Ukryty przekaz

0
REKLAMA

Ukryty przekazCztery dekady temu, 24 czerwca 1983 roku wytwórnia Jet Records wydała dziesiąty album zespołu Electric Light Orchestra, zatytułowany Secret Messages.

Zespół Electric Light Orchestra polubiłem od płyty A New World Record, którą nagrałem, o ile pamiętam, z „trójkowego” programu Kiermasz płyt Piotra Kaczkowskiego. Zarejestrowana na magnetofonowej taśmie, przez wiele tygodni brzmiała w moim domu. Kolejne wydawnictwa „Elektryków”, począwszy od Out Of The Blue, poprzez Discovery, a na Time skończywszy, bardzo lubiłem. Zresztą, jak czas pokazał, był to „złoty okres” w historii bandu dowodzonego przez Jeffa Lynne’a.

Od tamtych lat minęło kilka muzycznych epok, a jednak brzmienia, jakie prezentował wtedy zespół, wciąż przywołują ciepły dreszcz nastoletnich wspomnień. Dlaczego? Bo to muzyka zdecydowanie przyjemna dla ucha, może i lekka, ale wysmakowana, znakomicie zaaranżowana, rzec można nawet, że elegancka.

REKLAMA (2)

Płyta Secret Messages, choć nie utrzymała poziomu swoich poprzedniczek, stanowiła „łabędzi śpiew” Orkiestry, oczywiście tej najlepszej, bo wydana trzy lata później Balance Of Power była już tylko cieniem najbardziej udanych dokonań.

Pierwotnie Secret Messages miała być podwójnym albumem, ale plan został pokrzyżowany przez wytwórnię, której szefowie uznali, że wyprodukowanie podwójnego winyla będzie zbyt kosztowne. W rezultacie lider bandu, Jeff Lynne, musiał zredukować zarejestrowany materiał do jednego krążka. Usunięte zostały najbardziej ambitne utwory, w tym poświęcony idolom lidera Beatles Forever. Część kompozycji powędrowała na strony B wydawnictw singlowych. W Wielkiej Brytanii ukazały się trzy single promujące album: Rock’n’Roll Is King, tytułowy Secret Messages oraz Four Little Diamonds. Ten pierwszy stał się zarazem ostatnim hitem zespołu plasującym się w brytyjskiej Top 20.

Przy rejestrowaniu materiału wydanego na płycie Jeff Lynne użył pierwszy (a zarazem ostatni) raz cyfrowego wielościeżkowego magnetofonu. W tamtym czasie było to absolutną nowością.

Wcześniej zespół wypróbował nowe miejsce do nagrywania w Wisseloord Studios w Hilversum, w Holandii. Dźwięk w studio był ponoć taki, jaki Lynne lubił. Dzięki temu nagrywanie tak bardzo się mu spodobało, że napisał tyle utworów, ile potrzeba na zapełnienie podwójnego albumu. Prace nagraniowe trwały 6 miesięcy.

Właściwie wszystko było koncepcyjnie dopracowane. Również okładka, a także sam tytuł. Na język polski można go było tłumaczyć na kilka sposobów: ukryte widomości, tajemne przesłanie lub też tajny, albo raczej ukryty przekaz. Był to prztyczek w nos chrześcijańskim nadgorliwcom, którzy zaliczali Lynne’a do grona wykonawców zamieszczających szkodliwe dla moralności lub wręcz szatańskie przesłania na płytach, zwłaszcza jeśli niektóre kompozycje odtwarzano od tyłu (ciekawe, kto je tak przesłuchiwał?!).

REKLAMA (3)

Zatem, w nawiązaniu do szyldu płyty, już w pełnej energii piosence tytułowej słychać było nazwę formacji przekazaną alfabetem Morse’a oraz tekst, który brzmiał: „Welcome to the show”. Natomiast w piosence Stranger głos odtworzony wspak mówił: „Odtwarzasz mnie wspak”. Niezły odjazd!

Słów jednak kilka o muzyce. W styczniu 2013 roku w recenzji płyty opublikowanej na łamach miesięcznika „Teraz Rock” Paweł Brzykcy napisał: Senna beatlesowska ballada „Take Me On And On” pokazuje, że styl E.L.O. był jednak poza chwilowymi muzycznymi modami. „Four Little Diamonds” to pop rock, jednak z urokliwymi, szlachetnymi wielogłosami. I z tekstem potępiającym kobiece zakłamanie. Ostrzejszy „Danger Ahead” przełamywany jest łagodnymi smyczkami – na tej płycie jeszcze prawdziwymi. Natomiast „Loser Gone Wild” to muzyczna schizofrenia. Rewelacyjny, klimatyczny temat z saksofonem i nastrojowym śpiewem zderza się z dyskoteką. Zupełnie jakbyśmy uchylali drzwi dwóch sal koncertowych, w których grają zespoły z dwóch różnych bajek. Do inteligentnego popu lat 80. przynależy spokojny „Letter From Spain”, jednak głównemu tematowi zdaje się brakować rozwinięcia. Zaś „Rock’n’Roll Is King” zgodnie z tytułem to rock’n’roll archetypowy, jednak zbyt stereotypowy. Chyba że za oryginalną uznamy skrzypcową solówkę Mike’a Kaminskiego.

Na Wyspach album dotarł do pozycji czwartej tamtejszej listy bestsellerów; w Stanach, niestety, nie znalazł się nawet w pierwszej trzydziestce. Po latach piosenka Letter From Spain została wykorzystana jako podkład muzyczny w reklamach Igrzysk Olimpijskich, które w 1992 roku odbyły się w Barcelonie.

W 2001 roku Secret Messages zostało zremasterowane i ponownie wydane na płycie CD z dodatkowymi utworami, w tym również z wcześniej niepublikowaną oryginalną wersją kompozycji Endless Lies.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze