Nalepa

0
borowiec
borowiec1335
REKLAMA

Od czasu do czasu lubię powracać do koncertu Tadeusza Nalepy i jego gości zarejestrowanego w listopadzie 2003 roku w rzeszowskiej Hali na Podpromiu. Ten wydany na płycie DVD występ odbył się z okazji 60. urodzin artysty. Nalepa nie jest tam w wielkiej formie, widać, że zmaga się z chorobą, ale kiedy wspólnie z Mirą Kubasińską wykonuje Wielki ogień, to ciarki idą po plecach. Wspominam o tym, bo ta znakomita kompozycja to nie tyle numer bluesowy, ile jeden z najważniejszych utworów w historii polskiego rocka progresywnego. Utwór świadczący o tym, że ojciec chrzestny polskiego bluesa był artystą, który komponował również numery osadzone w innych niż blues gatunkach.
Gdy w telewizji po raz pierwszy zobaczyłem Tadeusza Nalepę z zespołem Breakout, byłem małym chłopcem. Było to bodaj w końcu 1968 roku w jednym z programów Telewizyjna Giełda Piosenki. Zabrzmiał tam kawałek, który zdecydowanie odbiegał od nagminnie wówczas prezentowanych grzecznych, politycznie poprawnych numerów. Gdybyś kochał, hej! – utwór, o którym mowa, zaśpiewany przez Mirę Kubasińską, zagrany z energią i bluesrockowym pazurem stał się wkrótce ogólnopolskim hitem.
Niestety okazało się, że z przyczyn ideowych media nie znoszą Nalepy i jego zespołu. Może też właśnie dlatego artysta stał się bliski tym, którzy żyli „pod prąd”, bo jakkolwiek nigdy nie poczuwał się do związku z hipisami, to jednak stał się ich bohaterem. Zresztą było to w czasach, gdy mocne rockowe brzmienia, nawet te o korzeniach bluesowych, były przez „strażników słusznego porządku” mocno krytykowane i wojna z nimi była jednocześnie wojną z podobnymi Nalepie – „długowłosymi typami”.
Pierwsza ważna formacja Nalepy – Blackout (wielki przebój Anna), zakończyła swój żywot w 1967 roku, z początkiem roku następnego kolejna grupa – Breakout – stała się nowym i jak historia pokazała najdłuższym etapem w jego życiu. Wkrótce ukazał się pierwszy krążek grupy zatytułowany Na drugim brzegu tęczy, jeden z najlepszych debiutów w historii polskiej muzyki.
Nim jednak to nastąpiło, dzięki Franciszkowi Walickiemu jesienią 1968 roku Nalepa wyjechał z Breakoutem do Holandii, skąd przywiózł gitarę Rickenbaker, bębny Ludwiga, aparaturę nagłaśniającą, potężne – jak na owe czasy – cztery 100‑watowe kolumny Marshalla i dwa wzmacniacze po 200 watów każdy. Takiego sprzętu nie miał wówczas żaden zespół w Polsce. Na zakończenie swojej trasy koncertowej w Holandii kapela wystąpiła w Sali „De Doelen” w Rotterdamie, obok bardzo popularnej brytyjskiej grupy Small Faces oraz dwóch grup holenderskich. Materiał prasowy, który ukazał się po tym koncercie w gazecie Nieuwe Amsterdamsche Courant, kończył się słowami: Polacy byli najlepsi. Wypadli lepiej od Anglików. Byli rewelacją wieczoru.
Debiutancki krążek Breakoutu ujawniał fascynacje lidera dokonaniami takich wykonawców jak: John Mayall, Jimi Hendrix, grupy Jefferson Airpalne, Jethro Tull czy Vanilla Fudge. Nalepa nigdy zresztą nie ukrywał swoich muzycznych inspiracji. W gronie ulubionych mistrzów gitary umieszczał zawsze Petera Greena, Erica Claptona, Jimmy’ego Page’a i przede wszystkim Paula Kossoffa z zespołu Free, o którym mówił: Tak na gitarze nikt nie grał. Technicznie znakomity, piękne wibrato.
Po płycie Na drugim brzegu tęczy przyszedł następny krążek – 70a, kolejny z udziałem Włodzimierza Nahornego i jedyny z Józefem Skrzekiem. Płyta bardzo dobra i zapowiadająca zarazem bodaj szczytowe osiągnięcie – krążek Blues z 1971 roku. Okładka Bluesa – przedstawiająca długowłosego mężczyznę z gitarą, ubranego w dżinsową kurtkę, który za rękę prowadzi małego, dziarsko kroczącego chłopca – szybko stała się jedną z najbardziej rozpoznawalnych w Polsce.
Jakkolwiek za najlepszy materiał bluesowy Tadeusz Nalepa uważał to, co znalazło się na płycie Kamienie z1974 roku, to jednak głównie numery z Bluesa weszły na stałe do naszej bluesrockowej skarbnicy. Standardem, który zbłądził pod strzechy, stał się numer Kiedy byłem małym chłopcem. Rzecz absolutnie ponadczasowa. Ktoś kiedyś powiedział nawet, że trudno sobie wyobrazić męską edukację bez znajomości tego bluesa. Racja.
W 1981 roku po zamknięciu rozdziału pod nazwą Breakout artysta kontynuował karierę solową, grał i nagrywał z wieloma znakomitymi muzykami: Stanisławem Sojką, Andrzejem Nowakiem, grupą Kciuk‑Surzyn Band czy zespołem Dżem (świetny numer Ten o tobie film) i chociaż nagrywał płyty utrzymane w mocno rockowych klimatach (Numero uno), to jednak zawsze pozostawał blisko bluesa.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze