18 stycznia przypadła 5 rocznica śmierci Marii Koterbskiej, artystki, która w latach 50. i 60. ubiegłego wieku należała do najpopularniejszych piosenkarek w Polsce.
Była artystką cenioną za szyk i elegancję, a jednocześnie za niezwykłą pogodę ducha i wielką życzliwość. Nie bez przyczyny Ryszard M. Groński, znawca scenicznych trendów, pisał o niej: Koterbska to lekcja kultury na estradzie.
Witold Filler w Gwiazdozbiorze estrady polskiej rzecz tak ujmował: Ludzie przepadają za Koterbską, bo zjawia się ona na estradzie, by nieść uśmiech i radość. Nie wykonywała piosenek ambitnych – wykonywała piosenki, które chcieli z nią wszyscy śpiewać. Miały chwytliwe rytmy, ale dobrze napisany tekst. Nie kreowały nowych poetyk lecz wyróżniała je sugestywność szlagwortów.
Gdy jako brzdąc bawiłem się na podwórku, wspólnie z innymi dzieciakami podśpiewywałem jej piosenkę Karuzela, a mojej smarkatej ferajnie znane były również inne piosenki pani Marii, ot jak choćby Parasolki czy Serduszko puka w rytmie cza-cza. Wcześniej, bo jeszcze w latach 50. cała Polska – jak pisał o tym Witold Filler – śpiewała wraz z nią, że brzydula i rudzielec – niby nic, a znaczy wiele lub wio koniku, a jak się postarasz.
Piosenkarka urodziła się 13 lipca 1924 roku w Białej (dziś Bielsko-Biała) jako córka Janiny Mirowskiej, pianistki i Władysława Koterbskiego, dyrygenta lwowskiego chóru Echo. Muzyki uczyła się od wczesnego dzieciństwa, uczęszczając jednocześnie do szkoły baletowej. Jej estradowa kariera rozpoczęła się właściwie przypadkowo, gdy jako młoda studentka farmacji odśpiewała szalenie popularny w końcu lat 40. przebój Stary młyn. Było to w 1949 roku, podczas występu w sylwestrowym programie katowickiego teatru Studenci i aktorzy – Warszawie. Dzięki temu występowi, niemal z marszu – jak można o tym przeczytać w Leksykonie Polskiej Muzyki Rozrywkowej Ryszarda Wolańskiego – rozpoczęła współpracę z prowadzoną przez Jerzego Haralda Orkiestrą Taneczną Rozgłośni Śląskiej Polskiego Radia, śpiewając solo oraz w tercecie Nas-Troje.
W 1955 roku wykonała wspomnianą piosenkę Karuzela w filmie Irena do domu, komedii w reżyserii Jana Fethkego. Na planie filmowym piosenkarka zaprzyjaźniła się z odtwórczynią roli tytułowej – Lidią Wysocką. Wkrótce potem obie artystki założyły kabaret – Wagabunda, z którym przez dwanaście lat objechały Polskę i sporą część polonijnego świata.
W 1963 roku na festiwalu w Sopocie artystka zdobyła drugą nagrodę za piosenkę Odejdź smutku, a wkrótce potem do kolekcji dołączyła nagrody zdobyte na festiwalach w Lublanie i Belgradzie.
W roku 1964 w plebiscycie radiowym otrzymała tytuł Piosenkarki Dwudziestolecia. W tamtym czasie, a także na początku lat 70. jej wspomniane przeboje, a także kolejne szlagiery, jak Augustowskie noce czy Tak w Polskę iść często gościły na antenie radia, brzmiały na dancingach i wszelkich potańcówkach od Bałtyku po Tatry.
Zadziwia fakt, że tak popularna piosenkarka na zdobycie pierwszej Złotej Płyty czekała do 1975 roku. Nie miała też szczęścia do występów Opolu i honorowe Grand Prix otrzymała dopiero w roku 1987. W tamtej dekadzie, co godne podkreślenia, wielokrotnie zasiadała w jury opolskiego festiwalu.
W 1996 roku za wybitne osiągnięcia w sztuce estradowej została uhonorowana Nagrodą Artystyczną Polskiej Estrady Prometeusz. Tamtego też roku podczas galowego koncertu w Sopocie otrzymała Diamentowy Mikrofon. Mocno wzruszona, nie miała siły, by wyśpiewać wszystkie bisy, jakich domagała się od niej równie wzruszona publiczność.
W lipcu 2022 roku odsłonięto pomnik artystki w Augustowie, a dwa lata później, w setną rocznicę urodzin, w jej rodzinnym mieście, Bielsku-Białej.






















