Lato pod żaglami

0
Fonograf - Lato pod żaglami
fot. archiwum
REKLAMA

Kalendarzowe lato właśnie się rozpoczęło. To idealny sezon dla żeglarzy, zarówno tych słodko – jak i słonowodnych. Dziś więc proponuję sentymentalny rejs w czasie z polskimi „żeglującymi” przebojami.
Gdyby tak przyszło wybrać najlepsze miejsca do żeglowania po naszych słodkich wodach, to nawet ci, którzy nie wypoczywają w ten sposób, wskazaliby bez pudła kilka miejsc. Od lat, również i w piosence, popularne były polskie jeziora i mazurskie miejscowości z Mikołajkami na czele. W latach sześćdziesiątych największą furorę w piosence zrobił jednak Augustów. Najpierw o tym czarującym zakątku Polski śpiewała w Augustowskich nocach Maria Koterbska. Augustowskie noce / Nad brzegami drzemiące / Noce parne, gorące / Osłonięte przez mgłę (…) / Zatopione w jeziorach (…) / Ty chowasz tę muszelkę / Znalezioną nad Wigrami (…) / Kolorowy sierpień / Naszym żaglem opięty / Pozostanie w pamięci.

Z kolei Janusz Laskowski w jednym z największych hitów PRL-u, bazarowo-ogniskowym szlagierze – Beata z Albatrosa – skoncentrował się i na okolicach Augustowa, i na pewnej siedemnastolatce. Laskowski zakochał się w tytułowej Beatce, zabierał ją na fregatę, gdzie, jak można było sądzić, wzdychali do siebie. Może nawet było i coś więcej, bo bard śpiewał tak: Minął dzionek, słońce zaszło za jeziorem / I fregaty kontur ukrył się za mgłą / Na fregacie byliśmy znów sami. Mimo wszystko jednak, to jemu, a nie adresatce słów, biło mocniej skrwawione serce. Już od dawna ciebie nie widziałem / Tak mi smutno jest bez ciebie, tak mi źle / Lecz myślę, że kiedyś się spotkamy / W Augustowie tam nad Nieckiem w białe dnie. Cóż, jeziora mają w sobie nie tylko urok, ale też osnute są aurą romantyzmu.
W latach sześćdziesiątych o jeziorach i żaglach śpiewały, bo nie mogło być inaczej, Czerwone Gitary. Trzeba przyznać, że ich evegreen Wróćmy na jeziora jest do dziś popularny. Kiedy wrócą ptaki do mazurskich gniazd / Ruszaj tam, gdzie już żeglarze płyną szlakiem gwiazd / Wróćmy na jeziora, na wędrowny rejs / Znajdziesz tam cel swojej drogi wśród szumiących drzew / Białe żagle, szmaragdowa toń / A przy tobie przyjacielska dłoń. Szlagier kończył się jakby obietnicą, że wrócisz tu za rok. Nic dziwnego, kto raz poznał smak mazurskiej przygody, ten już nie mógł jej się oprzeć.

REKLAMA (3)

Polska ma jeszcze jeden słynny – odległy od Mazur zakątek, który z czasem stał się Mekką dla żeglarzy. W piosence Zielone wzgórza nad Soliną Wojciech Gąssowski śpiewał: Zielone wzgórza nad Soliną okrywa szarym płaszczem mrok / Nie żegnaj się, choć lato minie spotkamy się tu znów za rok. Piosenka była mało żeglarska, ale był w niej – podobnie jak u Czerwonych Gitar – akcent, mówiący o tym, że niestety na następne lato trzeba czekać rok, a dla tych, którzy lubią żagle, to rzeczywiście rzecz niezbyt wesoła.
Z marynistycznych, dziś już zapomnianych hitów należałoby przypomnieć Serwus panie chief Filipinek, Żeglujże żeglarzu Maryli Rodowicz, czy choćby Kapitańskie tango Alibabek.
W tym ostatni można było usłyszeć: Kapitańskie tango, / z torsem w paski, miną hardą, / z fajką w zębach, długą broda, / przesiąknięte morską wodą / Kapitańskie tango, / niespokojne przed wyprawą,/ znów tęsknota zaćmi oczy / długich morskich, smutnych nocy! Tekstowo bliski, acz zdecydowanie bardziej nostalgiczny w wyrazie był szlagier, który wyśpiewała Alicja Majewska. W jej piosence można było usłyszeć: Jeszcze się tam żagiel bieli, chłopców, którzy odpłynęli, / nadzieja wciąż w serc kapeli na werbelku cicho gra, / bo męska rzecz być daleko, a kobieca – wiernie czekać, / aż zrodzi się pod powieką inna łza, radości łza.

REKLAMA (2)

Warto też przypomnieć spory przebój Ireny Jarockiej – zatytułowany Gondolierzy znad Wisły. To – rzecz jasna – nie tyle piosenka o żeglarzach, ile po prostu o przewoźnikach słodkowodnych. Szlagier w tamtych czasach wydawano na pocztówkach dźwiękowych. Ciekawe jednak, że nie dla wszystkich był zrozumiały tytułowy rzeczownik. Ponoć w jednym z warszawskich sklepów nastolatka poprosiła o pocztówkę z piosenką o Jerzym Gondolu znad Wisły.
Na koniec, jeden z moich ulubionych starych hitów – Port Krzysztofa Klenczona Port to jest poezja rumu i koniaku / Port to jest poezja westchnień czułych żon / Wyobraźnia chodzi z ręką na temblaku / Dla obieżyświatów port to dobry dom /…/ Port to są zaklęcia starych kapitanów / którzy chcą wyruszyć w jeszcze jeden rejs / Minęło pół wieku od czasu, gdy ten numer po raz pierwszy można było usłyszeć w polskim eterze. To był fajny, prosty, dynamiczny i – w gruncie rzeczy – refleksyjny kawałek, choć zdecydowanie mniej znany, zwłaszcza wśród późniejszych żeglarzy, niż sławne klenczonowskie 10 w skali Beauforta.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze