Frontman o polskich korzeniach

0
REKLAMA
Steven Tyler
fot. Krzysztof Borowiec

Jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci w dziejach rocka, wokalistą długowiecznego amerykańskiego bandu – Aerosmith. Nazywa się Steven Tyler i w najbliższą niedzielę skończy 75 lat.

Blisko dziewięć lat temu, będąc pod wrażeniem koncertu Aerosmith, napisałem: Od lat staram się oglądać koncerty legendarnych gwiazd światowej sceny rockowej. W głowie, ale i w sercu mam sporo niezapomnianych występów, podczas których cieszyłem się jak dzieciak. Jeśli jednak wezmę pod uwagę całokształt muzycznego show: poziom muzyczny, brzmienie, akustykę, oprawę scenograficzną, światła, sceniczny power muzyków, a do tego swoistą magię między występującymi a publicznością, to… w Łodzi widziałem najprawdopodobniej najlepszy koncert w życiu. W tym wszystkim niemałą zasługę miał Steven Tyler, który na scenie był barwnym, serdecznym facetem, mającym bardzo dobry kontakt z fanami. W finale koncertu, zwracając się do wielotysięcznej widowni, stwierdził, że kocha Polskę, bo stąd pochodził jego dziadek, po czym przesylabizował nazwisko: Czer-ny-sze-wycz. Ojciec Tylera, Victor Tallarico, był muzykiem klasycznym o włosko-niemieckim pochodzeniu, prowadzącym w Nowym Jorku własny big-band pod nazwą Vic Tallarico Orchestra. Matka natomiast, Susan Blancha, miała polskie, angielskie i afroamerykańskie pochodzenie. Genealog Megan Smolenyak ustaliła, że dziadek Stevena Tylera był Polakiem, urodzonym jako Feliks Czarnyszewicz w 1892 roku w Klichawie na dzisiejszej Białorusi. W 1914 wyemigrował do USA i zmienił nazwisko na Blancha. Tam ożenił się z Bessie Elliott, z którą miał czworo dzieci, w tym matkę Stevena. Bratem Feliksa był polski pisarz, który wyemigrował do Argentyny, Florian Czarnyszewicz – autor powieści Nadberezeńcy, w której opisał losy Polaków mieszkających na ziemiach między Berezyną a Dnieprem w latach 1911-1920. Od pięciu dekad Steven Tyler pozostaje nie tylko rasowym wokalistą i tekściarzem; jest też multiinstrumentalistą, który potrafi grać na gitarze, harmonijce, pianinie, mandolinie, perkusji i banjo. Jest także aktorem, a w minionej dekadzie, dzięki występom w American Idol, stał się również celebrytą.

Niedzielny jubilat zaczął śpiewać w wieku 6 lat w chórze kościelnym. Jako nastolatek występował w barze prowadzonym przez ojca swojego kumpla w przerwach występów innych muzyków. Zanim dołączył do Aerosmith, śpiewał i grał na perkusji w kilku lokalnych zespołach, takich jak Chain Reaction, Strangeurs, William Proud oraz Chain.

REKLAMA (2)

Latem 1969 roku wyjechał na wakacje do Sunapee, gdzie poznał Joe Perry’ego, pracującego w miejscowej restauracji. Rok później wraz z Perrym i Tomem Hamiltonem przeprowadził się do Bostonu. Tam założył z nimi Aerosmith, w składzie którego znaleźli się także perkusista Joey Kramer i gitarzysta Brad Whitford.

Od początku grupa starała się wykorzystywać uderzające podobieństwo Tylera do frontmena Stonesów, a on sam, zresztą udanie, starał się Jaggera naśladować. Na styl grupy mieli wpływ nie tylko Stonesi; Tyler podkreślał: Bardzo podobał nam się Led Zeppelin i jego potężne brzmienie… Chcieliśmy grać tak jak oni.

Początki nie były jednak łatwe. Kwintetowi udało się podpisać kontrakt płytowy dopiero w 1973 roku. Niestety pierwszy album, zatytułowany po prostu Aerosmith, przeszedł właściwie bez echa. Mimo to sława kapeli rosła, nie tyle dzięki stonesowskiemu wizerunkowi, ile dzięki znakomitym występom na żywo. Trzecia płyta – Toys In The Attic – ulokowała grupę na szczytach list bestsellerów. Kolejny album – Rocks z 1976 roku – został przyjęty owacyjnie i uczynił z Aerosmith kapelę pierwszej wielkości.

REKLAMA (3)

W rocku jednak tak bywa, że gdy stoi się na szczycie, to wkrótce zaczyna się z niego spadać. Tom Hamilton, basista Aerosmith, tak niegdyś to ujął: John McLaughlin i jego grupa medytowali przed każdym występem. My mieliśmy swoją własną medytację – chemiczną. Muzycy, coraz częściej odurzeni prochami, zaczęli tracić kontakt z rzeczywistością. Wraz z Joe Perrym Steven Tyler miał w tej dziedzinie największe „osiągnięcia”. To przysporzyło im zresztą mało chlubną nazwę: toksyczni bliźniacy.

Po latach Tyler wydobył się z uzależnienia, pozostał jednak skandalistą i ta opinia towarzyszy mu do dziś. Warto jednak przypomnieć, że wraz z Aerosmith sprzedał do tej pory ponad 150 milionów płyt. W 2006 roku został sklasyfikowany na 3. miejscu listy 100 najlepszych wokalistów wszech czasów według „Hit Parader”. Trzy lata później został umieszczony przez Roadrunner Records na 8. miejscu listy 50 najlepszych heavymetalowych frontmanów wszech czasów. W 2013 roku znalazł się w prestiżowej Galerii Sław Twórców Piosenek.

# TEMI, Fonograf, Steven Tyler, Aerosmith

 

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze