Dla jednych to szaleństwo, dla drugich inspiracja do działania. Z jednej strony karkołomny wyczyn, z drugiej ledwo dotykanie granic wytrzymałości człowieka. Czym jest ultrakolarstwo? Zaczynamy!
W dwóch słowach – jest to kolarstwo długodystansowe. Od długich wypraw rowerowych różni je jedna zasadnicza sprawa – trasę pokonujemy „na raz”. Ile kilometrów można w ten sposób przemierzyć? Okazuje się, że 100 czy 200 to praktycznie żaden wynik. 400? 500?
Przygotowanie organizmu pod względem psychicznym i fizycznym oraz przygotowanie sprzętu musi stanąć na najwyższym poziomie. Rytm żywienia, odpowiedni poziom regeneracji, długie godziny wysiedziane w siodle (gdzie podstawą jest dobry fitting na rowerze, bez tego ani rusz) oraz nastawienie mentalne – można by wymieniać te zagadnienia jeszcze długo. Wbrew powszechnie panującej opinii ultrakolarstwo wcale nie leży w sprzeczności z tzw. kolarstwem romantycznym. Uważam nawet, że jest ono z nim dość mocno spokrewnione. Długie dystanse, samotność na trasie i mocno przyświecający cel, a także tysiąc myśli na minutę – często przy muzyce na uszach – to rzeczy, które ja jako kolarz dobrze znam. „Ultra” tylko to potęguje, wyrzuca nas na nowy, nieznany dotąd poziom. No tak, ale nie można tak po prostu zacząć. Wymagany jest sprzęt, przygotowanie i stopniowa adaptacja.
Jak wygląda to w prawdziwym życiu postanowiłem zapytać Krystiana Cholewę, 30-letniego ultrakolarza z Dębicy, który zajmuje się tą dyscypliną od kilku lat.
Witaj Krystian! Opowiedz, jak rozpoczęła się Twoja przygoda z kolarstwem a następnie z ultrakolarstwem. Co Cię do niego skłoniło?
Rowerem jeżdżę od zawsze. Wcześniej było to kolarstwo górskie, enduro, trochę downhill, wszystko na rowerze 26 cali. Czegoś jednak ciągle mi brakowało, ciągnęło mnie, by spróbować czegoś więcej. Pewnego razu postanowiłem, iż udam się rowerem nad Solinę. Był to dystans 150 kilometrów w jedną stronę z noclegiem, oraz powrót. Jak się okazało, moje pierwsze 300 km nie sprawiło mi takiej trudności jak sądziłem, narobiłem więc sobie apetytu na więcej. I tak poszło…
Co jest Twoją motywacją? Czy to wewnętrzne dążenie do bycia lepszym, czy może kręcą Cię nowe rekordy?
Jeśli się głęboko zastanowię, to chyba wszystko leży w cyfrach. Motywują mnie kolejne kilometry, rekordy, pobijanie samego siebie. Oczywiście oznacza to bycie coraz lepszym, doskonalszym, bardziej wytrzymałym. Człowiek staje się maszyną do pokonywania odległości i to wszystko kręci mnie najbardziej. Chcesz więcej, to trochę jak narkotyk!
Opowiedz o swoim najdłuższym wyjeździe, jak wspominasz Portugalię?
Plan był gotowy rok wcześniej, ale miesiąc przed wyjazdem jeszcze nie dowierzałem, że to zrobię. Był 2019 rok, a więc ostatnie dni wolnego świata. Plan opiewał na 4400 km. Udało się go zrealizować w 19 dni…, a najlepsze, że powrót planowany był także na kołach. Po zmianie planów związanych z moją pracą wróciłem jednak samolotem. Wspominam wyprawę cudownie, choć pierwsza jej część – mniej więcej do Francji – zmęczyła mnie bardziej niż sądziłem. Jednak od gór San Sebastian – pogranicza Francji i Hiszpanii – złapałem drugi oddech. Zaczęło się jechać cudownie! Mimo różnego ukształtowania terenu – a lubię się wspinać – czułem się wspaniale. Były też różne warunki termiczne. Śmieję się, że dla mnie optymalna temperatura nie istnieje. Wszystko jest kwestią ubioru, gdyż lubię jeździć w 30-stopniowych upałach, jak i w mroźne zimowe dni. Wszystko z głową! Warto, abym wspomniał o wyjeździe do Rumunii i Serbii (2018), gdzie pokonałem 670 km. Z innych ciekawych wypraw należy przytoczyć wyjazd na Mazury (ponad 1200 km w obie strony) czy trasę na Zakopane. Można dodać, iż licznik kalorii w moim zegarku monitorującym wysiłek pokazuje wtedy wynik sięgający 30 tysięcy kcal! Jest to ilość, którą bardzo ciężko uzupełnić na trasie, dlatego tak ważna jest regeneracja i odpowiednie planowanie podróży.
Co zrobić, by móc wejść w świat ultrakolarstwa? Co radziłbyś amatorom tego rodzaju aktywności? Jakie trzeba mieć cechy?
Mocna głowa – to chyba najtrafniejsze dwa słowa. Psychika to aspekt, który zadecyduje o tym, ile tak naprawdę jesteś w stanie przejechać. Za głową idą mięśnie, którym za każdym razem zadajesz ból. Istotnie, muszę przyznać, że nieraz doświadczyłem tak zwanego „buntu” organizmu. Przy pierwszych dłuższych wyprawach organizm dosłownie „głupiał”, nie wiedział co się dzieje. Później jednak nastąpiło zaprogramowanie. Dosłowne. I zaczynasz funkcjonować jak robot! Przyjemne i ciekawe doświadczenie… A co radzę? Radzę się nie poddawać. Jeśli Twoją pasją jest kolarstwo i lubisz ból, to jest dyscyplina dla Ciebie. Ból będzie Ci towarzyszył, zresztą jak powiedział Robert Karaś startujący w ultratriathlonach, ból i dyskomfort towarzyszy od początku i to każdemu zawodnikowi. Kwestia jest jedna: jak sobie będziesz z tym radzić. Wspomnę także, że po każdej wyprawie staram się rozciągać i rolować mięśnie (zgodnie z zaleceniami!). I wyznaczać kolejne cele.
No właśnie! Zdradzisz nam plany na najbliższy czas oraz kolejne lata?
Za kilka dni jadę maraton dookoła polski MRDP 2021 – 3200 km w limicie 10 dni, zatem będzie się działo! Myślę także o wyzwaniu STRAVA RAPHA 500, podobnie jak w 2017 roku, gdzie jechałem w czasie wigilia – sylwester dystans 1700 km, osiągając pierwsze miejsce w Polsce oraz szóste na świecie, spośród 108 tysięcy ludzi, po zsumowaniu wszystkich dystansów przejazdów.
Przyszły rok? Stoi pod znakiem zapytania, gdyż nie wiadomo, jak będzie wyglądał świat (oby) po pandemii. Jestem jednak dobrej myśli i ufam, że będzie się dało podróżować spokojnie po Europie.
Czego możemy Ci życzyć i kiedy wpadniesz do nas na trening siłowy?
Zdrowia i wielu nakręconych kilometrów! Niedługo Was odwiedzę w sali treningowej! Dzięki!
























