba, która „podpada” „lokalnemu establishmentowi” jest kierowana przez sąd na badania psychiatryczne, a biegli orzekają chorobę psychiczną i zalecają zamknięcie w zakładzie psychiatrycznym lub domu pomocy społecznej. Ta wizja, jak z koszmaru, to oczywiście tylko przejaw dziennikarskiej fantazji i nie ma odzwierciedlenia w rzeczywistości. Niestety, widz bez poznania szczegółów poszczególnych spraw karnych, pod wrażeniem wybiórczo dobranego materiału, może łatwo ulec wymowie reportażu i uwierzyć w prezentowaną tezę o mrocznym „tarnowskim schemacie”.
Rzecznik twierdzi, że autorzy reportażu podają wiele nieprecyzyjnych i nierzetelnych informacji na temat działań tarnowskiej policji. – Np. jakoby policjant Łukasz W. przyjmując zgłoszenia dotyczące nocnych imprez u Dariusza M. skierował wniosek o ukaranie Katarzyny G. za bezzasadne wzywanie policji, a miesiąc później komendant policji w Tarnowie obalił zarzuty policjantów i przeprowadził rozmowę dyscyplinującą z policjantem Łukaszem W. To swoisty dobór przez dziennikarzy niezwiązanych ze sobą faktów, tworzący mylne wrażenie o działaniach Policji (manipulacja?). Faktem jest, że gdy któreś z kolei zgłoszenie Katarzyny G. nie potwierdziło się, policjanci z patrolu sporządzili notatkę o bezzasadnym wezwaniu na interwencję. Pomimo że zainicjowało to postępowanie w sprawie o wykroczenie, to w toku czynności nie stwierdzono podstaw do kierowania do sądu wniosku o ukaranie Katarzyny G. Rozmowa dyscyplinująca przełożonego z dyżurnym Łukaszem W. dotyczyła jednak innej kwestii – przerwania przez niego rozmowy telefonicznej. Dodać należy, że Dariusz M. w związku z jego sąsiedzkim konfliktem nie miał żadnych postępowań dyscyplinarnych.
Krakowska policja uważa, że kuriozalny jest brak rozróżnienia podstawowych faktów przez dziennikarzy Onetu. Dariusz M. nie weryfikował, czy Katarzyna G. jest sprawcą, lecz ofiarą przemocy ze strony członka rodziny. Przedmiotowe czynności policjant wykonywał około 10 lat temu (nie był jeszcze sąsiadem Katarzyny G.). Natomiast kwestia rzekomego podania nieprawdziwych informacji w notatce urzędowej Dariusza M. była przedmiotem śledztwa prokuratorskiego – prawomocnie zakończonego (prokurator nie dopatrzył się przestępstwa).

Kto kogo poszarpał?
– Następnie reporterzy przechodzą do kwestii (niezwiązanej z poprzednim wątkiem, ale widz może odnieść wrażenie, że to logiczny ciąg zdarzeń) wezwania Katarzyny G. na badania psychiatryczno-psychologiczne. Takie decyzje podejmowane są przez inne niezależne organy (sąd, prokuratura). Nie leży w kompetencji policji tych konkretnych decyzji uzasadniać. Dodać jednak należy, że badanie przez biegłego psychiatrę jest dosyć częste w postępowaniach karnych. Ma to wykluczyć ewentualną niepoczytalność (w takim przypadku istnieje możliwość wyłączenia odpowiedzialności karnej sprawcy) czy ograniczoną poczytalność (możliwość nadzwyczajnego złagodzenia kary). Biegli sądowi są gwarantem uzyskania niezależnej i obiektywnej opinii w danej sprawie – kontynuuje rzecznik prasowy policji.
Ponadto Sebastian Gleń odnosi się do wydarzeń w nocy z 30 na 31 marca 2018 roku na klatce schodowej bloku, w którym mieszka Dariusz M. i gdzie doszło do szarpaniny. Policjant rozdzielał szarpiące się kobiety. Później panie w komisariacie złożyły na siebie wzajemnie doniesienia o pobicie, po czym opuściły komisariat. Komendant komisariatu uznał za konieczne zabezpieczenie urządzeń nagrywających będących w posiadaniu pań G. (Katarzyny i jej matki). Policjanci zabezpieczyli 2 telefony komórkowe i tablet. – W trakcie pobytu w komisariacie Katarzyna G. była bardzo pobudzona, w kierunku funkcjonariuszy wykrzykiwała obraźliwe słowa, a w toalecie zaatakowała policjantkę (u której spowodowała obrażenia głowy, prawego barku i prawej nogi). Komisariat wezwał pogotowie, gdyż Katarzyna G. zachowywała się irracjonalnie, jak osoba chora psychicznie. Zagroziła także zamachem na swoje życie, zdrowie, jeśli nie zostanie wypuszczona. Została zatem zabrana do szpitala, a jej matkę zwolniono – czytamy w piśmie rzecznika.
Sebastian Gleń dodaje również, że Katarzyna G. nigdy więcej nie była zatrzymywana z inicjatywy policji. W stosunku do niej kilka razy miała miejsce jedynie realizacja sądowego lub prokuratorskiego nakazu doprowadzenia. Sprawa pobicia Katarzyny G. została umorzona przez Prokuraturę Rejonową w Bochni. W ostatnich latach w bloku zamieszkiwanym przez Katarzynę G. i Dariusza M. było kilkadziesiąt interwencji dotyczących nieporozumień sąsiedzkich, zarówno z ich zgłoszeń, jak i sąsiadów. W tych kwestiach zarejestrowano kilkadziesiąt spraw o wykroczenia. Część z nich prowadziła Komenda Powiatowa Policji w Dąbrowie Tarnowskiej. Katarzyna G. kierowała również liczne skargi na działania policjantów, które były badane zarówno przez Komendę Miejską Policji w Tarnowie, Komendę Wojewódzką Policji w Krakowie, Komendę Główną Policji, jak również przez Biuro Nadzoru Wewnętrznego MSWiA. Organy te nie dopatrzyły się uchybień w czynnościach podejmowanych względem Katarzyny G.

Wiele spraw w różnych sądach
Mieczysław Sienicki, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Tarnowie, mówi, że w stosunku do Katarzyny G. toczyło się lub toczy kilka postępowań, dotyczących m.in. uporczywego nękania różnych osób, w tym także swojego dawnego pełnomocnika procesowego. Ponadto postawione pani G.. zarzuty dotyczą znieważenia i uszkodzenia ciała policjantki. W związku z jedną z tych spraw, prowadzonych w dąbrowskiej prokuraturze, Prokuratura Rejonowa w Tarnowie, po otrzymaniu stamtąd materiałów, wystąpiła z wnioskiem do sądu rodzinnego o orzeczenie przyjęcia Katarzyny G. do szpitala psychiatrycznego, bez jej zgody.
– Wniosek był oparty w szczególności na opinii biegłych lekarzy psychiatrów, uzyskanej z prokuratury w Dąbrowie Tarnowskiej, ale nie mogę informować o stwierdzonym przez biegłych rozpoznaniu. Został on skierowany do wydziału rodzinnego Sądu Rejonowego w Tarnowie w 2016 roku i sprawa nadal się tam toczy – mówi prokurator Sienicki. – Zapewniam, że w tym przypadku prokurator zapoznawszy się z treścią opinii biegłych wystosował wniosek mając ku temu podstawy prawne i merytoryczne. Oparł się między innymi na art. 7 kodeksu postępowania cywilnego, który daje mu określone uprawnienia. Także orzecznictwo Sądu Najwyższego przemawia za słusznością zastosowanego rozwiązania.
Prokurator Sienicki podkreśla, iż sprawa związana z orzeczeniem detencji Katarzyny G. stanowi odrębne postępowanie, które dotyczyło innego czynu, popełnionego na szkodę innych pokrzywdzonych.
– Mam na myśli postępowanie karne, w którym Katarzyna G. również została poddana badaniom psychiatrycznym i biegli stwierdzili, ze działała ona w stanie niepoczytalności, przy czym zachodzą przesłanki do umieszczenia jej w zakładzie psychiatrycznym. W lutym 2017 r. wniosek w tej sprawie został skierowany do Wydziału Karnego Sądu Rejonowego Tarnowie. W listopadzie tego samego roku sąd przychylił się do wniosku prokuratury i wobec stwierdzonej wobec Katarzyny G. niepoczytalności umorzył postępowanie, podejmując jednocześnie decyzję o umieszczeniu jej w szpitalu psychiatrycznym. W wyniku zażalenia obrońcy pani G. w kwietniu 2018 r. Sąd Okręgowy uchylił orzeczenie sądu pierwszej instancji i skierował sprawę do ponownego rozpoznania. Ponieważ sędziowie tarnowskiego sądu wyłączyli się od orzekania w tej sprawy, została ona przekazana do sądu w Tarnobrzegu, gdzie aktualnie jest rozpatrywana.
Różne postępowania dotyczące Katarzyny G. – prowadzone z jej inicjatywy bądź z inicjatywy osób, które czują się przez nią pokrzywdzone – trwają obecnie w kilku prokuraturach i sądach w Polsce południowo – wschodniej. Sąd rodzinny w Tarnowie – jak zapewnia sędzia Irena Choma – Piotrowska, rzeczniczka prasowa Sądu Okręgowego w Tarnowie do spraw cywilnych, ponownie zajmie się określeniem stanu zdrowia psychicznego Katarzyny G.
– Ponieważ pojawiły się w tej sprawie wątpliwości, wynikające z faktu, że Katarzyna G. dysponuje odmiennymi od dotychczasowych opiniami lekarzy psychiatrów, powołamy kolejny zespół biegłych, który rozstrzygnie te wątpliwości.
Problemem jest jednak to, że od pewnego czasu Katarzyna G. nie stawia się na wezwania prokuratury i sądu w związku z prowadzonymi postępowaniami. Problem jest też z pełnomocnikami pani G. Jedni albo sami po pewnym czasie rezygnują ze współpracy z klientką, albo ona rezygnuje z nich.

Pisały donosy…
Katarzyna G. i jej matka Krystyna doskonale znane są urzędnikom Miejskiego Zarządu Budynków w Tarnowie. Prezes spółki Janusz Galas mówi, że ma całą teczkę pisanych przez kobiety donosów dotyczących innych lokatorów. – W jednym z listów, podpisanych przez matkę Katarzyny G. – Krystynę, kobieta zawiadamiała nas, że jedna z jej sąsiadek nie mieszka w lokalu, co może być niezgodne z prawem. Przeprowadziliśmy kontrolę mającą wyjaśnić stan faktyczny, w przypadku, gdy mieszkanie faktycznie stoi puste, administracja jest władna, aby lokatorowi je odebrać. W pismach od pani G. zawartych jest też wiele szczegółów dotyczących prywatnego życia sąsiadki – mówi prezes Galas.
Przeprowadzone przez administratora czynności sprawdzające nie potwierdziły zarzutów zawartych w donosach, a inni sąsiedzi zgodnie mówili, że kobieta mieszka w swoim lokalu. – I o tym właśnie poinformowaliśmy panią G. w piśmie do niej skierowanym. Ale to w żadnym stopniu nie była dla niej odpowiedź satysfakcjonująca. Panie G. posunęły się więc do tego, że wynajęły prywatnego detektywa, który miał ustalić, gdzie ich sąsiadka naprawdę mieszka. Po pewnym czasie ta pani złożyła skargę, twierdziła, że gdzie się nie ruszy jest śledzona, co jest dla niej tym bardziej niekomfortowe, że ma małe dziecko – dodaje Janusz Galas.
Po pewnym czasie do MZB zaczęły napływać skargi na policjanta, który, jak twierdziły panie G. wykupił mieszkanie i urządza w nim ustawiczne libacje. – Wiem, że pisma w tej sprawie trafiły do miejskich radnych i do prezydenta Tarnowa. Panie G., co potwierdzają ich sąsiedzi potrafiły wystawać pod drzwiami lokatorów i nagrywać prowadzone przez nich rozmowy. Nagrywały filmy, robiły zdjęcia w różnym czasie, okolicznościach i miejscach. Ich sąsiedzi czuli się prześladowani – relacjonuje prezes Janusz Galas.
Żałujemy, że Katarzyna G. właścicielka konta na Twitterze, nie zareagowała na wysłaną przez nas wiadomość z prośbą o rozmowę. Wiemy, że w tym czasie była aktywna na TT, bo wysyłała tweety. Na próbę kontaktu i wysyłane przez nas maile nie odpowiedzieli również dziennikarze Onetu.

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o