Historyczna koncertówka Uriah Heep

0
REKLAMA

Historyczna koncertówka Uriah HeepW kwietniu 1973 roku w Stanach Zjednoczonych wydano podwójny album Uriah Heep Live. Pół roku później wydawnictwo uzyskało status złotej płyty, trzeciej w historii zespołu.

Co by nie mówić, ten podwójny krążek należy w historii rocka do najważniejszych nagranych na żywo. Trzeba przyznać, że w tamtych odległych czasach nawet ci, którzy zżymali się na pewną wtórność zespołu (zwłaszcza wobec dokonań Deep Purple), potraktowali Uriah Heep Live życzliwie.

Kilka lat po wydaniu, kiedy płyta trafiła w moje ręce, przyjąłem ją z zainteresowaniem i szybko polubiłem. Do dziś darzę ją największym sentymentem ze wszystkich sygnowanych przez Uriah Heep.

REKLAMA (2)

Warto tu przypomnieć, że swoją nazwę grupa zaczerpnęła z powieści Charlesa Dickensa – David Copperfield. Uriah Heep, czyli Uriasz Heep to jeden z bardzo wrednych bohaterów. Chciwiec i obłudnik, który – by zdobyć majątek swojego pracodawcy – nieustannie knuje intrygi. Zdemaskowany i skazany za swoje czyny, wciela się w rolę wzorowego więźnia. Jak chcą niektórzy, ta wysoce niesympatyczna postać z fałszywym uśmieszkiem przyklejonym na stałe do twarzy była literacką karykaturą Hansa Christiana Andersena. Ponoć Dickens poznał go, gdy w 1847 roku baśniopisarz bawił w Anglii.

W roku 1970 Albion obchodził setną rocznicę śmierci Dickensa i prawdopodobnie dlatego Gerry Bron, późniejszy opiekun bandu, zasugerował taki właśnie szyld.

Uriah Heep Live był pierwszym koncertowym albumem zespołu. Został nagrany przez Pye Mobile Unit z Alanem Perkinsem w roli inżyniera. Zarejestrowano go dwa miesiące po wydaniu piątej płyty, The Magician’s Birthday, która – zdobywając w USA tytuł złotej i sprzedając się w świecie w ilości dwóch i pół miliona egzemplarzy – ugruntowała pozycję zespołu w gronie hardrockowej czołówki.

Oryginalne opakowanie albumu, typowe dla muzyki rockowej wczesnych lat 70., zawierało składaną okładkę i środkowe strony ze zdjęciami członków zespołu.

Na okładce znalazła się informacja, że materiał został nagrany podczas trasy koncertowej po Wielkiej Brytanii. Później jednak okazało się, że utwory zarejestrowano 23 stycznia 1973 roku podczas występu w Town Hall w Birmingham.

Cała strona A pierwszego krążka zawierała zwarte, solidne, porządnie zagrane, przyzwoite hardrockowe numery. Stronę otwierał Sunrise – pochodzący ze wspomnianej piątej płyty, do dziś pozostający w żelaznym repertuarze zespołu. Potem, także z The Magician’s Birthday, rock and roll: Sweet Lorraine. Niby nic oryginalnego, nie ukrywam jednak, że zawsze go lubiłem. Potem następował Traveller In Time i – jako zwieńczenie tej części albumu – jeden z najbardziej rozpoznawalnych numerów grupy – Easy Livin’, pochodzący z czwartego, sprzedanego w ilości 3 milionów egzemplarzy albumu – Demons And Wizards. Tu akurat nie był tak czysty i zgrabny jak w wersji studyjnej, ale w gruncie rzeczy brzmiał zupełnie przyzwoicie.

Druga płyta, dopełniona przez Tears In My Eyes, zawierała opus magnum zespołu, czyli kompozycję July Morning. Ten, jak chcą niektórzy, progrockowy utwór to niewątpliwie ulubione dzieło dzieciaków z tamtych lat. Kompozycja klawiszowca Kena Hensleya i wokalisty Davida Byrona – wydana na płycie Look At Yourself oraz, co ciekawe, również na singlu (sic!) – była w tamtych latach stawiana w jednym rzędzie z Child In Time Deep Purple czy Stairway To Heaven Led Zeppelin. Czas nieco te ocenę zweryfikował, ale nie umniejsza to faktu, że numer swoją nieodpartą urodę posiada do dziś.

REKLAMA (3)

Na pierwszej stronie drugiego krążka przykuwał uwagę utwór Gypsy, zagrany w wersji ponadtrzynastominutowej, będący zarazem najdłuższym kawałkiem na całym albumie. Po nim brzmiał Circle Of Hands – zbudowany zaledwie na pięciu akordach, ale w tamtym czasie należący do każdej koncertowej setlisty zespołu. Wreszcie czwarta strona, czyli strona B drugiej płyty. Wypełniły ją tytułowe utwory z płyt Look At Yourself oraz The Magician’s Birthday. Ten drugi zabrzmiał zaledwie w maleńkim fragmencie.

Zapowiedzią szalonego rockandrollowego finału był utwór Love Machine, zagrany i zaaranżowany w klimacie Easy Livin’, co prawda wcześniejszy od niego, ale świadczący o pewnym powielaniu pomysłów.

Wreszcie zwieńczenie całości, ukłon w stronę pionierów rock and rolla, czyli ponadośmiominutowa mieszanka, na którą złożyły się Roll Over Beethoven, Blue Suede Shoes, Mean Woman Blues, Hound Dog, At The Hop oraz Whole Lotta Shakin’ Goin’ On. Przyznam, że jako dzieciak bardzo lubiłem ten finał. Zresztą pozostało tak do dziś.

I jeszcze na koniec. Pół wieku temu wymyślono termin – heepsteria. Określał reakcję publiczności podczas koncertów grupy, a jednocześnie mówił o jej szalonej popularności.

# TEMI, Fonograf, Uriah Heep Live, Uriah Heep, heepsteria, złota płyta, The Magician’s Birthday, Charles Dickens, David Copperfield, album koncertowy, płyta koncertowa

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze