Gospodarze za wszelką cenę chcieli sięgnąć po pełną pulę, czyli wygraną za trzy punkty. W tym celu musieli wygrać na torze różnicą większą niż przegrali w Tarnowie. Ostatecznie wygrali 51:39, czyli tyle, ile w Tarnowie przegrali. Bonusu nie zdobył zatem nikt i nikt też po meczu nie był zadowolony z takiego rozwiązania. Z wyjątkiem oczywiście rywali.
Trener Paweł Baran zdecydował się przed spotkaniem na ciekawy zabieg taktyczny. Otóż zmienił „żelazny” dotąd układ par. Jako prowadzący parę z numerem pierwszym wystąpił Kenneth Bjerre, natomiast występujący zwykle z tym numerem jego rodak Nicki Pedersen pojechał z „piątką” jako prowadzący parę z juniorem. Na początku spotkania ten manewr nie przyniósł jednak powodzenia, na inaugurację bowiem para Bjerre – Mroczka przegrała z kretesem z duetem Australijczyków Jack Holder – Jason Doyle. Pod numerem dziesiątym u gospodarzy wpisany został do programu zastępujący kontuzjowanego Rune Holtę junior Marcin Kościelski, ale zgodnie z przewidywaniami ani razu nie pojawił się na torze, zastępowany każdorazowo przez wspomnianego młodszego z braci Holderów.
Kiedy w drugim biegu tarnowscy juniorzy przegrali swoją rywalizację podwójnie, a za moment Niels Kristian Iversen pokazał plecy Nicki Pedersenowi, zaś Daniel Kaczmarek Patrykowi Rolnickiemu, przewaga gospodarzy urosła już do 10 punktów (17:7) i wydawało się, że tarnowianie zostaną w Toruniu „rozjechani”. Jedynym miłym akcentem pierwszej serii startów było zwycięstwo Jakuba Jamroga w wyścigu III, cóż z tego jednak skoro Peter Kildemand zamknął w nim stawkę rywali.
Trener Paweł Baran tym razem nie zwlekał i począwszy od drugiej serii rozpoczął taktyczne roszady. Wycofał Artura Mroczkę, za którego zaczął stosować rezerwy taktyczne. W efekcie na torze, chociaż tylko raz, pojawił się Wiktor Kułakow, a po sześć biegów zaliczyli Kenneth Bjerre i Jakub Jamróg. Ten pierwszy, gdyby nie zawalony i brzemienny w skutkach pierwszy wyścig, mógł stać się bohaterem tarnowian, w sumie zdobył bowiem 14 punktów. Jamróg zdobył 9 punktów i 2 bonusy.
Niestety akurat w tak ważnym pojedynku ciężaru odpowiedzialności nie udźwignął Nicki Pedersen. Zawodnik będący z reguły niezawodnym liderem i główny autor wszystkich tegorocznych wygranych, po zwycięstwie dzień wcześniej w Grand Prix był cieniem samego siebie. Dość powiedzieć, że nie wygrał indywidualnie ani jednego wyścigu! O Kildemandzie nie ma co wspominać, chociaż akurat jeden start wygrał, jednak jego skromny punktowy dorobek sprawił, że możemy po raz kolejny powiedzieć o sporym zawodzie.
W drugiej części zawodów goście opanowali nieco sytuację, ale po XIV biegu przegrywali 35:49. Bonus dawała im jedynie podwójna wygrana w wyścigu XV. Mistrz świata Jason Doyle rozdzielił jednak parę Bjerre – Jamróg, w efekcie padł wynik 51:39 dla torunian.
Get Well Toruń – Grupa Azoty Unia Tarnów 51:39
Grupa Azoty Unia Tarnów‑ Kenneth Bjerre 14 (1,3,2,3,2,3), Artur Mroczka 0 (0,‑, ‑,‑), Jakub Jamróg 9+2 (3,2,1,2,0,1), Peter Kildemand 5+1 (0,1,3,1,0), Nicki Pedersen 9+1 (2,2,2,1,2), Patryk Rolnicki 2 (1,0,0,1), Kacper Konieczny 0 (0,0,‑), Wiktor Kułakow 0 (0)
Po meczu powiedzieli:
Kenneth Bjerre (Grupa Azoty Unia Tarnów): W Toruniu zawsze czułem się dobrze, więc lubię tutaj przyjeżdżać. Jestem jednak rozczarowany, bo przyjechaliśmy tutaj po bardzo ważny punkt bonusowy, a nie udało nam się go zdobyć. Teraz musimy się skupić na kolejnym ligowym spotkaniu, tym razem w Tarnowie.
Niels Kristian Iversen (Get Well Toruń): Mogę powiedzieć, że jestem zadowolony z pierwszych czterech wyścigów. Niestety ostatni zawaliłem. Taki po prostu jest żużel – coś nie zadziałało, chociaż miałem dobre pole startowe.






















