Naczelna Izba Kontroli zwraca uwagę, że wiele straży traktuje fotoradary (zwłaszcza te przenośne) jak „maszynki do robienia pieniędzy” zasilających gminne kasy. Tymczasem służyć miały przede wszystkim poprawie bezpieczeństwa w ruchu drogowym i dyscyplinowaniu kierowców.
Samorządowcy oczywiście zaprzeczają, twierdząc, że nie kupowali fotoradarów, by na nich zarabiać. Tymczasem w 2014 roku do kasy Bochni wpłynęło z tytułu nałożonych mandatów ponad 200 tysięcy złotych, podobnie było rok wcześniej. Straż Miejska w Bochni dysponuje dwoma fotoradarami – stacjonarnym na ul. Proszowskiej i przenośnym laserowym miernikiem prędkości, który kupiono za 60 tys. zł. Bocheńskie rejestratory przyłapały już kierowców jadących z szybkością 170 i 200 kilometrów na godzinę.
Znacznie wydajniejszą „maszynką do robienia pieniędzy” jest stacjonarny fotoradar należący do Straży Gminnej w Tarnowie. Kosztował wraz z masztem prawie ćwierć miliona, usytuowano go na ruchliwej drodze wojewódzkiej przy szkole w Tarnowcu, gdzie obowiązuje ograniczenie do 40 km/h. Do łamania przepisów dochodzi najczęściej w porze nocnej. Niechlubny rekord należy do motocyklisty, który przemknął tam z prędkością ponad 170 km.
Fotoradar w Tarnowcu już dawno zamortyzował się, „zarabia” po kilkaset tysięcy rocznie. Tylko w ubiegłym roku gminna kasa wzbogaciła się dzięki niemu o ponad 600 tysięcy złotych.
– Pieniądze, które pochodzą z mandatów nakładanych na kierowców, wydajemy zgodnie z ustawą, czyli na poprawę bezpieczeństwa w ruchu drogowym – zapewnia Grzegorz Kozioł, wójt gminy Tarnów. – Remontujemy i budujemy chodniki, ścieżki rowerowe, sygnalizacje świetlne itd. Nie ukrywam, że zyski z fotoradaru są dla naszego budżetu istotne, ale przeznaczamy je tylko na inwestycje drogowe.
Posłowie zdecydowali, że stacjonarne fotoradary wykorzystywane dziś przez straże miejskie i gminne trafią od nowego roku do Inspekcji Transportu Drogowego, natomiast mobilne rejestratory do policji. Pieniądze z mandatów zasilą budżet państwa i nie ma pewności, na co rząd będzie je wydawał. Wójt Kozioł uważa, że lepszym byłoby kompromisowe rozwiązanie polegające na pozostawieniu strażom fotoradarów stacjonarnych. – Za sprawą gmin, które nadużywały mobilnych mierników prędkości, doszło do zbiorowej odpowiedzialności i odebrania wszystkim wszystkich urządzeń. To nie jest do końca słuszna decyzja – przekonuje. Wyraża też wprost obawy o przyszłość osób zatrudnionych obecnie przy obsłudze fotoradaru. – Trudno dziś powiedzieć, czy znajdą się dla nich inne zajęcia, mogą niestety stracić pracę…
Ostatnio Senat wprowadził do poselskiego projektu poprawkę, która zezwala samorządowcom na korzystanie z fotoradarów stacjonarnych. Ostateczna decyzja należy teraz do prezydenta RP.
Od przyszłego roku fotoradarami dysponować będzie tylko Inspekcja Transportu Drogowego i policja. Kończy się budowa systemu automatycznego nadzoru nad ruchem drogowym. Docelowo objąć ma w całym kraju: 400 fotoradarów, 29 urządzeń do odcinkowego pomiaru prędkości, 20 instalacji na skrzyżowaniach rejestrujących wjazdy na czerwonym świetle oraz 29 mobilnych mierników w pojazdach ITD. W systemie nie ma już miejsca dla straży miejskich i gminnych, które nie zarobią odtąd na mandatach i osłabnie ich pozycja w relacji z władzami samorządowymi.
Gminy już nie zarobią na fotoradarach?
REKLAMA
REKLAMA
























