Po książkę do spożywczaka?

0
ksiazki
Co czytamy, gdzie kupujemy, czym się kierujemy przy wyborze, ile płacimy…
REKLAMA

Z raportu Biblioteki Narodowej na temat stanu czytelnictwa za 2014 rok wynika, że 10 mln Polaków nie ma w domu ani jednej książki, a 6,2 mln żadnej nie przeczytało. To oczywiście optymizmem nie napawa, brzmi jak komunikat z kraju półanalfabetów. Wydaje się jednak, że jako nacja chętniej ostatnio sięgamy po lekturę, a przynajmniej zaczynamy rozumieć rolę książki w rozwijaniu wyobraźni czy intelektualnej innowacyjności, tak pożądanych w większości profesji.
– Zawsze powtarzam moim klientom, że wiedza pomaga, bo lepsza jest niż niewiedza i to jest podstawowy walor każdej książki, że niesie wiedzę – mówi Paweł Kubicz z księgarni „Pan Tadeusz”. – Czasem wahają się, czy wydać te 20 – 30 zł. Czy to za wysoka cena, żeby zdobyć nowe informacje, może rozwiązać jakiś problem, może wyjść z depresji – pyta retorycznie. Pan Paweł musi widocznie brzmieć przekonująco, bo na ruch w sklepie nie narzeka, choć zawsze mogłoby być oczywiście lepiej.
W podobnym, umiarkowanie optymistycznym tonie wypowiadają się inni księgarze.
– Obserwujemy zwiększone zainteresowanie książką przez cały rok, choć przed świętami jest ono szczególnie nasilone – wiadomo, ludzie kupują prezenty, ale i w innych miesiącach pod tym względem nie było u nas źle – informują panie Natalia Gawlik i Marta Barycza z księgarni Matras. Z kolei Ewelina Zając z Domu Książki zauważa, że coraz chętniej po lektury sięga młodzież, bo różne akcje czytelnicze robią swoje w pozytywnym tego słowa znaczeniu. – Wiem na przykład, że kiedy organizowane były w szkołach mikołajki, to uczniowie umawiali się na wzajemne obdarowywanie się książkami w określonej cenie. Co więcej, otrzymane w prezencie książki mieli za zadanie przeczytać, a później opowiedzieć je klasie – relacjonuje.

Książka pod choinkę
Ponieważ we wszystkich tarnowskich księgarniach panuje w okresie przedświątecznym zwiększony ruch, wygląda na to, że książka powraca do łask jako dobry prezent pod choinkę. Przy czym poszczególne księgarskie placówki zgłaszają różne zainteresowania swoich klientów. Do Pawła Kubicza na przykład zgłaszają się osoby zafascynowane historią, dlatego dobrze sprzedają się w „Panu Tadeuszu” pozycje z tej dziedziny wiedzy, a szczególnie „Dzieje Polski” Andrzeja Nowaka, „Małopolska w ogniu wielkiej wojny” Mateusza Drożdża, „Medalion na pancerzu” Tomasza Łysiaka (syna Waldemara) czy publikacje o rotmistrzu Pileckim. Obok nich nabywców znajdują biografie aktorów – Piotra Fronczewskiego i Jerzego Treli, oraz „Droga Steve’a Jobsa” Schlendera Brenta. Księgarz poleca zresztą wymienione tytuły, do których dorzuca jeszcze zbiór esejów historyczno‑politycznych „Czerwona trucizna” Leszka Żebrowskiego, rzecz o zabójstwie Andrzeja Zauchy „I odpuść nam nasze winy” autorstwa Janusza L. Wiśniewskiego oraz książki księdza Hellera. Przyznaje jednak, że najlepiej schodzą przeceny, wśród których znaleźć można romanse, horrory, fantastykę, a nawet poradniki. Te ostatnie zresztą znajdują wierną klientelę przez okrągły rok.
W Książnicy Polskiej w DH „Zenit” też nie brakuje kupujących. – Sporo klientów radzi się, co kupić dla pana czy pani w prezencie, choć są i tacy, którzy wiedzą dokładnie, po co przyszli i oczekują konkretnego tytułu. Doradzanie zresztą nie jest łatwe, bo nie wystarczy czyjaś płeć, by określić gust czytelniczy. Są na przykład kobiety rozczytane w romansach, ale i takie, które wolą kryminały – tłumaczy księgarka Anna Drąg. W Książnicy Polskiej z literatury tzw. „kobiecej” dobrze sprzedają się książki polskich autorek – Katarzyny Michalak i Magdaleny Kordel, ponadto kryminały Katarzyny Bondy i cała seria Camilli Lackberg. Panom pani Anna sugeruje dobre reportaże Jacka Hugo Badera i cykl publikacji Artura Górskiego, którego bohaterem jest gangster Masa – np. „Masa o pieniądzach polskiej mafii”, „Masa o porachunkach polskiej mafii”, „Masa o kobietach polskiej mafii”. O te pozycje zresztą klienci płci męskiej najczęściej pytają. W okresie przedświątecznym zainteresowaniem cieszą się książki i albumy o Tarnowie: wydawnictwa Marka Tomaszewskiego, „Fiakrem po Tarnowie” Stanisława Potępy czy „Tarnów. Piękne ślady wieków” ze zdjęciami Piotra Bernackiego i Dariusza Kobylańskiego.
W Matrasie sprzedawczynie polecają mające powodzenie wydawnictwa dla dzieci z serii o zwierzętach „Zaopiekuj się mną” Holly Webb, „Magiczne drzewo” Andrzeja Maleszki, cykl „Kroniki Archeo” Agnieszki Stelmaszyk czy książki autorstwa wokalistki rockowej, Agnieszki Chylińskiej. Z lekturami dla dorosłych natomiast jest podobnie jak w innych księgarniach – panowie i panie sięgają tu po te same tytuły, choć do ich listy księgarki dorzucają jeszcze książki Anny Ficner‑Ogonowskiej, „Księgi Jakubowe” Olgi Tokarczuk oraz dowcipną księgę imion „Na drugie Stanisław” spółki autorskiej Jerzy Bralczyk i Michał Ogórek, w sam raz na gwiazdkowy prezent.


Promocje na zachętę
We wszystkich sklepach księgarskich ważną rolę w przedświątecznym handlu spełniają promocje, które mają zachęcić klientów do podjęcia decyzji o zakupie. Najprostsze polegają na obniżce cen. W Książnicy Polskiej osobny regał zajmują publikacje wydawnictwa Zysk i S‑ka, które ma bardzo zróżnicowaną ofertę, w tym sporo ciekawych tytułów beletrystycznych już od 14,90 zł. Niedrogie książki na sąsiednim regale proponuje wydawnictwo Jedność, specjalizujące się w publikacjach o charakterze religijnym oraz przeznaczonych dla dzieci. Z kolei w Matrasie obniża się ceny kilku wybranych tytułów, innych co tydzień. Tutaj kupujący musi działać szybko i zdecydowanie, czyli łapać okazję, bo w ciągu paru dni upragniona książka może przestać być cenowo atrakcyjna.
W Domu Książki natomiast jeśli kupi się pozycję z naklejką HIT, drugą z naklejką 50% można dostać o połowę taniej. Tu klient wygrywa, gdy idzie na tzw. ilość. Wszystkie sposoby podobno są skuteczne i znajdują zwolenników.
Ale przyzwoitą książkę za jedyne 5 zł można nabyć tylko w „Panu Tadeuszu”. Nie są to wprawdzie wysokiej klasy publikacje zachwycające szatą graficzną czy gatunkiem papieru, ale są wśród nich poczytne tytuły. – Jak się uda tanio zdobyć, to i tanio sprzedajemy – kwituje enigmatycznie fenomen tak niskiej ceny pan Paweł.

REKLAMA (2)

Supermarkety, czyli co boli księgarzy
Konkurencyjnymi cenami przyciągają nabywców książek supermarkety znanych sieci, takich jak np. Lidl, Biedronka, Alma czy Kaufland. Choć ich klienci bardziej zainteresowani są artykułami spożywczymi czy przemysłowymi i nie tłoczą się licznie przy książkowych regałach nawet przed gwiazdką, przedstawiciele wymienionych firm twierdzą, iż interes w tej branży kręci się znakomicie i zapowiadają dalszy jego rozwój.
– Klienci mogą znaleźć w sklepach naszej sieci zarówno literaturę piękną, jak i aktualne bestsellery oraz szeroką ofertę książek dedykowanych dzieciom – a co jest niezwykle istotne dla odbiorcy – wszystkie pozycje zawsze w bardzo atrakcyjnej cenie. Obserwujemy pojawiające się na rynku trendy, dlatego też wprowadzamy bardzo intersujące nowości, np. szeroką ofertę literatury skandynawskiej dla dzieci oraz lubiane przez najmłodszych książki o Minionkach. W przyszłości planujemy nowe odsłony oferty „Zaczytani w Lidlu”, które sprawdzają się doskonale jako prezenty – informuje Anna Biskup, zajmująca się reklamą Lidl Polska.
Dyrektorzy Jeronimo Martins Polska SA dla odmiany mają poczucie misji szerzenia czytelnictwa i nie liczą na zyski, toteż pytani o dystrybucję książek w sieci sklepów Biedronka chwalą się, że sieć od 2009 roku prowadzi regularną sprzedaż książek, wśród których znajdują się klasyki literatury, a także prace współczesnych, nagradzanych autorów. Od 2014 roku do sprzedaży trafiają także książki, które w danym roku zostały nominowane do Nagrody Literackiej Nike. Wiodącym produktem Biblioteczki Biedronki są propozycje dla najmłodszych czytelników. Stałym elementem oferty są także akcje tematyczne, np. „2 mln książek za 4,99 zł” czy „Megapaka książek”.
Takie zaangażowanie zasługuje oczywiście na aprobatę, faktem też są niezła jakość i niskie ceny oferowanych książek w supermarketach różnych sieci, a w Biedronce w szczególności.
Niemniej to, co może cieszyć kupujących, jest zmorą księgarzy, którzy oddech konkurencji czują na plecach. Mimo to nie narzekają, a ich zbliżone stanowisko w tej kwestii najtrafniej sformułował szef „Pana Tadeusza”: Pewnie, że byłoby lepiej, gdyby mięso było u rzeźnika, bułki w piekarni, a książki w księgarni. Ale w markecie spożywczym nie ma z kim porozmawiać o lekturach, nie zamówią tam książki na żądanie i w efekcie wielu czytelników i tak przyjdzie do nas.

REKLAMA (3)

Nadzieja na horyzoncie
Jeśli więc wierzyć sprzedawcom książek, coś w polskim czytelnictwie drgnęło na plus. Polacy znów kupują książki i nieważne czy w księgarniach, czy w Lidlu lub Biedronce. Miejmy nadzieję też, że nie zdobią nimi domowych regałów, ale autentycznie czytają. Z nadmiernym optymizmem trzeba się wszakże wstrzymać do czasu ogłoszenia raportu ze stanu czytelnictwa w roku 2015, bo czasem coś, co dobrze wygląda, tylko wygląda.
A póki co mamy święta, pod niejedną choinką znalazła się książka od ukochanej osoby, tym bardziej warto ją przeczytać.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze