Święty Mikołaj nie był pajacem

0
Grzegorz Miecugow
REKLAMA

Nie mieliśmy wtedy jeszcze elektrycznych światełek, więc na choinkach paliło się świeczki, a na starych ozdobach często były ślady stearyny. Do tej pory nie rozumiem, jak to się stało, że nigdy nam drzewko nie spłonęło.
Same święta też były przyjemne. Przy stole byli i babcia, i dziadek, a czasem dwie babcie i dwóch dziadków, ale tak było raczej rzadko. Niemniej przy stole było pełno. Dziś jest pusto. To chyba Jerzy Pilch zdefiniował dzieciństwo jako czas, kiedy jeszcze wszyscy byli. To dobra definicja.
W miarę upływu lat miałem coraz więcej świątecznych obowiązków. Najbardziej nie znosiłem stania w kolejkach. Na przykład po karpia to mama potrafiła mnie wysłać do kolejki nawet o 5 rano. Ale ponieważ lubiłem karpia, to zaciskałem zęby i stałem. Stało się po wszystko: po mięso, bo bakalie, po cytrusy, które nasze państwo kupowało nie wiadomo gdzie, bo tamte pomarańcze były mało pomarańczowe i mówiono nawet, że to są pomarańcze pastewne, chociaż do tej pory nie wiem, co się pasie niedobrymi pomarańczami. Może zatem jednym z powodów tej mojej niechęci do świąt jest ta peerelowska udręka i opresja świąteczna, w którą wpadałem jako nastolatek? Innym powodem może być też to, że święta Bożego Narodzenia (a i sylwester, za którym też nie przepadam) są w końcu roku, a ja też jestem z końca roku, tyle, że czuję, że się starzeję nie w dniu urodzin, ale właśnie po świętach i po sylwestrze. To wtedy przeskakuje mi licznik.
W wolnej Polsce święta kojarzą mi się raczej z komercyjnym przegięciem niemal na każdym kroku, niż z czasem zadumy czy jakiejkolwiek refleksji. Nie mogę już patrzeć na te setki, a może nawet tysiące mikołajów atakujących mnie zewsząd. Są w sklepach, w reklamach, na opakowaniach, na torebkach jednorazowych. W idiotycznych czerwono – białych czapeczkach wszędzie paradują hostessy, które na pewno nie wiedzą kiedy żył, i czym się zasłużył biskup Mikołaj z Miry. Otóż ten zacny święty żył 1600 lat temu. Był człowiekiem odważnym, mądrym, sprawiedliwym i hojnym. Legenda głosi, że był cudotwórcą. Trochę w to nie wierzę, bo w ogóle nie wierzę w cuda. Ale lista dobrych uczynków biskupa Mikołaja jest ogromna i w tym kontekście w ogóle mnie nie dziwi inna lista, czyli lista krajów, miast, czy zawodów, których święty Mikołaj jest patronem. Najbardziej dziwi rozrzut, na przykład jest on patronem wytwórców guzików, jeńców, sędziów i więźniów, ale także sprzedawców perfum i panien szukających mężów. Na pewno historyczny święty nie ma nic wspólnego z pajacem w saniach, które ciągnie renifer Rudolf. Tego mikołaja stworzył Walt Disney w latach 40. ubiegłego stulecia i tym mikołajem zaraził cały świat, i to nie tylko z kręgu naszej cywilizacji. Idiotyczne pohukiwania mikołajów słychać na całym świecie. Wydobywają się one z ust białych, czarnych, żółtych i nijakich. Zgroza. I także dlatego nie lubię świąt.
Kilka dni temu jechałem samochodem przez ponurą Warszawę. Ponurą, bo już było ciemno, a jeszcze nie świeciły latarnie. W tej szarówce zobaczyłem człowieka, który korzystając ze światła padającego z witryny luksusowego sklepu, przeglądał zawartość kosza na śmieci. Obok niego przechodzili ludzie niosący pakunki, kolorowe błyszczące torby pełne najczęściej niepotrzebnych rzeczy. Nawet nie rejestrowali obecności człowieka grzebiącego w koszu. 1600 lat temu biskup Mikołaj, którego szczątki spoczywają w Bari w południowych Włoszech, zauważał biednych. No, ale nieszczęśnik grzebiący w koszu nie może liczyć na nic: ani na państwo, ani na sąsiadów, ani na mikołaja.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze