Obywatele dołowi

0
Grzegorz Miecugow
REKLAMA

Tam sami pracownicy rozumieją, że 13. albo 14. pensja nie należy się ot tak, z jakiegoś odgórnego zarządzenia, i doskonale wiedzą, że wszystkie osobowe zyski są ściśle związane z zyskami całego przedsiębiorstwa.
Podczas ostatnich górniczych protestów padały propozycje, by oddać kopalnie samym górnikom za symboliczną złotówkę. Górnicy tego nie chcieli i trudno się dziwić. Zarządzanie każdym przedsiębiorstwem wymaga kompetencji, a tych górnicy oczywiście nie mają. Przykład kopalni Silesia, której właścicielem są dziś Czesi, jest wiele mówiący. Tam pracownicy przejęli kopalnię przeznaczoną do likwidacji, ale potem zrzucili się na wynajęcie specjalistycznej firmy, która stworzyła biznes plan i zasady, według których da się kopalnię uratować. Podstawowym punktem tego planu była redukcja zatrudnienia. Punktem numer dwa było znalezienie prywatnego inwestora. Górnicy byli na tyle operatywni, że znaleźli inwestora w Czechach. Wśród pieciu osób ratujących Silesię był także szef tamtejszej „Solidarności”, ale nawet jemu nie przyszło do głowy, by w nowej rzeczywistości postulować powstawanie związków zawodowych.
Z przykrością muszę stwierdzić, że związki zawodowe są ogromnym obciążeniem dla większości zakładów pracy. Ich szefowie są opłacani z kasy przedsiębiorstw i są niedotykalni. Ich interesem nie jest wcale dobro pracowników, ale dobro własne. Wiele ciepłych słów powiedziano ostatnio pod adresem Jerzego Buzka, którego rząd zrobił ostatnią wielką restrukturyzację w górnictwie. Ale wtedy, ponad 15 lat temu, chociaż zamknięto ponad 20 kopalń i ustalono, że polskie bezpieczeństwo energetyczne opiera się na węglu (moim zdaniem to błędne założenie), to jednak nie zadbano o to, by ludzie odchodzący z górnictwa mieli jakieś perspektywy. Rozumne działanie przy każdej restrukturyzacji polega na tym, że zwalniani z pracy ludzie dostają szansę spotkania się z profesjonalnym doradcą, kimś takim, którego za własne pieniądze wynajęli kiedyś desperaci z Silesi. Tego dzisiejsza „Solidarność” z panem Piotrem Dudą kompletnie nie rozumie. Nie jest w interesie pracowników konserwowanie istniejącej rzeczywistości, ona bowiem jest nie do utrzymania. Nie da się kupować węgla, abstrahując od jego ceny. Jeżeli taka spółka giełdowa jak PGE może kupić węgiel taniej za granicą, to musi tak zrobić, jeżeli chce być uczciwa wobec akcjonariuszy. Ja wiem, że większościowym akcjonariuszem jest Skarb Państwa, ale nie wolno lekceważyć akcjonariuszy mniejszościowych.
Polskim problemem jest brak racjonalnego zdefiniowania naszej perspektywicznej polityki energetycznej. Pisałem już zresztą o tym kilka miesięcy temu. Niby zdecydowaliśmy się na energetykę jądrową, ale stało się to w czasie, gdy świat od tego odchodzi. Dziś na całym świecie budowana jest tylko jedna elektrownia jądrowa. W Iranie. Z tymi naszymi też nic się nie dzieje i chwała Bogu. Szukanie czystej energetyki węglowej jest ciągle jałowe. Albo elektrownie oparte na spalaniu węgla są czyste, albo opłacalne. Linie przesyłowe są stare i wymagają remontu, ale nikt o tym nie mówi. Niemcy stawiają na odnawialne źródła energii i udaje im się to całkiem sprawnie. Widok dachów w każdym niemieckim miasteczku pokrytych ogniwami wychwytującymi każdy promień słońca jest widokiem codziennym. A dzieje się tak dlatego, że obywatelom niemieckim to się opłaca, bo ich rządy wprowadziły kompleksowy system, w którym funkcjonują setki tysięcy podmiotów. Polski obywatel słyszy tylko, że pracy nie straci żaden górnik dołowy.
Przeciętny polski obywatel ma prawo czuć się jak obywatel dołowy. I dobrze wie, że porozumienie zawarte na Śląsku nie jest rozwiązaniem problemu, ale jego rolowaniem.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze