David Byron – wspomnienie

1
REKLAMA

Urodził się 29 stycznia 1947 roku. Gdy na własne życzenie rozstawał się z tym światem, miał niewiele ponad 38 wiosen. Znany był pod pseudonimem David Byron. W pierwszej połowie lat 70. jako frontman zespołu Uriah Heep należał do grona najsłynniejszych wokalistów rockowych w świecie.
fonograf - DAVID BYRONPrzed laty w przypadku aktorów często używano określenia „dramatyczny”. Trudno spotkać się z takim wyróżnikiem w odniesieniu do wokalistów rockowych. Gdyby jednak tak było, to Byron swoim sposobem śpiewania (jak też stylem życia) zasłużyłby na to miano w stu procentach. Był postrzegany jako perfekcjonista sceniczny i artysta o wielkiej muzycznej pasji.

Był pierwszym i zarazem najlepszym wokalistą zespołu Uriah Heep. Kto wie ile mógłby stworzyć, gdyby nie ciągłe zmaganie się z chorobą alkoholową. To ona sprawiła, że jego błyskotliwa kariera załamała się, a on sam, wyrzucony z zespołu, odszedł z tego świata w zapomnieniu.
Właściwie nazywał się David Garricki i nie należy sądzić, że nazwisko wielkiego angielskiego romantyka, które przybrał, pomogło mu zdobyć sławę.
Założony w 1969 roku zespół Uriah Heep istnieje do dziś. Jednak to lata siedemdziesiąte były dlań najlepszym okresem. W pierwszej połowie tamtej dekady Uriah Heep był wymieniany obok Deep Purple i Led Zeppelin, David Byron natomiast obok Iana Gillana i Roberta Planta. Czas nieco zweryfikował muzyczną spuściznę „Heepów”, ale nie ulega kwestii, że zarejestrowali kilka bardzo dobrych albumów, jak Look At Yourself, Demons And Wizards, czy zwłaszcza mój ulubiony Uriah Heep Live. O sile oddziaływania tych płyt, obok kompozycji i brzmienia zespołu, decydował mocny charakterystyczny głos Byrona.

Warto dodać, że artysta miał wkład w melodię wokalną najbardziej legendarnej kompozycji zespołu – July Morning. Podkreślał to autor tego utworu, Ken Hensley. Zresztą David dał się poznać jako współtwórca znaczących kompozycji zespołu, takich jak choćby: Salisbury, Traveller in Time, Love Machine, Sweet Lorraine czy The Magician’s Birthday.
Z Uriah Heep artysta odnosił największe sukcesy, ale też zespół z nim w składzie cieszył się największą popularnością. To również dzięki umiejętnościom sceniczno-wokalnym Byrona mówiło się w tamtych latach o zjawisku świadczącym o niebywałym uwielbieniu fanów, któremu nadano nazwę heepsteria.

REKLAMA (2)

W październiku 1973 roku na łamach holenderskiego magazynu Muziek Express ukazał się wywiad z będącym wówczas u szczytu sławy Byronem. Artysta tak się wypowiadał: Zacząłem śpiewać 22 lata temu, w wieku pięciu lat. Moja mama śpiewała w zespole jazzowym, cała moja rodzina tkwiła w muzyce. Każdy grał na jakimś instrumencie. W tamtym czasie starałem się zdobyć sławę poprzez występy w telewizyjnym serialu dla dzieci. Gdy miałem 16 lat muzycy jednej z lokalnych grup zaproponowali mi pracę. Po pierwszym występie dołączyłem do nich. Szefem był Mick Box, a grupa nazywała się The Stalkers. Na przesłuchaniu zaśpiewałem Johnny B. Goode. Zostałem zatrudniony od razu.
Rok później na łamach magazynu Rolling Stone Byron mówił już bez entuzjazmu o tym, że zmęczenie czy choroba to w jego przypadku ryzyko zawodowe, że od koncertowania on i jego koledzy nie odpoczęli od czasów wydanej w 1970 roku pierwszej płyty. Nie odpoczęli dlatego, że granie na żywo było sposobem, by wbrew nieprzychylnym recenzjom prasowym przekonać do siebie ludzi.

REKLAMA (3)

Kilka lat później Byron wspominał już całkiem smutno: Po „Live” sprawy poszły źle (…). Przerośnięte ego, żądaliśmy limuzyn, szampana w garderobach… Straciliśmy właściwą perspektywę. Wszystko, co robiliśmy wiązało się bardziej z finansami niż z muzyką. Nawet na scenie co wieczór dawaliśmy dokładnie taki sam, wystudiowany show.
Ostatni album, jaki wokalista zarejestrował z Uriah Heep to High And Mighty z 1976 roku, będący właściwie cieniem najlepszych dokonań. W 1977 roku, już po opuszczeniu Uriah Heep, Byron wraz z Clemem Clempsonem (ex Humble Pie) oraz Goeffem Brittonem (ex Wings) założył zespól Rough Diamonds, który nagrał zaledwie jedną płytę. W 1978 roku artysta wydał solowy album Baby Faced Killer, krążek ciekawy, niestety sprzedający się słabiutko. Potem nadszedł czas próby z The Byron Band, gdzie grał uznany saksofonista Mel Collins, ale i ten projekt nie zyskał szerszego uznania.

W październiku 1981 roku w wywiadzie dla pisma Sounds Byron przyznał, że proponowano mu powrót do Uriah Heep, był jednak zbyt zajęty swoją muzyką i, co wypadałoby dodać, swoim uzależnieniem.
Ostatecznie zdemolowana alkoholem wątroba przestała funkcjonować. David Byron zmarł w swoim domu (w Maidenhead) 28 lutego 1985 roku. I choć muzyczna prasa prawie nie zauważyła jego odejścia, to jednak pozostał ikoną rocka lat 70.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
1 Komentarz
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze