Płytowy debiut Free

0
borowiec
borowiec1811
REKLAMA

Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że wszelkie daty związane z historią Led Zeppelin oraz Free staram się w tym miejscu od dawna skwapliwie wykorzystywać. Tak też jest tym razem. Wyznam jednak, że z tego tytułu nie bardzo chciałbym się tu kajać. Oczywiście, gdybym miał określić debiut Free mianem „wybitny”, to trochę przesadziłbym. Nie zmienia to jednak faktu, że krążek ten od zawsze zasługiwał na uwagę, a ocena jego zawartości nie pozostaje wyłącznie kwestią sentymentów.
Gdyby brać pod uwagę metryki muzyków, którzy utworzyli Free i wydali zarazem pierwszy album, to w swojej „juniorskiej” kategorii wiekowej mogliby uchodzić za bluesrockowy band wszech czasów. Jednak i bez tego rodzaju taryfy, mimo że ich gwiazda zgasła za szybko, zapisali się trwale w historii światowego rocka.
Materiał na Tons Of Sobs (slangowo Kupa szmalu) został zarejestrowany w londyńskich studiach nagraniowych w październiku i grudniu roku 1968. Było to wydawnictwo właściwie niskobudżetowe, bo jego rejestracja wraz z produkcją zamknęły się kwotą ośmiuset funtów.
Gitarzysta Paul Kossoff tak niegdyś scharakteryzował album: Po prostu weszliśmy do studia i nagraliśmy go z marszu. Nie bardzo zdawaliśmy sobie sprawę z tego, o co w tym wszystkim chodzi, zarejestrowaliśmy więc kawałki, które graliśmy na koncertach. Warto było tak zrobić, bo dzięki temu utwory zachowały naturalną świeżość i młodzieńczą energię.
Aż siedem z dziesięciu wypełniających album kompozycji stanowiło żelazny trzon koncertów kwartetu, które odbyły się latem i jesienią 1968 roku. Podobnie jak większość zespołów w tamtych czasach, muzycy Free najpierw grali nowe kompozycje podczas występów na żywo. Cel był prosty: doszlifować materiał, zanim ostatecznie trafi na winyl.
Obok spinającego całość (w krótkim intro i dłuższym outro) utworu Over The Green Hills, studyjnymi „koncertówkami” były: The Hunter, Worry, Walk In My Shadow, Goin’ Down Slow, I’m A Mover oraz Moonshine.
Intro, w którym Rodgers subtelnie artykułował dźwięki akustycznej gitary, było jasnym początkiem albumu. Intensywność Worry zdecydowanie podnosiła tętno całego krążka. Kossoff atakował tu swoją gitarą, śpiew Rodgersa agresywnie uwypuklał refreny, a pianino posłużyło nie tyle wypełnianiu przestrzeni, ile akcentowaniu.
Potem następował Walk In My Shadow, zagrany z determinacją i siłą. Nagranie tego numeru na żywo w studiu obfitowało ponoć w problemy związane z nagłośnieniem instrumentów i sprzężeniami poszczególnych mikrofonów. Paradoksalnie zwłaszcza sprzężenia pomogły całości.
Utwór czwarty Wild Indian Woman pokazywał, że Free to zespół ponadgatunkowy, bo nie był to ani czysty blues, ani też progres (pojawiały się wtedy też i takie próby sklasyfikowania muzyki bandu). Brzmienie Indianki było, jak pisano, kompletnie nową hybrydą.
Dalej następowała najdłuższa kompozycja Goin’ Down Slow, autorstwa amerykańskiego bluesmana Jamesa Burke’a Odena, która wraz ze swoim intro na barowym pianinie składała hołd korzeniom muzyków. Następnie szedł zwarty, niepozbawiony znamion bluesrockowego przeboju, wydany na promocyjnym singlu radiowym I’m A Mover. A potem… créme de la créme ówczesnego Free, czyli The Hunter. Z tą kompozycją zespołu Booker T. & The MG’s wg słów Paula Rodgersa było tak: Razem z Andym Fraserem napisałem specjalnie na tę płytę kawałek, który nazywał się Visions Of Hell. Ale gdy go wykonaliśmy, producent Guy Stevens powiedział tylko: „Dlaczego nie zagracie utworu, który wykonujecie na żywo i który wszyscy tak lubią? ” Zapytaliśmy: „O jaki kawałek chodzi? ” Na to on: „Jak to? The Hunter! ” (…). Powiedzieliśmy „Eeee tam, to moglibyśmy zrobić w pięć minut” On na to: „Więc zróbcie”. To była świetna decyzja.
Dalej następowała mroczna ballada Moonshine, będąca w dużym stopniu dziełem Paula Kossoffa, wówczas osiemnastoletniego (zaledwie) gitarzysty. Przed finałem zabrzmiała jeszcze kompozycja Rodgersa Sweet Tooth, która według autora nigdy nie została zagrana poza studiem. W miarę wyciszania wysublimowanego wokalu w jej końcowej części następowało idealne przejście do drugiej odsłony Over The Green Hills, wieńczącej całość.
Dzięki płycie Tons Of Sobs świat poznał niezwykłą grę Kossoffa, fascynujące basowe klimaty kreowane przez Andy’ego Frasera, niby proste, ale jakże solidne i dojrzałe bębnienie Simona Kirke’a i wreszcie niezwykły, ba, jeden z najniezwyklejszych w historii – wokal Paula Rodgersa.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze