Bieg charytatywny

0
Grzegorz Miecugow
REKLAMA

Pół godziny po starcie biegaczy ruszał za nimi specjalnie wyposażony samochód, który początkowo jechał z szybkością 15 kilometrów na godzinę, a potem sukcesywnie przyspieszał. Gdy doganiał biegaczy, był dla nich metą. Biegnący wyposażeni byli w chipy, a aparatura zamontowana w samochodzie pozwalała każdemu biegnącemu zmierzyć dystans i czas, w jakim ten dystans został pokonany. Każdy dogoniony przez samochód, czyli przez swego rodzaju metę, był odwożony na miejsce startu, czyli tam, gdzie zostały jego rzeczy, a może także jego bliscy. Wszystkie wyniki zostały umieszczone na jednej liście, czyli ktoś, kto biegł w Poznaniu, mógł się zdalnie skonfrontować z kimś, kto biegł na przykład w Sydney. Już samo to jest pewną wartością, bo Polak czy Polka z Poznania ma niewielką szansę na to, by spotkać się, ot tak po prostu, z kimś z Australii, a ten bieg i sieć na to pozwala.
Po co to wszystko? Ano cała akcja ma wspomóc i propagandowo, i finansowo badania nad rekonstrukcją przerwanego rdzenia kręgowego. Dziesiątki tysięcy ludzi na całym świecie są sparaliżowane po różnego rodzaju wypadkach, ponieważ rdzeń kręgowy się nie regeneruje. Właściwie nie wiadomo, dlaczego tak jest. Każdy, kto skaleczy się w palec, wie, że po początkowym dyskomforcie rana się zagoi, czyli tkanki się zregenerują. Ktoś, kto złamie nogę, musi swoje odcierpieć, ale po kilku tygodniach kości się zrosną i człowiek wraca do normalnego życia. Rdzeń kręgowy sam się nie naprawia. Czy potrafią go naprawić naukowcy? Prawdopodobnie tak. W każdym razie są bardzo bliscy tego. Czy ogólnoświatowe bieganie to wspomoże? Moim zdaniem tak. Finansowo pewnie średnio, bo co z tego, że tysiące ludzi na całym świecie wpłacą jakąś sumę za prawo do pobiegnięcia w szczytnym celu. Badania naukowe są bardzo drogie i raczej finansować je powinny państwa, a nie wolontariusze, ale efekt propagandowy jest niesamowity. Przy takim rozgłosie także państwom chce się bardziej angażować w sprawę.
I wrócę teraz do pierwszego zdania tego felietonu. Jestem pod ogromnym wrażeniem tej akcji. Przyznam, że po prostu nie mam pojęcia, jak można coś takiego zorganizować w 34 miejscach naraz. Gdyby mi ktoś zaproponował, bym to ja zorganizował, to od razu podniósłbym ręce do góry. Tymczasem ktoś dał radę. Nagrał fajne spoty reklamowe. Zorganizował wyposażenie elektroniczne dla całego przedsięwzięcia. Znalazł partnerów i wolontariuszy. Potrafił zainteresować media. Naprawdę czapki z głów. Nie wiem, kim jest ten ktoś. Nie wykluczam, że są to zawodowcy, którzy wiedzą jak się poruszać w tej naszej pospiesznej rzeczywistości.
Kilka dni temu przez wszystkie media przeszła akcja zjadania bananów. Był to efekt wydarzenia na jednym z hiszpańskich stadionów. Gdy w piłkarza Barcelony, Dani Alvesa, ktoś rzucił bananem, piłkarz podniósł go, a potem zjadł. To zapoczątkowało całą akcję obdarowywania się bananami jako protest przeciw rasizmowi. Wkrótce okazało się, że akcję wymyśliła agencja PR, do której zwrócił się inny piłkarz Barcelony, Neymar, który z powodu ciemnej karnacji spotyka się z przejawami rasizmu. Zachowanie Alvesa akcję tylko przyspieszyło. I dzieje się to w czasie, gdy raczej widzimy chciwość jako główny motyw działania dużych grup i organizacji. W czasach, w których Zachód nie jest w stanie zrobić niczego konkretnego w sprawie padającej Ukrainy. Przyznam, że wszystko to trochę podnosi mnie na duchu.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze