Gmina wiejska Tarnów ma fotoradar od kilku lat. Kiedy zdecydowano tam o powstaniu straży gminnej, słychać było nawet opinie, że powstaje ona przede wszystkim dla… fotoradaru. W tym czasie dochodziły już wieści z innych gmin, że urządzenia te, użytkowane przez samorządowych strażników, przynoszą niekiedy milionowe wpływy.
– Nasza straż dysponuje jednym fotoradarem stacjonarnym, który zlokalizowany jest w Tarnowcu na drodze nr 977. To ruchliwe, niebezpieczne miejsce, niedaleko jest szkoła. W ubiegłym roku kwota mandatów, które wynikały z pracy tego urządzenia, przekroczyła 800 tys. zł – informuje Piotr Pawlina, rzecznik prasowy Urzędu Gminy w Tarnowie.
W budżecie na ten rok przyjęto, że dochody gminy Tarnów osiągną kwotę ok. 64 mln zł, więc 800 tys. to suma nie do pogardzenia.
Fotoradar samorządowy znajduje się także w Bochni, na ul. Proszowskiej. Komendant bocheńskiej straży, Krzysztof Tomasik, mówi, że urządzenie zostało postawione ze względu na czyhające tu niebezpieczeństwa, na wniosek radnych i mieszkańców oraz w porozumieniu z policją.
– Mimo że fotoradar na Proszowskiej stoi już jakiś czas, nadal wielu kierowców rozwija na tym odcinku zawrotne prędkości – twierdzi komendant. – Mieliśmy motocyklistę, który przemknął tędy z prędkością 170 km na godz. oraz kierowców samochodów osobowych, na których 130 na godzinę nie robi większego wrażenia. Przypominam, że tędy można jechać tylko pięćdziesiątką.
Fotoradar z ul. Proszowskiej w 2012
roku „zarobił” 179,4 tys. zł.
Komendant bocheńskiej straży wyraża pogląd, że fotoradary nie powinny być oznakowane.
– Należałoby zacząć od rzetelnego audytu ograniczeń prędkości – mówi. – Na wielu odcinkach dróg w całym kraju ograniczenia są zbędne albo niewłaściwie ustawiony jest limit szybkości. Po dokonaniu koniecznych zmian już jeździłoby się prędzej niż teraz, ale, moim zdaniem, fotoradary nie powinny być wówczas oznakowane. Każdy kierowca, który znajdzie się w obrębie obszaru zabudowanego, wie, z jaką prędkością wolno mu jechać i powinien tego przestrzegać. Po co ostrzegać go przed fotoradarami? To tak, jakby na domach wieszać tabliczki informujące złodziei, że jeśli włamią się do środka, to mogą ponieść konsekwencje.
Fotoradary samorządowe, które pracują obok urządzeń Inspekcji Transportu Drogowego, znalazły się ostatnio na cenzurowanym. Wielu samorządom zarzuca się, że służą tylko do nabijania samorządowej kasy. Najczęściej podawanym przykładem jest niewielka pomorska gmina Biały Bór, w której wpływy mandatowe za przekroczenia dopuszczalnych prędkości planuje się rokrocznie na poziomie kilku milionów zł, co stanowi jedną szóstą wszystkich przychodów.
– Nasze statystyki wyraźnie pokazują, że jako straż zajmujemy się przede wszystkim sprawami porządku i bezpieczeństwa w mieście – twierdzi komendant straży z Bochni. – W minionym roku liczba mandatów „fotoradarowych” nie stanowiła nawet połowy wszystkich, które nakładaliśmy za wykroczenia.
NIK rusza z kontrolą gminnych fotoradarów w Polsce, by sprawdzić, czy nie stoją one tylko po to, aby łupić kierowców. Niedopuszczalne będzie umieszczanie urządzeń w przystosowanym odpowiednio koszu na śmieci, który wygląda na oczywistą zasadzkę na kierowców.
Jak zarabiają gminne fotoradary?
REKLAMA
REKLAMA
























