Cierpienie i umieranie, dlaczego nie potrafimy o nich rozmawiać

0
Dr Wojciech Suseł uważa, że problem umierania należy oswajać | Fot. FB Wojciech Suseł
Dr Wojciech Suseł uważa, że problem umierania należy oswajać | Fot. FB Wojciech Suseł
REKLAMA

Aby śmierć nie była tematem tabu należy o niej rozmawiać i oswajać ją, bo jest ona naturalną koleją bycia. I choć wszyscy o tym wiedzą, nie przyjmują tego do wiadomości, zachowują się, jakby byli nieśmiertelni.

Daremne leczenie potęguje cierpienia

– Było to wiele lat temu, pracowałem wówczas jako lekarz pogotowia ratunkowego, co kilka dni wzywano nas do pacjentki wyniszczonej chorobą onkologiczną. Miałem z tym ogromny problem, bo widziałem, jak kobieta cierpi, przenoszona z łóżka na nosze, potem z noszy na łóżko szpitalne, i tak w kółko, w krótkich odstępach czasu. Budziło to we mnie ogromny stres, ale także ogromny sprzeciw, bo zdawałem sobie sprawę, że to wożenie jej, wykonywanie kolejnych bolesnych zabiegów jest pozbawione sensu, bo dla chorej na raka nie ma już ratunku, jej ciało jest krańcowo wyczerpane. Teraz, po latach pracy w oddziale intensywnej terapii, gdzie umieralność jest bardzo wysoka, wiem, że uporczywe, często daremne leczenie przynosi skutki odwrotne do oczekiwanych. Bo zamiast przynosić ulgę choremu, powoduje spotęgowanie jego cierpień – mówi doktor Wojciech Suseł, ordynator oddziału intensywnej terapii w szpitalu w Dąbrowie Tarnowskiej.

Bliscy chorego zdają sobie sprawę z jego stanu. Kiedy jednak umiera, są zaskoczeni, rozpaczają, a nie mogąc się z tym faktem pogodzić, próbują za tę śmierć kogoś obarczyć – lekarza, pielęgniarkę, ratownika, kogoś z rodziny, siebie.

REKLAMA (2)

– Na mój oddział trafiają pacjenci w różnym wieku, najczęściej są to osoby starsze, z wielochorobowością, chociaż chcę zaznaczyć, że kondycja człowieka nie jest uzależniona od wieku metrykalnego. Opiekuję się 85-latkami, którzy zanim trafili na szpitalne łóżko, jeździli na nartach i chodzili po górach oraz 65-latkami, którzy od dawna leżeli obłożnie chorzy. Wszyscy jednakowo boją się o swój koniec, zastanawiają się, czy w tych ostatnich dniach będą cierpieć, czy będą w stanie wyrazić swoje zdanie, zdecydować o czymś. A ich bliscy domagają się od chorego i lekarzy, aby walczyli. Jako lekarz już po dwóch, trzech dniach po przyjęciu pacjenta na oddział wiem, jakie są rokowania, widzę, że obrany sposób leczenia nie przynosi oczekiwanych efektów, że terapia jest daremna. Większość wykonywanych przeze mnie zabiegów ma charakter inwazyjny, a chory oddycha tylko dzięki aparaturze do mechanicznej wentylacji. Podłączony jest także do szeregu innych aparatów – wspomagających krążenie i podnoszących ciśnienie krwi, do dializoterapii, czasem do sztucznego płuca – wyjaśnia doktor Suseł.

REKLAMA (3)

Nie zatrzymujmy umierających

– Jeśli nikt z zespołu lekarskiego nie wyraża sprzeciwu, najtrudniejszym zadaniem pozostaje poinformowanie najbliższych umierającego, że dalsze leczenie nie ma sensu, z rodzinami pacjentów rozmawiam o tym godzinami. Zdarza się, że niektórzy mylą odstąpienie od daremnego leczenia z eutanazją, jednak jedno z drugim nie ma nic wspólnego, bo eutanazja wiąże się z podaniem określonego specyfiku, który powoduje śmierć. Kiedy przekonamy już bliskich pacjenta, spisujemy protokół, w którym dokładnie opisujemy, z jakich zabiegów i z używania jakiej aparatury rezygnujemy. Oczywiście chory pozostaje pod respiratorem, ma zapewnione żywienie, dbamy o to, aby nie cierpiał fizycznie, zapewniamy mu komfort na te ostatnie dni, zaprzestajemy jednak stosowania technik leczniczych, które nie przyniosły efektu, nie włączamy także nowych – tłumaczy Wojciech Suseł.

Często jest tak, że umierający chcą zostawić bliskim testament duchowy, przekazać im ważne ich zdaniem słowa dotyczące dalszego postępowania, aby ci, którzy zostają w spokoju, przetrawili śmierć, niektórzy oczekują także rozgrzeszenia.

– Dlatego o wiele lepiej dla wszystkich byłoby, aby chorzy i cierpiący odchodzili w domach, wśród bliskich. Jednak tego tematu boją się nawet sami lekarze, nie potrafią tego przekazać właściwymi słowami, obawiają się, że zostaną posądzeni o to, iż albo nie chcą, albo nie umieją zająć się ciężko chorymi. I temat jest odwlekany, a pacjent cierpi. Z punktu widzenia emocjonalnego, w umieraniu nie chodzi tylko o kogoś, kto odchodzi, ale także o jego bliskich. Można przeżywać to inaczej niż tylko w oczekiwaniu na cud, na to, że chory wyzdrowieje. Bo dochodzi wtedy do paradoksalnych sytuacji, gdy umierający udaje, że będzie lepiej, chociaż on już wie, że przeżywa swoje ostatnie chwile. Nie zatrzymujmy więc umierających, bo największym dowodem miłości jest pozwolenie na to, aby w spokoju odeszli. Wystarczy po prostu z chorym być, potrzymać go za rękę i zrozumieć, że już nic dla niego nie można zrobić. W rodzinach powinno się rozmawiać o śmierci jako o czymś naturalnym, nie opisywać jej w kategoriach strachu, bólu, niewiadomej. Bo to akurat jest pewnikiem, skoro się urodziliśmy, to odejdziemy.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze