„Zły” pacjent

0
205
REKLAMA

Niezadowolenie z usług medycznych, roszczeniowa postawa, długie oczekiwanie na poradę w gabinecie, strach przed pozostaniem w szpitalu – to wszystko sprawia, że pacjenci są coraz bardziej agresywni wobec personelu medycznego. Policję muszą wzywać zarówno lekarze w szpitalu, pielęgniarki w przychodni, jak i pracownicy pogotowia ratunkowego. To właśnie z myślą o nich powstał system Monitorowania Agresji w Ochronie Służby Zdrowia, jednak medycy rzadko zgłaszają problem przemocy, bowiem nie wierzą, że cokolwiek to zmieni. – Agresywni pacjenci byli zawsze – uważa lekarz pracujący w zawodzie już ponad 30 lat. – Tuż po studiach miałem dyżury w szpitalnej izbie przyjęć. Wtedy istniała kategoria niebezpiecznych dla otoczenia pacjentów: awanturników, pijaków, narkomanów, wariatów, których trzeba było poskramiać „siłą i godnością”.
Najgorzej jest w szpitalnym oddziale ratunkowym. – Praktycznie nie ma dnia, by któryś z pacjentów nie zachował się agresywnie – przyznaje Norbert Januszek, kierownik SOR w Szpitalu św. Łukasza w Tarnowie. A codziennie trafia tam nawet 200 pacjentów zarówno trzeźwych, jak i pijanych. Wulgaryzmy i przekleństwa są na porządku dziennym, ale zdarzają się też rękoczyny. – Ktoś próbuje uderzyć lub szarpać pielęgniarkę – opowiada szef oddziału. – Pracownicy tego nie zgłaszają, bo kto chciałby chodzić potem po sądach?
Czasem dochodzi też do poważniejszych incydentów: nie tak dawno dwaj pacjenci rzucili się z pięściami na personel, już kolejny tydzień przebywa na zwolnieniu lekarskim ratownik medyczny, pobity przez chorego psychicznie, innym razem pełniąca dyżur pielęgniarka została uderzona przez pijanego mężczyznę.
– Najbardziej przykre jest to, że napastliwi i bardzo wulgarni bywają zwykli, trzeźwi pacjenci, którzy powinni kontrolować swoje emocje. Tymczasem potrafią zrobić awanturę praktycznie o wszystko: muszą czekać na wyniki badań bądź próbują wymusić pewne decyzje terapeutyczne – wyjaśnia doktor Januszek. – Od czasu, gdy zaczęli do nas zaglądać strażnicy miejscy, zrobiło się trochę bezpieczniej, ale liczba agresywnych pacjentów wcale nie zmalała.
Zespoły ratownictwa medycznego z tarnowskiego pogotowia mają czasem do czynienia nie tylko z napastliwymi pacjentami, ale też z ich rodziną, wojowniczymi znajomymi i osobami zupełnie postronnymi.
– Agresja najczęściej jest spowodowana chorobą psychiczną i przedawkowaniem alkoholu – wyjaśnia Kazimiera Kunecka, szefowa pogotowia. – Przeważnie słyszymy od pacjentów wulgaryzmy, wyzwiska, groźby… Na szczęście nigdy nie doszło do pobicia naszych ratowników. W uzasadnionych przypadkach kierownik zespołu podejmuje decyzję o obezwładnieniu agresywnego delikwenta lub prosi o interwencję policjantów.
Napastliwych pacjentów nie brakuje nawet w przychodniach podstawowej opieki zdrowotnej. – Krzyczą, wyzywają, często obrzucając słowami bardzo wulgarnymi – opowiada Jadwiga Sołtys, szefowa Przychodni Lekarskiej nr 3 w Tarnowie. – Z agresywnymi pacjentami mamy do czynienia najczęściej w rejestracji, gdzie niezadowolone osoby wylewają swą złość na rejestratorki, ale przykre słowa kierują też bezpośrednio do lekarzy. Powody ich zachowania są rozmaite, na szczęście nigdy nie było przypadków agresji fizycznej. Gdy ktoś przebierze miarę w słownych atakach, wzywamy policję lub strażników miejskich… Awanturujący się nie tylko przeszkadzają nam w pracy, ale też irytują innych pacjentów…
A jak jest na szpitalnych oddziałach? – Są pacjenci, którzy rozumieją naszą pracę, ale bywają też osoby z nadmiernymi roszczeniami, uważające, że skoro płacą składki na ubezpieczenie, to wszystko im się należy – podkreśla Marcin Kuta, dyrektor Szpitala im. E. Szczeklika w Tarnowie. – Zdarza się, że pacjenci niszczą sprzęt i ściany, bywa, że zabiorą pojemnik z łazienki, wykręcą baterię lub oprawę oświetleniową. Są to na szczęście marginalne przypadki.
Czasem trzeba szukać sprawiedliwości przed sądem, Szpital im. E. Szczeklika ma pierwszą taką sprawę. 64‑letni pacjent obrażał pielęgniarki, obrzucając je wulgaryzmami, doszło też do rękoczynów. W grudniu ubiegłego roku tarnowska prokuratura otrzymała zawiadomienie w tej sprawie. – Wszczęto dochodzenie, przesłuchano personel, pacjentów i osoby, które przychodziły w odwiedziny do chorych – mówi Elżbieta Potoczek‑Bara z Prokuratury Okręgowej w Tarnowie. Mężczyzna usłyszał w sumie aż dziesięć zarzutów, ale nie przyznał się do winy, przedstawiając własną wersję wydarzeń, wkrótce czeka go pierwsza rozprawa przed sądem.
Zgodnie z prawem zarówno lekarz, jak i pielęgniarka są funkcjonariuszami publicznymi i nie można ich obrażać bez konsekwencji. Oznacza to, że za ich znieważanie i naruszenie nietykalności cielesnej podczas pełnienia obowiązków służbowych grozi grzywna, ograniczenie wolności albo więzienie.
Problem agresji pacjentów jest na tyle poważny, że niektóre okręgowe izby lekarskie organizują szkolenia, podczas których uczą, jak rozmawiać z pacjentem i być asertywnym, nie wzbudzając przy tym agresji. Jak dotąd w Okręgowej Izbie Lekarskiej w Tarnowie nie organizowano takich kursów, ale jej prezes Tadeusz Zych przyznaje, że byłyby one potrzebne. – Jesteśmy niewielką izbą, jeśli nawet sami nie będziemy mogli zorganizować odpowiedniego kursu dla naszych lekarzy, może warto zastanowić się nad współpracą z krakowską OIL, aby medycy z regionu tarnowskiego mogli uczestniczyć w szkoleniach w Krakowie.
Dziś na dodatek lekarza można oszkalować w Internecie. Przybywa stron służących do oceniania personelu medycznego, choć nikt nie kontroluje rzetelności ocen. A zdenerwowany internauta może wystukać na klawiaturze komputera, co mu się podoba.

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o