Pionier elektronicznego rocka

0
borowiec
REKLAMA

Artysta urodził się 6 czerwca 1944 roku w Tylży w ówczesnych Prusach Wschodnich. Wielu jego bliskich, w tym ojciec, zostało zamordowanych przez niemieckich nazistów. Dzięki matce, z którą przeniósł się do Berlina, jako dwunastolatek rozpoczął lekcje gry na fortepianie, a trzy lata później zajął się gitarą.
Ze sceną muzyczną związał się bardzo wcześnie, bo jeszcze w początkach lat 60‑tych, kiedy to utworzył i kierował kolejno kilkoma zespołami rockandrollowymi. Muzykowanie nie przeszkodziło mu jednak w ukończeniu malarstwa i grafiki na zachodnioberlińskiej Akademie der Künste.
W 1967 z formacją The Ones zagrał w ogrodzie Salvadora Dali w Cadaques w Hiszpanii, gdzie muzyka stanowiła tło dla wystawy rzeźby. Dali powiedział mu wówczas, że już dawno zrozumiał pewną prawdę, w świetle której nigdy nie należy mówić, że coś jest niemożliwe, bo skoro się już to pomyślało, to tym samym jest to możliwe. Ponoć był to punkt zwrotny w karierze Froesego.
Wróciwszy do Berlina Zachodniego postanowił stworzyć coś rdzennie niemieckiego. Jego ideą było stworzenie zespołu grającego ambitną na wskroś niemiecką muzykę. W październiku 1967 roku,doszło do założenia formacji Tangerine Dream, której nazwę zaczerpnął z tekstu piosenki Beatlesów Lucy in the Sky with Diamonds.
Pierwszy album formacji – Electronic Meditation (1970) – zawierał psychodeliczną, eksperymentalną muzykę elektroakustyczną, pozbawioną rytmu i jakiejkolwiek melodyki, przesyconą natomiast ciężkim medytacyjnym klimatem.
Po nagraniu Elektronicznych Medytacji Klaus Schulze, który wspierał Froesego, odszedł, a zastąpił go Chris Franke. W maju 1971 Froese przyjął do grupy utalentowanego 19‑letniego klawiszowca – Petera Baumanna.
W składzie Froese‑Franke‑Baumann zespół Tangerine Dream działał do grudnia 1977 roku. W tym czasie wykrystalizował się jego unikalny styl muzyczny, który nie rezygnując z wyrafinowanych klimatycznie suit, nagrywanych z ciągle rosnącym udziałem elektronicznego instrumentarium, skupiał uwagę na coraz staranniej budowanych walorach rytmicznych i melodycznych kompozycji.
W 1977 roku muzyka Tangerine Dream trafiła na ekrany kin. William Friedkin (Francuski łącznik, Egzorcysta) dostrzegł muzykę Froesego i jego kolegów jako świetne dopełnienie filmu Cena strachu. Od tej pory twórczość Tangerine Dream można podzielić na trzy równoległe etapy: albumy studyjne, płyty koncertowe oraz ścieżki dźwiękowe do filmów.
Komponowanie muzyki ilustracyjnej nie spowodowało jednak poważniejszych zmian w muzycznym wizerunku grupy. Zresztą rozbudowane kompozycje, tworzące niezwykłe muzyczne pejzaże, spełniały w dużej mierze postulat muzyki ilustracyjnej. Wykorzystanie wyobraźni do pokierowania filmowymi emocjami było jak najbardziej naturalną konsekwencją muzycznej poetyki artysty. Coraz częściej komponowane soundtracki różniły się jednak od albumów studyjnych większym zdyscyplinowaniem czasowym poszczególnych utworów, wynikającym z samego charakteru muzyki filmowej.
Edgar Froese z pomocą kolejnych muzycznych partnerów stworzył oryginalną niemiecką muzykę elektroniczną. Pokazał, jak wykorzystać najnowsze zdobycze instrumentarium klawiszowego, a poprzez formalne zaawansowanie kompozycji wyznaczył nowe kierunki w studyjnej technologii nagraniowej.
Oprócz pracy w grupie, wydał szereg płyt solowych. W połowie lat osiemdziesiątych zaprzestał jednak działalności solowej, a z Tangerine Dream zaczął podążać w stronę łagodnego, przejrzystego brzmienia charakterystycznego dla muzyki new age.
Dziś, chociaż od czasu, kiedy w uniesieniu słuchałem brzmień Tangerine Dream, upłynęło wiele lat, to jednak wciąż lubię powracać do krążków takich jak: Ricochet, Stratosfear, Force Majeure czy zwłaszcza Encore. Myślę, że dzieje się tak nie tylko za sprawą moich sentymentów, to po prostu zasługa Edgara Froesego.
Artysta miał jeszcze sporo planów. Niestety, podczas pobytu w Wiedniu popołudniem 20 stycznia zupełnie niespodziewanie zmarł na skutek zatorowości płucnej. Trzeba powiedzieć, że jego stan zdrowia w ogóle na to nie wskazywał, tym bardziej że od lat starał się żyć bardzo rozsądnie; był wegetarianinem, nie palił, był abstynentem, a narkotyki nigdy go nie kręciły. Śmierć jednak nie wybiera, ale, jak twierdzą muzycy, z którymi przez lata współpracował, Edgar powiedział niegdyś: Nie ma śmierci, to tylko zmiana naszego kosmicznego adresu.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze