Obie części zmontowane są z archiwalnych filmów zarejestrowanych w latach tamtych strasznych wojen. Współczesna technika pozwoliła filmy pokolorować, ale nie odebrało im to mocy archiwów. Z ruchomych filmowych obrazków patrzą na nas ludzie, którzy kiedyś żyli, którzy w coś wierzyli i tak jak my dziś byli swego rodzaju wszechświatami. Szli na pewną śmierć, realizując często zachcianki jakichś szaleńców i kompletnie nie zdając sobie sprawy z tej nieuchronności swojego losu (?).
Chyba jednak losu, bo nie przeznaczenia. W przeznaczeniu nie ma miejsca na wolną wolę. Niestety wolnej woli nie ma także wtedy, gdy całe masy ulegają jakiemuś zaczadzeniu. Tak było w historii świata wielokrotnie. Gdy patrzę na stare zdjęcia pokazujące wiwatujące tłumy żegnające młodych chłopców jadących na front, to myślę, że tłum nie ma jednak rozumu, tylko emocje. Gdy patrzę na tłum wpatrzony w Adolfa Hitlera w Norymberdze w roku 1936, to ciarki przebiegają mi po plecach. Ktoś mi tłumaczył ostatnio, że biorąc te zdjęcia na serio, staję się kolejną ofiarą talentu Lenie Riefenstahl, która wtedy kręciła propagandowe filmy nazistom, ale to chyba nie do końca jest prawdą. Te tłumy na ulicach były wówczas rzeczywistością. I to rzeczywistością zdumiewającą, jeżeli zdamy sobie sprawę z tego, że w 1936 roku blizny po I wojnie były całkiem świeże, wszak od jej zakończenia minęło tylko 18 lat. A mimo wszystko miliony Niemców krzyczało „sieg hail”, podnosiło prawą rękę w faszystowskim pozdrowieniu i zgadzało się z wodzem, że Żydzi nie są ludźmi, a potem karnie poszło na rzeź na różnych frontach.
My też w swojej historii mamy chwile, w których niósł nas tłum. W 1956 roku tłum wiwatował na Placu Defilad w Warszawie na cześć Władysława Gomułki. Od dwóch lat nie żył już Stalin i tłum wierzył, że Gomułka stworzy coś nowego i dobrego. 14 lat później Gomułka odchodził w niesławie po tym, jak ulice Trójmiasta spłynęły krwią. W 1980 roku też ramię w ramię stały miliony ludzi w złudnym przekonaniu, że walczą o to samo. A to, o co szła wówczas walka, dziś wydaje się dosyć dziwne. Na przykład żądano wtedy automatycznego wzrostu płac związanego ze wzrostem cen, albo obniżenia wieku emerytalnego do 50 lat dla kobiet i 55 dla mężczyzn. Bodajże punktem 20. był postulat by skrócić czas oczekiwania na mieszkanie.
Dziś nie tylko nie ma tych milionów stojących ramię w ramię, ale nawet nie ma całej grupy społecznej, która wtedy umożliwiła tamten ruch. Wielkoprzemysłowa klasa robotnicza stała się tylko wspomnieniem, a sporadyczne marsze górników na Warszawę, z nieodłącznym paleniem opon, to nic w zestawieniu z tym, jaką siłę robotnicy mieli wówczas. (Notabene coś dziwnie ucichł ostatnio pan przewodniczący Piotr Duda, czyżby z kopalniami było wszystko w porządku? Czy też może inne punkty porozumienia podpisanego przed rokiem z ówczesnym kandydatem na prezydenta, Andrzejem Dudą, z wiekiem emerytalnym na czele, zostały zrealizowane?). Dziś, gdy widzę tłum na ulicach, to po pierwsze zastanawiam się, czy wszyscy rzeczywiście wierzą, że demonstrują we wspólnej sprawie. A nawet jeżeli ta wspólna sprawa jest, to tak jak w 1980 roku, a właściwie w jego kontynuacji, czyli w 1989 roku, prawdopodobnie skończy się za pierwszymi drzwiami czy za pierwszym zakrętem. Poza tym w naszej polskiej rzeczywistości każdy tłum musi sobie zdawać sprawę, że zaraz naprzeciwko niego pojawić się może drugi tłum i w tym drugim tłumie może być tyle samo racji, czyli z natury rzeczy niewiele. Stojąc w każdym tłumie, nawet takim sprowokowanym przez beznadziejnie rządzących, warto pamiętać o tym, że suma racji nie zależy od wielkości tłumu. I że stanie w tłumie nie zwalnia nikogo od myślenia i zadawania pytań.
Tłum – to nie takie proste
REKLAMA
REKLAMA




















