W świecie komiksów

0
W świecie komiksów-Artur Grabowski - komiksy
Fot. z domowego archiwum
REKLAMA

Artur Grabowski z Ciężkowic od ponad 40 lat zajmuje się kolekcjonowaniem komiksów. W swojej kolekcji posiada ponad 4 tys. tytułów, z czego znaczną część stanowią komiksy z czasów PRL-u. Pan Artur nie ukrywa, że dla niego o wiele ważniejsza jest wartość estetyczna i sentymentalna jego zbiorów, niż materialna.

Artur Grabowski zaczął kolekcjonować komiksy w latach 70. W jego domu od zawsze była dostępna literatura, ponieważ jego ojciec, Andrzej Grabowski jest pisarzem, poetą i m. in. autorem wielu książek dla dzieci i młodzieży. – Byłem zafascynowany ilustracją książkową. W wieku 7-8 lat marzyłem o tym, aby w przyszłości samemu tworzyć ilustracje książkowe i rysunki satyryczne. Mój tata zbierał wycinki z gazety „Świat młodych”, a także egzemplarze czasopisma „Przygoda”, które znane jest starszym kolekcjonerom komiksu, ponieważ działało zaledwie przez dwa lata. Pierwszy z 97 numerów „Przygody” ukazał się w 1957 roku. Nie było to pismo ściśle komiksowe. Historyjki obrazkowe zajmowały w nim mniej niż połowę objętości. Dodatkowo dochodziła do tego słaba jakość druku i niskiej jakości papier. Pamiętam, że pierwszym prawdziwym komiksem, który wpadł w moje ręce, była jedna z serii przygód „Tytus, Romek i A’Tomek”. Kolejne ilustracje mobilizowały mnie do szybszej nauki czytania, bo chciałem za wszelką cenę wiedzieć, o czym mówią bohaterowie. Myślę, że to właśnie był ten moment, w którym fascynacja do komiksów wręcz mną zawładnęła – tłumaczy mieszkaniec Ciężkowic.

Ceny robią wrażenie

Przez następne kilkadziesiąt lat Artur Grabowski nabywał kolejne komiksy w kioskach z gazetami, w księgarniach, antykwariatach, na aukcjach internetowych, targach staroci, czy festiwalach i targach książki. Obecnie jego kolekcja liczy ponad 4 tys. pozycji, które przechowuje na półkach oraz w plastikowych i kartonowych pudłach.

REKLAMA (2)

– Mam w swoich zbiorach komiksy z Polski, ale także z różnych zakątków Europy czy świata. Posiadam wszystkie 31 egzemplarzy legendarnego magazynu opowieści komiksowych „Relax” z lat 1976-81, który współcześnie został wydany w 3 tomach w formie antologii. Do tego dochodzi także „Wehikuł czasu i inne opowieści”. Jest to wydanie zbiorcze wszystkich komiksów Waldemara Andrzejewskiego – jednego z najciekawszych rysowników „złotego” okresu polskiego komiksu. Jego prace, adaptacje powieści Herberta George’a Wellsa „Wojna światów” i „Wehikuł czasu”, były drukowane w piśmie „Alfa”, natomiast opowieść science fiction „Tam gdzie słońce zachodzi seledynowo” w magazynie „Relax”. Jednym z moich ulubionych komiksów jest z kolei „Stary zegar” autorstwa Szymona Kobilińskiego. Mam także sporą liczbę komiksów francuskich czy amerykańskich ze słynnym „Batmanem”, wydawanych przez DC Comics. Najstarsze komiksy, jakie posiadam w swoich zbiorach, to przedwojenne komiksy, jak chociażby „Flash Gordon” (Błysk Gordon) – mówi Artur Grabowski, który dodaje, że ceny komiksów, przede wszystkim tych sprzed wielu lat, mogą robić wrażenie. – Zdarza się, że na aukcjach internetowych ceny komiksów z lat 70. i 80. sięgają ponad 1 000 zł. To naprawdę duże pieniądze, więc jeżeli ktoś posiada w swoich pamiątkach z dzieciństwa komiksy z tamtych lat, niewykluczone, że ma szansę na odkrycie nietuzinkowych skarbów z historii polskiej prasy, ilustracji i grafiki użytkowej.

REKLAMA (3)

Zapominamy o realnym życiu

Przeglądając aukcje internetowe, można przekonać się, że słowa pana Artura mają odzwierciedlenie w rzeczywistości. Za pierwsze wydanie „Tytus Romek i A’Tomek – księga I” trzeba zapłacić około 1 000 zł, ale tylko w sytuacji, gdy znajduje się on w niemal nienaruszonym stanie. Za komiksy z kapitanem Żbikiem trzeba z kolei zapłacić od 200 do 1 000 zł. Zeszyty „Przygody Pancernych i psa Szarika” kosztują od 500 zł wzwyż. O tym, jak popularne są komiksy sprzed lat, niech świadczy fakt, że w kwietniu 2022 roku pierwszy tom „Supermana” z 1939 roku sprzedany został na jednej z aukcji za… 5,3 mln dolarów i jak dotąd pozostaje najdroższym tomem powieści graficznej, który kiedykolwiek sprzedano na aukcji. Kwota, którą osiągnął, jest tym bardziej warta podkreślenia, że pierwszy tom solowych przygód Supermana po raz pierwszy sprzedano w 1979 r. za zaledwie tysiąc dolarów, a jego pierwotna cena wynosiła… 10 centów.

Artur Grabowski tłumaczy, że jego zbiory tworzą przede wszystkim reedycje komiksów sprzed lat, co sprawia, że nie są one aż tak wartościowe pod względem ceny. – Nie ma to dla mnie jednak zbyt dużego znaczenia, ponieważ uważam się za „rozsądnego kolekcjonera”, który dopiero w drugiej kolejności stawia na wartość materialną swoich zbiorów, a dużo ważniejsza jest dla niego wartość estetyczna i emocjonalna. Cieszę się, że do poszczególnych tytułów mam dostęp „od ręki”, dzięki czemu mogę z sentymentem wrócić do czasów dzieciństwa i zatopić się w ulubionych lekturach. Uważam zresztą, że kolekcjonowanie różnych przedmiotów powinno być praktykowane przez jak największą grupę młodych ludzi. Dziś mamy zbyt wiele nowinek technologicznych, zatapiamy się w świecie Internetu, smartfonów i komputera, a zapominamy o realnym życiu. Kolekcjonując dane przedmioty, staje się to dla nas pasją, która z czasem może przerodzić się w zawód, dzięki któremu będziemy w stanie zarabiać na życie. Tak było też w moim przypadku, bo to właśnie dzięki fascynacji tą formą wypowiedzi artystycznej, jaką są komiksy, ich kolekcjonowaniu, dziś oprócz pracy pedagogicznej jestem ilustratorem i grafikiem.

Komiks ma w sobie coś magicznego

Pan Artur pytany przez nas, czy w jego kolekcji szczególnie brakuje mu jakiejś konkretnej pozycji, odpowiada bez zawahania – Takich tytułów jest sporo. Uwielbiam postać Indiany Jonesa. Jestem posiadaczem kilku komiksów z tym bohaterem, które wydawane były w innych krajach. Marzy mi się, aby jakaś seria została wydana również w Polsce, ponieważ do tej pory nikt tego nie zrobił na odpowiednim poziomie, z wyjątkiem serii „Młody Indiana Jones” wydawnictwa TM -SEMIC z 1993 roku. Poszukuję także pierwszych wydań komiksu „Prince Valiant” Harolda Fostera, który uznawany jest za jeden z wybitniejszych komiksów, który wywarł wielki wpływ na późniejszych, nie tylko amerykańskich twórców. „Prince Valiant” to opowieść fantasy, osadzona w realiach średniowiecznych. Komiks Fostera zasłynął z realistycznej, szczegółowej kreski oraz z braku dymków, które Foster zastąpił narracją i dialogami pod rysunkami – tłumaczy Artur Grabowski i dodaje, że do tej pory nikt nie kontaktował się z nim w sprawie zaprezentowania przez niego jego bogatej kolekcji. – Na razie nikt nie proponował mi, abym zaprezentował swoją kolekcję większemu gronu odbiorców. Myślę, że gdyby propozycja się pojawiła, to mógłbym przygotować taką wystawę. Komiks ma w sobie coś magicznego. W moim odczuciu nie jest on odpowiednio wykorzystywany jako pomoc dydaktyczna w naszym systemie edukacji. Stawia się na książki, filmy, a zapomina właśnie o komiksie. Komiks łączy w sobie sztukę plastyczną i literacką, tworząc unikalną formę ekspresji artystycznej. Chciałbym, aby z czasem w końcu zyskał odpowiednie uznanie. Dobrym tego przykładem jest inicjatywa Wydawnictwa IPN, które tworzy znakomitą komiksową serię historyczną – „W imieniu Polski Walczącej”.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze