Dziwny jest ten kraj…

0
Grzegorz Miecugow
REKLAMA

Ten zwykły dług wynosi już ponad 57% PKB, ten drugi ponad 190% PKB. Jednak sprawa nadmiernego zadłużenia nie jest naszą polską specyfiką, cały nasz świat wpadł w jakiś niewiarygodny korkociąg zadłużania i cały świat będzie musiał sobie jakoś z tym poradzić.
W radiu słyszałem komentarz, że premier Tusk cierpi na jakiś syndrom samotności, że druga kadencja go wypaliła. Angela Merkel właśnie rozpoczęła trzecią kadencję i jakoś się nie wypaliła, podobnie jak dziesiątki innych premierów na całym świecie – bo rządzenie więcej niż jedną kadencję raczej jest normą niż dziwolągiem. Ale rzeczywiście można zauważyć, że premier jest jakiś zmęczony. Dziwne to…
A już szczytem dziwności jest, co się dzieje w piłce nożnej. Ja wiem, że nie wszyscy się piłką interesują, chociaż rok temu, podczas polsko – ukraińskich mistrzostw Europy, zaskakująco dużo znajomych mi pań piłką jednak się zainteresowało. Ja jednak chciałbym popatrzeć na piłkę z punktu widzenia biznesowego i zdroworozsądkowego. Jeszcze kilka lat temu wydawało mi się, że przaśne stadiony idą w parze ze stadionowym chamstwem. Mamy już całkiem sporo pięknych i nowoczesnych stadionów, a chamstwo rozwija się na nich w najlepsze, albo raczej w najgorsze. Międzynarodowe władze piłkarskie zamykają stadiony, więc ci, którzy na nie chodzą, nie mają gdzie iść i pewnie jest im to nie w smak, ale następnym razem znowu rozrabiają i stadiony znowu są zamykane. Ktoś powie, że to rozrabiają jakieś bezmózgi, a cierpią wszyscy. Na moje oko jednak rozrabia większość, która doskonale wie, że działa na swoją szkodę. Dziwne? Ano dziwne.
Ale na tym nie kończy się moje zdziwienie. Na całym świecie kluby piłkarskie są przedsiębiorstwami, i to nieźle prosperującymi. A w naszym kraju nie. Zygmunt Solorz, który z pewnością ma głowę do interesów, potknął się na Śląsku Wrocław. Jeden z najbogatszych Polaków, profesor Janusz Filipiak, potrafi zarabiać wszędzie, tylko nie na Cracovii. A wydawałoby się, że jest to dosyć proste. Trzeba szkolić młodzież, zatrudniać dobrych trenerów, wydawać mniej, niż się zarabia, i inwestować w rozsądny sposób. Tymczasem w Polsce przedsiębiorcy, jakimi są właściciele klubów, potrafią sprzedać przed kluczowymi meczami najlepszych zawodników, co skutkuje tym, że ich drużyna przegrywa, nie awansuje do rozgrywek pucharowych, a w konsekwencji tego wartość całego przedsiębiorstwa się obniża. Sprzedano zawodnika za 2 miliony, a traci się 10 milionów. Zaiste dziwne to jest.
Jak to jest możliwe, że we wszystkich innych branżach Polacy dają sobie radę, a w tym jednym biznesie nie? Potrafimy robić doskonałe jachty, które pływają pod wszystkimi banderami świata. Potrafimy produkować świetne auta (szkoda oczywiście, że nie pod polską marką), nasz eksport rośnie z roku na rok, co oznacza, że pracujemy dobrze, bo nikt nie potrzebuje badziewia i nikt za badziewie nie będzie płacił. Mimo wybuchających co jakiś czas afer z polską żywnością, prawda jest taka, że jesteśmy prawdziwym żywnościowym gigantem eksportowym, czyli to też potrafimy. Tylko nie wychodzi nam biznes z klubową piłką nożną. A jak nie wychodzi w tych małych przedsiębiorstwach, to nie może wyjść w tym największym, jakim jest reprezentacja narodowa. Nie może wyjść i właśnie po raz kolejny nie wyszło.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze