Niespełna dwa miesiące temu pod szyldem The Antlers ukazał się urokliwy album Green To Gold. Dziś zatem słów więcej niż kilka o tym wydawnictwie i firmującym je nowojorskim zespole.
Początkowo był to indywidualny projekt wokalisty i gitarzysty Petera Silbermana, który w 2003 roku zaczął nagrywać solowe albumy koncepcyjne. Dwa lata później artysta nadał swojemu przedsięwzięciu nazwę The Antlers. Pierwszy album, Uprooted, wydany w październiku 2006 roku zawierał dziewięć piosenek, które artysta napisał i zarejestrował samodzielnie.
Rok później ukazał się krążek In the Attic of the Universe, a po nim epki Cold War oraz New York Hospitals. Na tej ostatniej, obok wokalistki Sharon Van Etten, pojawił się Michael Lerner. Perkusista ten, a obok niego multiinstrumentalista Darby Cicci, dołączył do Silbermana i przekształcił projekt w trzyosobową grupę.
Tym samym wydany w 2009 roku album Hospice stanowił już dokonanie zespołowe, ze znaczącym wkładem Lernera i Cicci’ego, a także gościnnym udziałem wspomnianej Sharon Van Etten. Silberman określił Hospicjum jako historię emocjonalnie toksycznego związku pracownika hospicjum i śmiertelnie chorego pacjenta. Album zyskał uznanie krytyków zarówno ze względu na narrację, jak i zawartość muzyczną, lokując się na listach w kategorii „Album Roku”. Warto tu dodać, że dla pokolenia dzisiejszych trzydzisto-, czterdziestolatków Hospice w zestawieniu najsmutniejszych albumów muzycznych znalazłby się (z dużym prawdopodobieństwem) na topie.
W 2012 roku zespół wydał czteroutworową epkę Undersea. Krążek ponownie zyskał szerokie uznanie krytyków a anglojęzyczny portal muzyczny Pitchfork stwierdził, że wzajemnie uzupełniająca się gra twórców The Antlers nigdy wcześniej nie była tak dobra. Nagrania z tej epki dowodziły artystycznej i brzmieniowej ewolucji, której efekty można było usłyszeć na płycie Familiars.
Płyta otrzymała entuzjastyczne recenzje w dwutygodniku Rolling Stone, a brytyjski miesięcznik Mojo nazwał ją egzystencjalną pięknością… zamieniającą agonię w coś zbliżającego się do ekstazy. Natomiast magazyn Loud and Quiet tak ją skomentował: Na przestrzeni ostatnich kilku lat zespół The Antlers był odpowiedzialny za kilka najbardziej zmieniających serca momentów w gitarowym indie rocku. Tym razem można usłyszeć, jak ugruntowuje swoje miejsce na wyższych szczeblach tego gatunku.
Nadszedł wreszcie czas na płytę Green To Gold. Po przedłużających się problemach zdrowotnych, Peter Silberman zarejestrował ją w duecie z Michaelem Lernerem.
Postanowiłem stworzyć taką niedzielną poranną muzykę – wyjaśniał w wyluzowany sposób, który stanowi podstawę artystycznej wizji albumu. Green to Gold to muzyka tego dnia tygodnia, w którym możemy zadać sobie pytanie na jakim etapie życia każdy z nas się znajduje: Czy obudziliśmy się z kacem, który rozsadza głowę? Czy leżymy obok ukochanej osoby? A może wstaliśmy właśnie do pracy na podwórku?
Album rozpoczyna utwór Strawflower z prawie 10 sekundową ciszą jako intro. To hołd wobec krążka zespołu Talk Talk’s Laughing Stock, który jest ponoć fundamentalny dla tych artystów, którzy rozważają życie poza siecią. Większość utworów na Green To Gold, jak twierdzi Silberman, powstała o poranku. Nie sposób tego nie odczuć patrząc na okładkę płyty, a już zwłaszcza słuchającej jej zawartości. Ciepłe, akustyczne brzmienia, wolne od jakiejkolwiek natarczywości, łączą w sobie elementy indie, popu, country, folku i bluesa. Cudowny klimat tworzą delikatne dźwięki klasycznego instrumentarium z przyjemnymi akcentami – m.in. w postaci partii sekcji instrumentów dętych, tak wyraźnej w piosence It Is What It Is.
Na Green To Gold duet Silberman – Lerner serwuje muzykę kojącą, niemal terapeutyczną. Nie ma tu pełnych bólu historii z czasów Hospice. Nie ma też porzucenia nadziei jak w przypadku Familiars. Album pełen jest drobnych, zgrabnie wkomponowanych w całość ozdobników, kształtujących jego spójny i zarazem jasny charakter. Jest niczym obraz malowany najlżejszymi pociągnięciami pędzla, a jego atmosferę tworzą albo wiosenna bryza, albo delikatny chłód, albo (jak w przypadku piosenki Volunteer ) odległe dźwięki błyskawicy, albo też odgłosy świerszczy i cykad – jak to ma miejsce w finale kompozycji Porchlight.
Na Green To Gold Silberman i Lerner zaproponowali brzmienia tak łagodne i ciepłe jak pierwsze promienie słońca wpadające latem do sypialni.
Tak sobie myślę, że w czasie gdy cały świat szuka panaceum, które pozwoliłoby uratować nasze ciała, muzycy skupili się na tym, by uzdrowić nasze skołatane serca i umysły. Green To Gold jest jak obietnica lepszej przyszłości.
![Utrudnienia w ruchu przy tarnowskim sądzie [ZDJĘCIA] Utrudnienia na ul. Dąbrowskiego](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/01/Utrudnienia-ul.-Dabrowskiego-4-218x150.jpg)



![Dworek w Skrzyszowie po modernizacji [ZDJĘCIA] Dworek Skrzyszów](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/01/Dworek-w-Skrzyszowie-2026-3-218x150.jpg)
















