Żelazkoholik

0
104
zelazka

Tymczasem Jerzy Wiśniewski od ponad 40 lat kolekcjonuje żelazka z różnych zakątków świata i o ile dla nas najważniejsza jest ich funkcjonalność, tak dla niego liczy się przede wszystkim ich historia i metoda produkcji.
Już od najmłodszych lat tarnowianin miał w sobie żyłkę kolekcjonera. Na początku zbierał znaczki, jednak z czasem porzucił to zajęcie. – Miałem potężne dwa zbiory znaczków z kolekcji Kopernika i kosmosu. Z czasem jednak uznałem, że może warto skupić się na czymś innym. Wszyscy dookoła zbierali albo znaczki, albo monety, chciałem wyjść poza ten schemat. Od jednego z przyjaciół otrzymałem w prezencie dwa stare żelazka i w ten sposób znaczki odeszły na dalszy plan. Zacząłem jeździć po złomowiskach i targach, przede wszystkim w Krakowie, aby kupić nowe egzemplarze. Kilka lat później pojawił się Internet, więc o kolejne żelazka było już zdecydowanie łatwiej – mówi pan Jerzy.
Obecnie kolekcjoner z Tarnowa posiada w swoich zbiorach ponad 800 egzemplarzy żelazek z różnych zakątków świata, m.in. z Francji, Czech, Niemiec, Japonii, Indii, USA, Rosji, Brazylii czy Chin. Każde z nich produkowane było w oryginalny i niepowtarzalny sposób oraz posiada ciekawą historię. – W swojej kolekcji mam zarówno żelazka płaskie, które rozgrzewało się na piecu, żelazka naftowe, gazowe, węglowe, spirytusowe, pudełkowe, kominowe w kształcie smoków, do prasowania rękawów czy koronek. Posiadam również kilka rodzajów piecyków do podgrzewania żelazek, a także żelazka żydowskie, na których widnieje Gwiazda Dawida.
Nie jest to tanie hobby. O ile jeszcze kilkanaście lat temu stare żelazka były traktowane jako mało cenne przedmioty, tak dziś ich ceny są naprawdę wysokie. – Sam potrafiłem wydawać niemałe pieniądze na nietuzinkowe modele. Nie ukrywam, że nawet moja rodzina miała mi za złe, że pieniądze wydaję na złom. Dziś patrzą na to zupełnie inaczej. Widzą w tym inwestycję i dobrze ulokowany kapitał. Niedawno widziałem na aukcji internetowej włoskie żelazko w kształcie statku, którego cena sięgała 6,5 tys. euro – mówi kolekcjoner.– Staram się jednak kupować żelazka po niskich cenach, a następnie samodzielnie je odrestaurowywać. Mam do tego odpowiednią maszynę i narzędzia. Praca nad jednym egzemplarzem może potrwać nawet kilka dni, jednak końcowy efekt jest naprawdę wart tak ciężkiego wysiłku.
Pan Jerzy pytany o to, co decyduje w głównej mierze o tym, że żelazko jest cenne, mówi wprost – niepowtarzalność i technika wykonania. W swojej kolekcji posiada egzemplarze, które mają blisko 200 lat, a ważą nawet po 8 kg, a mimo tego ich wartość jest znacznie mniejsza od tych, które były produkowane później, ale w pojedynczych egzemplarzach i metodą ręczną. – Mam tu na myśli chociażby żelazka żydowskie. Wiadomo, z jaką historią się wiążą. Do głowy od razu przychodzi Holocaust. Kiedy biorę takie żelazko do ręki, zawsze myślę o tym, kto trzymał je wcześniej w dłoni, ilu pokoleniom służyło i jak ostatecznie trafiło do mnie. Wartość żelazka zależy od rzadkości jego występowania. Dla przykładu, aby czeladnik mógł zostać mistrzem, musiał najpierw wykonać ręcznie jedno żelazko szkockie, które skuwane było z blachy i poświęcano mu dużo więcej pracy niż w przypadku odlewów. Tego typu egzemplarzy mam kilkanaście w swojej kolekcji i na pewno należą one do najcenniejszych.
„Żelazkoholik” z Tarnowa, jak lubi o sobie mówić pan Jerzy, ma w planach w przeciągu najbliższego roku otworzyć muzeum ze swoimi zbiorami. Prawdopodobnie nie będzie to jednak w Tarnowie… – Turystów w Tarnowie jest niewielu, a moim marzeniem jest, aby zgromadzona przeze mnie kolekcja mogła być podziwiana przez wiele osób. Mam nadzieję, że już w ciągu najbliższego roku uda się otworzyć stałą wystawę w innym mieście. Nazwy nie chce jeszcze zdradzać, aby nie zapeszyć. Do tego momentu wciąż będę poszukiwał kolejnych żelazek. Mam również nadzieję, że od teraz tarnowianie przeszukując swoje piwnice i natrafiając w nich na wiekowe żelazka, będą spoglądać na nie jako na możliwą dobrą inwestycję, a nie złom. Kto wie, być może ktoś z nich będzie chciał podzielić się takim znaleziskiem i poszerzyć moją kolekcję? – uśmiecha się pan Jerzy.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o