Nie gawędzić z Batyrem

0
Stefan Niesiołowski
REKLAMA

Na pierwszy rzut oka wydawać się mogło, że stwierdzenie „Nie gawędzić z Batyrem” jest banalnie prawdziwe i jako takie zbyteczne, ale jednak kilku poważnych polityków poszło do Batyra na rozmowy, chociaż nie budziło najmniejszych wątpliwości to, że do niczego te rozmowy nie doprowadzą. I nie doprowadziły. Batyrowi chodziło o to samo, co zawsze – skłócić swojego głównego wroga politycznego, czyli ugrupowanie koalicji 15 października, a przede wszystkim KO z innymi ugrupowaniami, i stworzyć wrażenie, że jest rasowym mężem stanu, który coś ustala, dyskutuje, zaprasza, wita, kiwa głową, jest mądry i ważny. Czynnikiem dodatkowym była próba przykrycia fatalnego wrażenia, jakie wywołało tchórzliwe milczenie Batyra w kwestii haniebnej i bardzo głupiej wypowiedzi Trumpa o sojusznikach z NATO, którzy tchórzliwie dekowali się na tyłach w Afganistanie i nie mieli odwagi walczyć dzielnie jak żołnierze amerykańscy. Batyr powiedział na usprawiedliwienie swojego idola coś w tym rodzaju, że Trump mówił o wspaniałych wojownikach, a to odnosiło się do polskich żołnierzy. A w ogóle ci, co nie stali za polskim mundurem w innych sprawach, nie mają prawa go krytykować. I jeszcze dodał, że trzeba koniecznie przystąpić do Światowej Rady Pokoju, bo inaczej USA wycofają z Polski swoje wojska. Przystąpienie do w/w klubu adoracji Trumpa zapewni Polsce wielką stałą bazę amerykańską, co z kolei zagwarantuje nam wolność i niepodległość. Nie warto zajmować się tym stekiem bzdur, jakich autorem (nie pierwszy zresztą raz) jest p. Nawrocki (Batyr).

Na propozycję udania się do Batyra odpowiedzieli pozytywnie (nie licząc PiS i obydwu Konfederacji, czyli obozu nacjonalizmu) tylko ludowcy, bo partia p. Hołowni znajduje się w momencie głębokiego kryzysu i nie bardzo wiadomo, kto ją reprezentuje i co się z nią stanie w najbliższym czasie. Batyr za wszelką cenę usiłuje omijać przepisy i procedury opisane w Konstytucji, i tworzyć w miejsce konstytucyjnych organów państwa jakieś ciała nieformalne, przeróżne rady, zespoły itp., co ma służyć poszerzaniu jego uprawnień i zyskiwaniu poprzez metodę faktów dokonanych dodatkowych uprawnień. Wydaje się, że ludowcy są odporni na tego rodzaju podstępy, bo wielokrotnie udowodnili, że nie dadzą się zastraszyć ani przekupić, natomiast nie prezentują twardej postawy w obliczu nacjonalistycznej ofensywy, wychodząc z założenia, że ich elektorat woli bardziej ugodowe, negocjacyjne, „miękkie” stanowisko, ale ostatecznie są lojalnym uczestnikiem koalicji rządowej. I to jest najważniejsze, wystarczy. Zważywszy, że jest to elektorat bardzo podatny na głosy płynące z Kościoła, od wiejskich proboszczów, a są to niestety głosy wspierające nacjonalistów. To polskiemu Kościołowi nasz kraj zawdzięcza tak wspaniały efekt demokratycznych procedur, jakim było osiem lat autorytarnych rządów Kaczyńskiego, demolowania i okradania Polski oraz dziesięć lat prezydentury Dudy, a teraz mamy uroczego, chociaż ciągle „nieprzeliczonego” i „domniemanego” Batyra oraz jego przyjaciół, kumpli od kibolskich ustawek i różnych innych mniej chwalebnych miejsc towarzyskich spotkań. Są wśród tych znajomych tacy zasłużeni dla polskiego sportu i pięściarstwa, jak Wielki Bu, kapłan kiboli i nacjonalistów, Wąsowicz, znajdujący się obecnie pomiędzy jednym a drugim wyrokiem Dragon, starannie wytatuowany Śledziu i wielu im podobnych pielgrzymów na brunatną górę.

Wszystkie działania, wypowiedzi i zachowania Batyra wpisują się w ogólny plan działania jego i jego obozu politycznego, będącego istotną częścią polskiego i światowego nacjonalizmu. Ten plan to doprowadzenie do obalenia rządu Donalda Tuska (Tusk jest dla Batyra tak samo jak dla Kaczyńskiego, Macierewicza, Cenckiewicza itp. – głównym wrogiem) i w konsekwencji umożliwienie nacjonalistom dorwanie się do władzy, aby bezkarnie kraść. Demolowanie, łupienie Polski oraz zemsta na politycznych przeciwnikach wyczerpuje program polityczny, a raczej jego brak, przynajmniej jeśli chodzi o Kaczyńskiego i jego otoczenie. W przypadku Konfederacji, zwłaszcza konfy Brauna, mamy duży ładunek ideowy, z tym że jest to ideologia kryptonazistowska, kwestionująca dokonanie przez nazistów holokaustu, jawnie wroga demokracji, postępowi, wolności, odwołująca się do najczarniejszych rozdziałów najnowszej historii. Kaczyński jest przede wszystkim przykładem skrajnego cynizmu politycznego, a przy tym nieukaranym przestępcą, który z polityki uczynił dla siebie i swoich kumpli sposób na wygodne życie i który chce władzy dla jej sprawowania i czerpania przywilejów. Dla Brauna prawdopodobnie ważne jest, aby Polska była „katolickim państwem narodu polskiego”, co oznacza brak rozwodów, aborcji, przymusowe nauczanie religii, prześladowanie niewierzących homoseksualistów, Żydów, przeciwników politycznych, gigantyczny (jeszcze większy niż obecnie) wpływ Kościoła na wszystkie dziedziny życia. W efekcie, prędzej czy później nastąpi wybuch społecznych protestów, które nacjonaliści będą próbowali stłumić siłą. Do tego szkoleni są bojówkarze, tacy jak Bąkiewicz i różne kibolskie lub nazywające się katolickimi organizacje typu „rycerze JPII”, „wojownicy Maryi” itp. PiS jest klasyczną partią typu leninowskiego, to znaczy taką, dla której liczy się tylko zdobycie i utrzymanie władzy. Taką samą istotę polityki uznaje Batyr. Dla niego polityka to zdobycie władzy i zabezpieczenie, aby jej nigdy nie utracić. Dlatego jakiekolwiek liczenie na to, że może on zrozumieć, uznać inne racje, przyjąć do wiadomości, że coś jest dobre dla Polski, którą on reprezentuje, to absurdalne kalkulacje. Będzie zawsze i nieodmiennie wetował ustawy, jakie uchwali większość rządowa. Chyba, że jakaś ustawa z różnych powodów, co czasami jest przecież możliwe, będzie korzystna dla jego planów politycznych. Rządowi Tuska nic nie może się udać i dlatego wszystko, zwłaszcza w obszarze praworządności, edukacji, polityki zagranicznej, Unii, programów strategicznych i rozwoju będzie wetował bez najmniejszych oporów.

REKLAMA (2)

Batyr w przeciwieństwie do Kaczyńskiego będzie w swoich wetach i swojej nienawiści do rządu prostszy, „odważniejszy”, bardziej bezkompromisowy, ideologicznie jednoznaczny. Dlatego tak irytujące są wypowiedzi polityków i publicystów, którzy twierdzą, że o to, co leży w interesie polskim, naszej obronności, pozycji politycznej czy czegoś w tym rodzaju, można się z nim spierać, dyskutować i warto spotykać się z Batyrem oraz przedstawiać mu argumentację, a on ją być może przyjmie. Nie, nie przyjmie, bo jego nie interesuje interes Polski, ale nacjonalistów i wrogów Polski. Taką samą brednią jest wiara w mityczny wspólny interes w obszarze obronności, przynależności do NATO, wojny na Ukrainie. Nie ma takiego wspólnego interesu. My walczymy z nacjonalizmem sprzymierzonym z Putinem. Oni, czyli nacjonaliści i Batyr, popierają wrogów Ukrainy i tylko z powodów taktycznych nie mogą otwarcie poprzeć Putina, chociaż Braun to w zasadzie robi i testuje odporność społeczeństwa oraz polityczną kalkulację, wynikającą dla nacjonalistów z takiego stanowiska. Okazuje się, że ta granica jest coraz bardziej przesuwana na rzecz nacjonalizmu, a to, co niedawno wydawało się nierealne i nie do pomyślenia, okazuje się możliwe.

REKLAMA (3)

Polityka uwielbianego przez nacjonalistów Trumpa, przed którym leżą plackiem, nie ośmielając się wypowiedzieć jednego słowa krytyki, stanowi istotne zagrożenie dla Polski. I nie jest to zagrożenie tylko w obszarze godności i honoru, a te pojęcia mają znaczenie także w polityce i dyplomacji. „Preferowany przez Trumpa ład to system umożliwiający pokój dzięki równowadze sił, nowa wersja koncertu mocarstw, jaki istniał w Europie po kongresie wiedeńskim z 1815 r. Tam mocarstwa, które pokonały Napoleona, podzieliły między siebie Europę na wyłączne strefy wpływów – tak, aby nie wchodzić sobie w drogę. Teoretycznie wciąż istniało w Europie wiele mniej ważnych państw, a te, które miały pecha, jak choćby Polska, na prawie sto lat zniknęły z mapy Europy, bo to było akurat w koncertowym interesie wszystkich mocarstw. Koncert współczesny będzie globalny – trzej giganci to przywódcy USA, Rosji i Chin… W tym nowym układzie Trump nie chce roli dobrego szeryfa, a ponieważ nie ma innego kandydata, świat będzie się przekształcał w Dziki Zachód, miasto bezprawia, w którym największe szanse ma lider najsilniejszej, a więc amerykańskiej bandy” (Tomasz Zalewski, „Stara melodia, „Polityka”, 14-20.01.2026 r.).

Ten tekst przebywającego w Waszyngtonie polskiego dziennikarza dość jasno i moim zdaniem przekonująco pokazuje, dlaczego Polska nie może zgodzić się na przystąpienie do absurdalnej, wymyślonej na wieczną chwałę Trumpa „rady pokoju”, a marszałek Czarzasty nie podpisze podsuwanego mu usłużnie przez amerykańskiego kongresmena i izraelski Kneset (chociaż w przypadku Izraela zagrożonego w swoim istnieniu i szukającego silnych sojuszników, można to zrozumieć) apelu o przyznanie Trumpowi pokojowej nagrody Nobla. Byłby to koszmarny błąd, kompromitacja drugiej osoby w państwie i przede wszystkim wpisałoby się w czarną historię polskiej głupoty i służalczości obcym potęgom. Polityka czegoś w rodzaju nowego kongresu wiedeńskiego była uprawiana przez Henry Kissingera, dla którego wzorem był austriacki kanclerz Klemens Metternich. Nie skończyła się ona dobrze ani dla USA, ani dla protektora Kissingera, prezydenta Nixona. Nie zachęcam do jej powtarzania.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze