Wybory

0
Grzegorz Miecugow
REKLAMA

Przecież te sprzed 26 lat, chociaż sterowane, chociaż nie w pełni demokratyczne, a przecież zdmuchnęły PRL, a w konsekwencji cały sowiecki blok. Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że gdyby Związek Radziecki nie chwiał się wówczas w posadach, to nasz Okrągły Stół skończyłby się tak jak Praska Wiosna czy też węgierski październik ‘56, ale tamte ofiary, będące konsekwencją także swego rodzaju wyborów, czyli woli ludzi, nie pozostały bez znaczenia i jednak zbudowały fundament przyszłych przemian.
Z drugiej jednak strony, czyli patrząc z perspektywy drugiego końca kija, wybory przeważnie są oszustwem i to czasem ogromnym. Weźmy pod lupę ten sam 1989 rok. Poszliśmy wtedy do urn w wyniku ustaleń Okrągłego Stołu, ale tenże stół był prostą konsekwencją solidarnościowego zrywu z 1980 roku i brutalności stanu wojennego wprowadzonego 13 grudnia 1981. Fenomenem tamtego zrywu było to, że robotnicy poszli ramię w ramię z intelektualistami, tworząc tym samym niewiarygodnie silną mieszankę wybuchową. Ale czy wtedy, 26 lat temu, wielkoprzemysłowa klasa robotnicza zdawała sobie sprawę z tego, że idąc do wyborów i podnosząc rękę za gruntowną zmianą, de facto głosuje za likwidacją samej siebie? Oczywiście nie. Wtedy wszystkim wydawało się, że głosując przeciwko PRL, wybiera się Polskę sprawiedliwszą i bogatszą. I częściowo wybór był słuszny.
Jesteśmy bogatsi. Co kilka lat przeganiamy kraje, które były od nas zawsze bogatsze, (ostatnio w tyle zostawiliśmy Węgry), ale czy otaczająca nas rzeczywistość jest bardziej sprawiedliwa? Wątpię. Przede wszystkim zlikwidowaliśmy furtki pozwalające młodym utalentowanym ludziom rozwijać swoje uzdolnienia. W Polsce po-PRL‑owskiej wrócił syndrom Janka Muzykanta. Choćby dzisiejszy Janek grał najpiękniej na świecie, to jeżeli jego rodzice nie będą zasobni, będzie sobie grał gdzieś w szczerym polu. Może nie jest to aż tak brutalny świat jak ten, który opisywał Henryk Sienkiewicz, w końcu mamy dziś niewiarygodnie skuteczne narzędzia komunikacji, takie jak Internet, przez który można podzielić się własnym pomysłem z całym światem i z całego świata ściągać też środki pozwalające pomysł ten realizować, ale jeżeli nie będziemy w młodych ludziach rozpalać aspiracji, to często pozostaną ze swoimi talentami w puszczy. A czasem nawet w pustyni i w puszczy.
W kampaniach wyborczych są też mniejsze oszustwa albo raczej zakłamania. Podstawowe bazują na niedopowiedzeniu, czyli na założeniu, że coś zostanie wprowadzone, ale tylko wtedy, gdy jakaś partia dojdzie do władzy samodzielnej. Ponieważ jednak w naszej 26‑letniej historii III RP żadnej partii nie udało się rządzić bez koalicjanta albo nawet koalicjantów, więc naturalnym wytłumaczeniem niespełniania obietnic jest właśnie ten fakt – nie mogliśmy rządzić samodzielnie.
Dlatego proponuję państwu, byście wszędzie tam, gdzie spotkacie tokujących polityków, a tego lata spotkania takie są nader prawdopodobne, gdyż po kraju jeżdżą już nie tylko panie Kopacz i Szydło, ale także lewica (cokolwiek kryje się pod tą nazwą), pytali o to, które z tych obietnic mają szansę być wprowadzone jedynie z koalicjantem, a jeżeli tak, to z jakim. Wiem, że dziś łatwo jest się wykręcić odpowiedzią, że o koalicjach będzie można rozmawiać dopiero 26 października, ale warto dawać politykom do zrozumienia, że nie tak łatwo jest nam mydlić oczy (chociaż w istocie idzie im to raczej łatwo).
No i na koniec wróćmy jeszcze do kija. Warto bowiem pamiętać, że jeżeli każdy kij ma dwa końce, to sama istota kija jest niejednoznaczna. Kij może służyć do podpierania się, czy do ułatwienia przedzierania się przez chaszcze, ale kijem można także nieźle przyłożyć. I zasadniczą różnicą jest to, czy to my przykładamy, czy też nam się przykłada.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze