Ach te kobiety…

0
Grzegorz Miecugow
REKLAMA

Nieważna jednak nazwa, ważne jest to, w jakich sprawach są te demonstracje. W Warszawie maszerowano pod – dowcipnym skądinąd hasłem – „O niepodległą Polkę”. W jakich miejscach Polki nie czują się niepodległe? Można uogólnić, że praktycznie we wszystkich. W pracy przede wszystkim, ale także w domach, w traktowaniu ich przez polityków, w samej polityce i wreszcie w swoich ciałach.
Zatrzymajmy się na chwilę przy tych ciałach. Chodzi oczywiście o zakaz aborcji, który w Polsce obowiązuje już od 20 lat. Niby w prawie są luki zezwalające na usunięcie płodu, ale są one obwarowane takimi warunkami, że praktycznie można mówić o zakazie aborcji w naszym kraju. Czy zatem Polki nie usuwają ciąż? Usuwają, jak najbardziej, tyle że jest to dla nich o wiele bardziej kosztowne, bowiem łączy się ten zabieg z wyjazdem do Niemiec, Anglii albo Czech. Można zatem powiedzieć, że porozumienie zawarte w lutym 1993 roku, nazywane zresztą nie wiedzieć dlaczego kompromisem nie rozwiązało niczego i mówienie, że aborcji w Polsce nie ma, jest czystą hipokryzją.
To, co politycy zgotowali Polkom, jedynie wpędza je w większe koszty, bo jeżeli Polka nie będzie chciała mieć dziecka, to go nie będzie miała. Nie opowiadam się po stronie tych, którzy aborcję traktują lekko. Ale jestem przeciwko hipokryzji i przeciwko opresyjnemu państwu, które dla zagłuszenia wyrzutów sumienia kilkudziesięciu polityków zmusza kobiety do ogromnych wydatków. Wydatków tym trudniejszych, że kobiety zarabiają mniej. I to rzeczywiście uważam za skandal.
Oczywiście, że nie ma najmniejszych powodów, by kobieta zatrudniona na tym samym stanowisku co mężczyzna zarabiała mniej od niego. I koniec, i kropka. I nie jest żadnym wytłumaczeniem dla nas fakt, że problem ten nie dotyczy tylko Polski. Ale, jak sądzę, ta sprawa nie jest trudna do rozwiązania. Na pewno w ciągu najbliższych lat poradzimy sobie z tym o wiele łatwiej niż z problemem aborcji.
Na koniec polityka. Zgadzam się z postulatem, żeby wymusić na partiach parytet 50 procent. To znaczy, żeby na listach wyborczych było tyle samo kobiet co mężczyzn. Zgadzam się także z tym, że jeżeli mężczyzna jest na pierwszym miejscu listy wyborczej, to na drugim powinna być kobieta. I odwrotnie. Natomiast postulat, by w Sejmie było tyle samo kobiet co mężczyzn, uważam za skrajnie idiotyczny. Nie ma najmniejszego powodu, by względy płciowe determinowały skład parlamentu. Jeżeli do stanowienia prawa merytorycznie lepiej są przygotowane kobiety, to zgadzam się, by Sejm był złożony nawet z 460 kobiet. Jeżeli jest odwrotnie, to niech na Wiejskiej zasiądzie 460 mężczyzn. Rzecz jasna są to przykłady skrajne, ale mają one dowieść tego, że nie liczba, ale jakość stanowi o tym, co jest dobre dla obywateli. I moim zdaniem tego dowodzą.
Na koniec jeszcze kilka haseł z warszawskiej Manify. „Podatki dla matki”, a niby dlaczego? Czy rzeczywiście w sprawach podatkowych mężczyźni mają być dyskryminowani? Wstyd drogie panie, jeżeli ma zapanować równość, to niech będzie ona pełna, czyli hasło powinno brzmieć tak – „Podatki dla matki i tatki”. Albo takie hasło – „Faceci do garów”. I znowu mam pytanie dlaczego? Niech faceci stają przy garach tak samo często jak kobiety. I ostatnie hasło jakie zauważyłem w Warszawie – „Mniej księży, więcej księżniczek”. Kompletnie mnie nie interesują księżniczki. Księża też nie.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze