William Rory Gallagher urodził się 2 marca 1949 roku w Ballyshannon. Swoje pierwsze doświadczenia estradowe zdobywał, grając w zespole The Fontana Showband, a następnie w The Impact Showband. Jako szesnastolatek założył grupę Taste. Band istniał pięć lat i zapisał się w historii blues-rocka jako znakomite trio, które z zaściankowej anonimowości doszło do międzynarodowej sławy.
Płyty firmowane przez Taste są do dziś poszukiwane przez fanów dobrego, soczystego bluesa z rockowym pazurem. Trzy lata temu ukazała się Blu‑ray (również DVD) Taste. What’s Going On. Live At Isle Of Wight, zawierający zapis koncertu grupy, jaki w 1970 roku odbył się podczas legendarnego festiwalu na wyspie Wight. Dodatkowo na krążku znalazły się bonusowe materiały zawierające m.in. występy Taste zarejestrowane dla programu telewizyjnego Beat Club. Warto sięgnąć po to wydawnictwo, bo kapitalnie obrazuje umiejętności, muzyczną wyobraźnię, a przede wszystkim pasję, z jaką grał ten bardzo młody wówczas zespół.
Rory, jeszcze jako nastolatek, okazał się bardzo pracowitym i konsekwentnym artystą o nieprzeciętnym talencie. Ktoś w latach siedemdziesiątych zapytał go, jaką muzykę będzie grał za dziesięć lat. Gallagher odpowiedział, że ciągle tę samą, tylko zdecydowanie lepiej. I rzeczywiście technikę gry szlifował do końca swoich dni. Potrafił zręcznie zachować podstawowe przesłanie bluesa, jednocześnie nie wynosząc go na piedestał. Śmiało korzystał z tradycji boogie i twórczo sięgał po stricte rockowe rozwiązania, będąc przy tym bardzo nowoczesnym interpretatorem. Jego gra wzbudzała podziw, a potrafił grać fenomenalnie tak na swoim steranym stratocasterze z 1961 roku, jak na mandolinie, harmonijce ustnej i… saksofonie. Pamiętam, że jeszcze jako młodszy nastolatek z zapartym tchem słuchałem nagrań Rory’ego. Nienaganna technika gitarowa, do tego ostre, wyraziste, bardzo charakterystyczne frazowanie musiało się podobać każdemu, kto lubił mocne blues‑rockowe brzmienia.
Rory od początku czerpał inspiracje z muzyki czarnych bluesmanów, przez których był uznawany za najlepszego białego gitarzystę. Muddy Waters i Albert King zaprosili go nawet do udziału w sesjach nagraniowych.
Po rozpadzie Taste artysta postanowił kontynuować karierę pod własnym nazwiskiem. Pozostało mu tylko znalezienie nowych muzyków. Odbył kilka prób z – tworzącymi słynną sekcję rytmiczną The Jimi Hendrix Experience – Noelem Reddingiem i Mitchem Mitchellem. Ostatecznie jednak wybrał dwóch nieznanych instrumentalistów z Irlandii Północnej – basistę Gerry’ego McAvoya i perkusistę Wilgara Campbella. Debiutancki album powstał właśnie przy ich udziale oraz z gościnnie grającym na pianie Vincentem Cranem z zespołu Atomic Rooster.
Dla mnie osobiście ciekawym pozostaje fakt, że pierwszym utworem, jaki w wykonaniu Gallaghera w ogóle usłyszałem, był otwierający ten jego debiutancki krążek Laundromat. Ów hard rockowo brzmiący numer zakręcił mnie swoim świetnym bluesowym riffem.
W drugim na płycie Just The Smile następowała istotna zmiana klimatu. Utwór opierał się na brzmieniach akustycznych, czerpiąc przy tym inspiracje z folku. Od dźwięków gitary akustycznej rozpoczynała się także poruszająca ballada I Fall Apart. To jedna z moich ulubionych kompozycji. Gallagher niespiesznie zbudował w niej napięcie zmierzające do intensywnej, natchnionej końcówki. Potem na płycie następował kawałek Wave Myself Goodbye – akustyczny blues z bardziej mówioną niż śpiewaną partią wokalną i pianinem brzmiącym w nowoorleańskim stylu (zasługa Crane’a).
Kolejne Hands Up oraz Sinner Boy stanowiły przejaw pełnego energii, bluesowo zabarwionego hard rocka ze świetnymi partiami gitarowymi (ten drugi powstał jeszcze w czasach Taste i był wykonywany przez zespół na koncertach). W balladowym For the Last Time Gallagher znów rewelacyjnie zbudował dramaturgię, a jego popisom towarzyszyła wyrazista gra sekcji rytmicznej. Dwa kolejne utwory okazywały się powrotem do akustycznego brzmienia. It’s You zdradzało wpływ country, natomiast akustyczny blues I’m Not Suprised czarował melodią.
Niewątpliwą perłą był wieńczący całość Can’t Believe It’s True, utwór wyróżniający się „ujazzowioną” rytmiką i partiami saksofonu w wykonaniu samego Gallaghera. Piękny finał.
Na koniec warto dodać, że w roku wydania debiutanckiego albumu w rankingu opiniotwórczego brytyjskiego magazynu Melody Marker Gallagher został wybrany Międzynarodowym Muzykiem Roku, wyprzedzając samego Erica Claptona.
Solowy debiut Gallaghera
REKLAMA
REKLAMA
![Własnoręcznie ratują pozostałości po Zamku Tarnowskich na Górze św. Marcina [ZDJĘCIA] Zbieranie cegieł zamek](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/04/Zbieranie-cegiel-zamek-10-218x150.jpg)


![Rozpoczęły się Targi Pracy i Innowacji Tarnowskich – ITAR 2026 [ZDJĘCIA] Targi Pracy 2026](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/04/Targi-Pracy-2026-11-218x150.jpg)

![Prace przy „Szczucince” rozpoczęli od wycinki dzikiej zieleni [ZDJĘCIA] Stacja Dąbrowa Tarnowska 2026](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/04/Stacja-Dabrowa-Tarnowska-2026-5-218x150.jpg)















