
Kiedy skręcam z drogi tarnowsko-mieleckiej w kierunku Nowej Jastrząbki, natrafiam na rozwidlenie dróg. Nie wiadomo, którą pojechać dalej. Na przystanku koło kościoła zauważam kobietę w okularach, która czeka na autobus. Zatrzymuję samochód, chcę się dowiedzieć, jak dojechać do Krakowa. W jednej chwili oczy pani robią się okrągłe ze zdziwienia…
– Do Krakowa?… To gdzie pan zajechał, panie? Trzeba się wrócić do Tarnowa, a stamtąd albo autem, albo pociągiem…
– Ale ja nie pytam o ten Kraków z Wawelem – wyjaśniam prędko. – Mnie chodzi o wasz Kraków, miejscowy.
– Aaaa… nasz? Trzeba było tak od razu. Skręci pan w prawo i pojedzie prosto…
Kilkanaście kilometrów na wschód od Tarnowa leży Kraków. Naprawdę. Na bardzo dokładnych mapach łatwo go można odnaleźć. Trudniej jednak trafić, gdyż nie wiadomo, gdzie się zaczyna, a gdzie kończy. Nie ma żadnych tablic i drogowskazów, bo być nie może. W tej sytuacji zamiast do Krakowa, dojeżdżam do… Wesołej.
Pytany o drogę starszy pan śmieje się: – W dawnych latach to żeśmy trochę żartowali z tych z Krakowa. Mówiliśmy na nich paniska, że mają się za lepszych od nas, bo wiadomo: Kraków to Kraków. A my się Wesoła nazywamy, bo w dawnych czasach była tu karczma, było wesoło.
Trzeba zatem wrócić ze dwa kilometry na południe. Wnet zatrzymuję się przy asfaltowej drodze, rozglądam dookoła. Po obu stronach stoją domy – kilka z nich ma już bardzo starą metrykę, po trosze zabytkową, ale przeważają nowe budynki. Między nimi funkcjonuje niewielki prywatny tartak. W pobliżu pola, na których latem rośnie kukurydza. Coś jeszcze? Przystanek PKS, na wiacie którego ktoś sprayem wypisał pewną złotą myśl: Łączy ludzi trawa, dzieli ludzi siano. To chyba cytat z hitu jednego z raperów. Ktoś inny ogłasza się na tym samym przystanku, że kupi poroża: daniela, jelenia, łosia, całe czaszki, wieńce w każdym stanie, połamane, zielone, lakierowane.
Szczekanie psów
Jestem w Krakowie. Nie ma już wątpliwości, bo nazwę Kraków odnajduję na rozkładzie jazdy busów. Pisze wyraźnie: Nowa Jastrząbka – Kraków.
Nowa Jastrząbka w powiecie tarnowskim znana jest z dość ciekawych nazw lokalnych. Kraków to jeden z jej przysiółków. Kiedy przed wyjazdem dzwonię do sołtyski, Moniki Tomali, ona akurat prowadzi samochód. Ale otrzymuję od niej namiary na Jerzego Główkę, lokalnego pasjonata i regionalistę.
Jerzy Główka zna historię swojej wsi jak nikt, właśnie przygotowuje jej monografię. W sprawie nazwy Kraków ma takie zdanie: – Nieżyjący już Józef Gawin, mieszkaniec Jastrząbki, relacjonował mi, że w okresie przedwojennym przed jednym z domów w dzisiejszym Krakowie zbierało się w celach towarzyskich sporo osób. A z oddali, z innego miejsca na wsi, ludzie obserwowali, jak letnimi wieczorami rozświetlone jest otoczenie domu, w którym gromadziło się to towarzystwo. Ktoś miał wtedy powiedzieć, że jest tam tak jasno, jak w Krakowie…
Pani w starszym wieku uzupełnia tę wiadomość: – Tak, tak było, wujek mi o tym opowiadał. Ludzie przychodzili do domu Augustyna, rozmawiali ze sobą godzinami, a inni gadali, że porozsiadali się jak na plantach w Krakowie. Nie tak jak dzisiaj, że wszyscy siedzą pozamykani w swoich domach, bramki pozamykane i na widok człowieka tylko psy szczekają.
O, tak, to prawda. Zewsząd słychać szczekanie. Kiedy idzie się wzdłuż asfaltu, niemal na każdej bramce ostrzeżenia: Uwaga, zły pies. Strach wejść na czyjeś podwórze.
Na jednym z nim gospodarz spogląda na mnie nieufnie.
– A legitymację jakąś ma pan?
Mam, podaję do ręki, on dokładnie sprawdza, co jest tam napisane.
– W porządku – odpowiada.
Przybytek dla króla
Większość rozmówców pytana o osobliwą nazwę tego miejsca odsyła jednak gdzie indziej. Tłumaczą, że tylko starsi ludzie mogą coś wiedzieć na ten temat.
Jedna z pań, kobieta po siedemdziesiątce, snuje swoją opowieść: – W dawnych wiekach przez Jastrząbkę przejeżdżał król ze swoją świtą, a ludzie stąd przygotowali dla niego bardzo porządną toaletę. Tak porządną, że król się zdziwił i zadowolony powiedział: no, to teraz jest jak w Krakowie!
O niecodziennej nazwie przysiółka pod Tarnowem dowiedziałem się przed laty od Zofii Nawój, ówczesnej sołtyski Nowej Jastrząbki.
– Któregoś dnia przyszli do nas znajomi, pytają o moją matkę – opowiadała wówczas. – Mówię im, że pojechała do Krakowa, ale zaraz wróci. Jak to zaraz, dziwią się tamci, przecież z Krakowa kawał drogi. Nie wiedzieli, że o nasz Kraków mi chodzi. Z Ukrainą było podobnie. Kiedyś powiedziałam do kierowcy ciężarówki: – Trzeba będzie, panie Kaziu, ten żwir zawieźć na Ukrainę. Na drogę wysypać. Na Ukrainę?! – pan Kazik wywalił oczy.
Nie wiedział, że inny przysiółek w Jastrząbce ma właśnie taką nazwę: Ukraina. Nie wiadomo dlaczego, możliwe, że miała ona oznaczać kraniec wsi. Nowa Jastrząbka nie jest jednak wyjątkiem. W okolicach Tarnowa mamy wioski z przysiółkami: Japonia, Kanada, Syberia i… Paryż. Dziennikarze ekscytują się dość częstą nazwą Piekło, ale ona nic nie ma wspólnego z piekłem jako takim; oznacza zwykle dawną metaforyczną nazwę łąki.
Człowiek niczym zjawa
Ale to jeszcze nic. Na niektórych mapach zachowała się nazwa Głupia Wieś. To także przysiółek Nowej Jastrząbki, choć określenie przysiółek to już zdecydowanie za wiele. Wybrałem się tam dobrych parę lat temu. W Głupiej Wsi znajdował się tylko jeden dom. W samym środku lasu. Mieszkały w nim dwie kobiety: pani Władzia i jej 90-letnia matka. Nigdy nie miały światła; mieszkanie oświetlały świeczkami, gdyż źle znosiły zapach spalanej w lampie nafty. Prawie nikt tutaj nie docierał, poza zabłąkanymi grzybiarzami w sezonie. Byli zaskoczeni, że ktoś w tym miejscu mieszka. – Toż to koniec świata! – mówili. Pies obu gospodyń na widok obcych w popłochu uciekał do budy, jak przed groźnymi zjawami, gdyż rzadko tu kogo widywał.
W tamtym czasie pani Władzia martwiła się, że jeśli będą budować autostradę, to ją wysiedlą i dom zburzą. Nigdy nie chciała się stąd przeprowadzić.
Będąc teraz w Krakowie dowiaduję się, że mimo budowy A4 w kierunku Dębicy dom pani Władzi w Głupiej Wsi przetrwał. I ona nadal w nim mieszka, nadal bez prądu i światła. Sama, samiutka jak palec, bo matka już nie żyje. W przeszłości był tu głuchy las, od ciszy w uszach dzwoniło. Dzisiaj jakieś dwieście metrów od podwórka biegnie ruchliwa autostrada. A więc koniec świata przesunął się bardziej na północ.

















![Czy miasto kupi akcje spółki Tarnowskie Wodociągi? Pojawiają się problemy… [ZDJĘCIA] Budynek Tarnowskich Wodociągów](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2022/10/Tarnowskie-wodociagi-218x150.jpg)




