Zmieniają koci świat

0
105
Krzysztof Giemza z kotem Milusiem
Krzysztof Giemza z kotem Milusiem | Fot. Fundacja „Zmieńmy świat”/Facebook
REKLAMA

Mimi, Miluś, Zuzia, Rózia, Kacperek, Mela – te i wiele, wiele innych kotów zostało uratowanych przed niechybną śmiercią. Każdy zwierzak ma swoją historię, niektóre ciężko chorowały, inne padły ofiarą samochodowych wypadków. Od 18 lat w Tarnowie działa Fundacja „Zmieńmy świat”, jej prezes Krzysztof Giemza podsumowuje, że był to czas wielu wyzwań, pokonanych przeszkód i ogromnych emocji, przegranych i wygranych bitew o zdrowie i życie czworonogów. Przez koci azyl przewinęło się kilkaset zwierząt.

– Koty to istoty niezwykłe, inteligentne i wrażliwe, wbrew obiegowym opiniom bardzo przywiązują się do swoich właścicieli. Wyrzucone z samochodu zwierzę długo siedzi w jednym miejscu i czeka na powrót pana. Koty zapadają na ciężką depresję po śmierci swoich właścicieli. Znakomicie odczytują intencje ludzi, obserwują nas, wielokrotnie byłem świadkiem sytuacji, gdy ktoś wchodził do pomieszczenia, a koty natychmiast uciekały, wyczuły, że nie mają do czynienia z przyjacielem. Mają wreszcie sierściuszki nieprawdopodobny zmysł orientacji, wywiezione daleko od domu potrafią do niego wrócić nawet po trzech miesiącach. Wielu naukowców zwraca uwagę, że koty mają znakomity wpływ na pacjentów z zaburzeniami psychicznymi, motywują do działania dzieci – mówi Krzysztof Giemza.

REKLAMA

Ofiary niewyobrażalnego okrucieństwa
Fundacja „Zmieńmy świat” założona została, jak wyjaśnia prezes Giemza, z dwóch powodów – z miłości i z konieczności. – 18 lat temu w Tarnowie i jego okolicach nie było miejsca, w którym koty znalazłyby pomoc i schronienie. Chore i poranione zwierzęta chowają się, cierpią w ukryciu, w każde wakacje mnóstwo ich zostaje wyrzuconych z domów, spanikowane giną pod kołami samochodów, albo umierają z głodu. I nie jest prawdą, że kot zawsze spada na cztery łapy, w trudnych sytuacjach sobie nie radzą, szczególnie te, które mieszkały wcześniej z ludźmi. Wiele tych zwierząt chodzi samopas, błąkają się, szukają jedzenia, często są ofiarami niewyobrażalnego okrucieństwa i agresji. Niedawno uratowaliśmy kotkę ze Zgłobic – Mimi, ktoś próbował ją zabić, uderzył nią o ścianę, miała mnóstwo obrażeń, między innymi rozbitą czaszkę, cud, że przeżyła. Potrzebne na leczenie Mimi pieniądze zebraliśmy w trzy dni, przeszła trzy skomplikowane operacje, teraz ma się znakomicie i psoci z kolegami z azylu. Zwierzątko zostanie już u nas na zawsze, wymaga specjalnej troski, nie możemy jej nikomu oddać, nie darowałbym sobie, gdyby coś jej się stało – zaznacza Krzysztof Giemza.

Rozmowy z kotami
Mieszkanie prezesa Fundacji „Zmieńmy świat” i jego żony Anny w całości dostosowane jest do kocich potrzeb, obok niego znajduje się szpitalik, w którym przebywają koty stare, niepełnosprawne i chore, obok domu państwa Giemzów znajduje się także wybieg. – W mieszkaniu mam teraz 14 kotów, rozmawiam z nimi, patrzą na mnie uważnie i słuchają. To są poważne rozmowy, bo z tymi metafizycznymi istotami o byle czym mówić się nie da. Niektóre z tych zwierząt u nas się urodziły, to jest ich dom, ich terytorium, bronią go, pilnują przed obcymi. Gdy pojawia się nowy koci lokator, syczą na niego i prychają, ale gdy zwierzę jest chore nie mają do niego zastrzeżeń, czują, że potrzebuje pomocy i przyjmują go bez szemrania. Od lat zaznajamiam się z kocią psychiką, na przykład w czasie koniecznych zabiegów medycznych czy pielęgnacyjnych muszę zachować stoicki spokój, gdyby zwierzę wyczuło moją złość czy niepewność, nie przyjmie lekarstwa, nie pozwoli zrobić sobie zastrzyku – mówi prezes.
Problemem bardzo trudnym, z którym opiekunowie kotów spotykają się niemal każdego dnia jest sposób traktowania tych zwierząt przez ludzi. – Okrucieństwo, agresja, brutalność to niemal codzienność, szczególnie na wsiach. Ludzie starsi mają uprzedzenia do sterylizacji samiczek, te rodzą więc dwa razy w roku, a kocięta likwidowane są w różny sposób, każdy z nich to czysty sadyzm – maluchy są topione, zabijane siekierą czy kamieniem. Dobrze, jeśli dzieje się to tuż po urodzeniu, znam jednak przypadki, kiedy kotki mordowane były, gdy już chodziły. Żaden człowiek z otwartym umysłem nie zrobiłby tego, z całą odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że czynów tego typu dopuszczają się tylko osoby ze skrzywioną psychiką. A przecież małe kocięta można za darmo uśpić w pierwszym tygodniu ich życia, gdy mają jeszcze zamknięte oczy i nie mają rozbudzonej świadomości. Nic to nie kosztuje, a zwierzęta nie cierpią.

Miłość i szacunek do zwierząt
Prezes dodaje, że powoli świadomość faktu, iż zwierzę cierpi podobnie jak człowiek, stale rośnie. – Są ludzie, którzy zupełnie bezinteresownie opiekują się kotami, karmią je, w razie potrzeby chodzą z nimi do lekarzy. Znam panie, które przygarnęły całe stadka liczące od kilku do nawet kilkunastu zwierząt, takim osobom nigdy nie odmawiamy pomocy, zawozimy karmę dla ich podopiecznych, sterylizujemy kotki. Niedawno dwie dziewczynki – Paulinka i Patrycja zebrane na wakacje pieniądze przekazały na leczenie kotów z naszego szpitalika. Obserwują internetową stronę, interesują się wszystkim, co się u nas dzieje, same bardzo kochają koty. Te niezwykłe małe dziewczynki zrezygnowały z własnych przyjemności, aby pomóc w ratowaniu bezdomnych i porzuconych kocich sierot. To wielka zasługa ich rodziców, którzy uczą je szacunku do zwierząt, empatii i w ogóle miłości do życia. Innym przykładem jest pani Anna, która niedawno przeszła na emeryturę, nagrodę pieniężną, jakę otrzymała z zakładu pracy, przeznaczyła na zakup karmy dla kotów – wspomina Krzysztof Giemza.
Mnóstwo podopiecznych fundacji trafia do adopcji. – Ludzie szukają kotów, jak jakiś wpadnie im w oko, gotowi są jechać po niego na drugi koniec Polski. Ale nasze sierściuszki wyjechały też do Wiednia, Berlina, Londynu, Bratysławy. Są także takie zwierzęta, które do adopcji się nie nadają, nie dają się socjalizować, żyją wolno, a my dyskretnie im pomagamy, są szczęśliwe – puentuje Krzysztof Giemza.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o