55 lat płyty Aqualung

0
Jethro Tull
REKLAMA

19 marca 1971 roku wydany został Aqualung – czwarty album zespołu Jethro Tull. Okazał się jednym z ważniejszych w tamtej bardzo istotnej dla rocka dekadzie.
Na początku lat 70. band Iana Andersona był rozpoznawalny, ale wciąż trudny do jednoznacznego zaszeregowania. Z jednej strony były bluesowe korzenie debiutanckiej płyty This Was (1968), z drugiej coraz śmielsze odejście od gatunkowych ram na Stand Up (1969) i Benefit (1970).
Jethro Tull umiejętnie łączył rock, folk i blues z elementami muzyki poważnej, ale dopiero Aqualung nadał temu wyrazistą formę. Choć sam Anderson przez lata dystansował się od określania płyty mianem albumu koncepcyjnego, trudno nie zauważyć, że część utworów łączyła refleksja nad wiarą, moralnością i społecznymi nierównościami.
Kompozycja tytułowa stała się jedną z najbardziej rozpoznawalnych w historii zespołu. Portret głównego bohatera, obserwowanego z empatią włóczęgi, wpisywał się w tradycję brytyjskiej narracji społecznej. Charakterystyczny riff gitarowy i kontrast między akustycznymi zwrotkami a cięższym refrenem nadawały całości stosownej dramaturgii. To jedna z tych kompozycji, które nie tylko zdefiniowały album, ale i epokę w historii bandu.
Na płycie znalazło się więcej materiału wysokiej próby. Locomotive Breath z hipnotycznym fortepianowym wstępem i narastającym napięciem oraz liryczne Wond’ring Aloud pokazywały szerokie spektrum możliwości zespołu.
Na uwagę w pełni zasługiwał utwór Cross-Eyed Mary – napisany bez taniej sensacji portret dziewczyny z marginesu społecznego, będący przykładem umiejętnego łączenia chwytliwej formy z tematyką daleką od rockowych banałów.
Istotnym punktem stał się też My God, rozwijający się od spokojnego wstępu do rozbudowanej, niemal suitowej formy z partią fletu w roli głównej. Okazał się jednym z najbardziej bezpośrednich komentarzy Andersona na temat instytucjonalnej religii.
Chwile wyciszenia wprowadzały krótkie formy akustyczne, jak: Cheap Day Return, Wond’ring Aloud oraz Slipstream. Miniatury te budowały klimat płyty równie skutecznie jak rozbudowane kompozycje.
Nie można też pominąć utworu Mother Goose z folkowym rodowodem oraz przypominającego o bluesowych korzeniach zespołu Up to Me. Z kolei Hymn 43 wnosił bardziej rockową ekspresję. Album zamykała kompozycja Wind-Up – przewrotna, nieco ironiczna klamra tematyczna. Anderson wracał tu do kwestii wiary i indywidualnego spojrzenia na duchowość. To zakończenie dobrze oddawało intelektualny rys wydawnictwa. Ta zamierzona różnorodność sprawiła, że Aqualung działał nie tylko jako zbiór utworów, ale jako przemyślana całość. Nie było na nim wypełniaczy, były różne nastroje, perspektywy i formy, lecz wszystkie podporządkowane charakterystycznej wrażliwości Andersona.
Trzeba przyznać, że sukces komercyjny albumu odegrał ogromną rolę w karierze grupy. Krążek świetnie sprzedawał się po obu stronach Atlantyku, szczególnie jednak w USA wyniósł Jethro Tull do rockowej ekstraklasy. Zespół, zyskując status formacji albumowej, przyciągnął słuchaczy traktujących muzykę rockową jako formę sztuki.
Z perspektywy czasu Aqualung jawi się jako punkt zwrotny, w którym Jethro Tull znalazł własny, rozpoznawalny od pierwszych taktów język. Bez tego albumu trudno wyobrazić sobie późniejsze, jeszcze bardziej ambitne przedsięwzięcia pokroju Thick as a Brick.
W historii rocka są wydawnictwa ważne artystycznie i takie, które zmieniają status zespołu. Aqualung należy do obu kategorii. Połączył ambicję z komunikatywnością i sprawił, że muzyka Jethro Tull trafiając do szerokiego grona odbiorców nie utraciła swojej cennej oryginalności.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze