Zgoda buduje…

0
110
wybory-komentarz
REKLAMA

Jedynym ugrupowaniem, które może mówić o sukcesie w regionie tarnowskim, jest Prawo i Sprawiedliwość – najwięcej mandatów w sejmiku, radach powiatów, Radzie Miejskiej Tarnowa i dobre wyniki w gminach. Także Kazimierz Koprowski, ubiegający się o fotel Prezydenta Miasta Tarnowa, w pierwszej turze uzyskał bardzo dobry wynik, zaledwie 6,5% gorszy od mocnego kandydata PO, a w drugiej turze różnica między obydwoma panami wyniosła zaledwie 2,2 proc. na korzyść Ciepieli (Koprowski przegrał 680 głosami, zdobywając 15 090 głosów).
I choć nie wszędzie sukces PiS przełożył się na możliwość sprawowania władzy, to jednak partia może mówić o sukcesie.
Platforma Obywatelska wszędzie zanotowała mniejsze lub większe straty, wyjątkiem jest tutaj wynik wyborczy Romana Ciepieli, kandydującego na urząd prezydenta Tarnowa, który w pierwszej turze zebrał najwięcej głosów, a w drugiej pokonał K. Koprowskiego, zyskując poparcie 15 tysięcy 770 osób. Ale była to wygrana „o włos”, który w tym przypadku miał grubość minimalnie ponad 2 proc.
PSL może mówić o sukcesie w wyborach do Sejmiku Województwa Małopolskiego, utrzymał też pozycję w regionie, gdzieniegdzie biorąc udział w sprawowaniu władzy, jak to ma miejsce choćby w powiecie tarnowskim.
SLD jest w skali całego regionu w defensywie, jedynie w samym Tarnowie udało się lewicowej partii powiększyć stan swoich radnych o jedną osobę, choć wynik ten może być zagrożony poprzez możliwość ponownego przeprowadzenia wyborów do Rady Miasta Tarnowa w związku z protestem wyborczym. Niewątpliwym, choć bardziej osobistym niż partyjnym sukcesem jest przekraczający 15 procent wynik Jakuba Kwaśnego w wyborach na prezydenta Tarnowa.
Pozostałe lokalne formacje, w tym Stowarzyszenie Tarnowianie, poniosły w Tarnowie klęskę. Tarnowianie stracili 4 z 7 mandatów z poprzedniej kadencji rady, pozostałe ugrupowania nie wprowadziły żadnego radnego.
Jakie są źródła takiego, a nie innego wyniku wyborczego starcia? Lokalne PiS osiągnęło sukces, gdyż nie tylko zwarło szeregi, na zewnątrz prezentując się jako monolit zjednoczonej prawicy, ale dodatkowo przyjechało do Tarnowa wsparcie z centrali, z prezesem Jarosławem Kaczyńskim na czele i kandydatem partii na prezydenta RP Andrzejem Dudą. Ewentualne wewnętrzne tarcia nie były przedmiotem publicznej debaty, a jedynym elementem psującym sielankowy obraz był samodzielny start w wyborach grupy reprezentującej Polskę Razem Jarosława Gowina, skupionej wokół byłego starosty tarnowskiego Mieczysław Krasa. Niektórzy twierdzą, że gdyby nie ten fakt, wynik zjednoczonej pod szyldem PiS prawicy byłby jeszcze lepszy.

REKLAMA

Odwrotna sytuacja miała miejsce w PO. Tocząca się od roku walka o przywództwo w powiatowych strukturach partii pomiędzy dwiema nieformalnymi frakcjami pod przywództwem posłów Roberta Wardzały i Urszuli Augustyn była aż nazbyt widoczna. Konflikt ten ujawnił się podczas tworzenia list wyborczych do tarnowskiej rady miasta, które zostały ułożone nie po myśli posłanki Augustyn.
– W ciągu kilku dni ze startu w wyborach zrezygnowało 20% kandydatów, wszyscy blisko związani z posłanką Urszulą Augustyn. Nikt nikogo nie złapał za rękę, ale dla nas sprawa jest oczywista. Trzeba było szybko uzupełniać listy. Urszula w tej kampanii zachowywała się bardzo dziwnie – mówił nam pragnący zachować anonimowość działacz tarnowskiej PO. Sprawa dotyczyć miała 12 osób, które pomimo wyrażonej wcześniej zgody na kandydowanie zrezygnowały, mocno komplikując lokalnym strukturom partii przygotowania do wyborów. Powszechnie odebrano to jako bojkot działań przewodniczącego Wardzały.
Podczas samej kampanii kandydaci na radnych z ramienia PO, a także sam Wardzała, nie byli nawet zapraszani na regionalne, organizowane przy współudziale posłanki Augustyn spotkania z czołowymi postaciami polskiej sceny politycznej, jak choćby spotkanie z prezydentem Bronisławem Komorowskim w Wierzchosławicach, z wicepremier Elżbietą Bieńkowską w Klikowej oraz spotkania z minister Kluzik‑Rostkowską.
Także Roman Ciepiela, jako kandydat na prezydenta Tarnowa, nie otrzymał znaczącego wsparcia ponadregionalnych władz swej macierzystej partii, zwłaszcza przed drugą turą wyborów, prowadząc kampanię praktycznie samodzielnie.
Na współrządzącej Tarnowem PO odbiła się zapewne także kwestia afery łącznikowej oraz konfliktu z byłym koalicjantem.
Reasumując, przy tylu problemach PO poniosła więc relatywnie niewielkie straty w wyborach do miejskiej rady Tarnowa, zwłaszcza że do uzyskania siódmego mandatu wyrównującego wynik z poprzednich wyborów zabrakło około 20 głosów.
Przed wyborami mówiono, także w samej PO, iż wynik może być znacznie gorszy.
– Zachęcanie przez adwersarzy Wardzały, żeby nie głosować na listy PO, i opowiadanie, że Platforma uzyska najwyżej dwa mandaty do tarnowskiej rady, było niepoważne. Bez tych destrukcyjnych działań mogliśmy mieć nawet osiem mandatów – podsumuje to nasz rozmówca z PO.
Także samotnie batalię o głosy wyborców prowadził Jakub Kwaśny, wsparty widoczną aktywnością tylko przez niebędącego członkiem SLD Piotra Górnikiewicza i Małgorzatę Mękal z kilkumiesięcznym stażem partyjnym.
Stowarzyszenie Tarnowianie, jak i pozostałe komitety nie stanowiły monolitu, co często było łatwo zauważalne. Nie mając wyraźnych liderów, nie potrafiły przekonać do siebie wyborców.
Jak widać, stare przysłowie „Zgoda buduje, niezgoda rujnuje” ma też odniesienie do naszej lokalnej polityki.

REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments